Po inwazji Rosji na Ukrainę kanclerz Scholz zapowiedział „punkt zwrotny”, a słabo wyposażona Bundeswehra miała dostać znaczące dofinansowanie – dodatkowe 100 mld euro. Ale od tego czasu prawie nic z tej kwoty nie trafiło do sił zbrojnych. Powołany na wiosnę organ parlamentarny, który miał planować wydatki na modernizację armii, zebrał się raz - w połowie listopada. Ministerstwo obrony nie przedstawiło wówczas żadnych propozycji zamówień, a następne posiedzenie ma odbyć się dopiero w lutym – przypomina „FT”.

Politycy opozycji zastanawiają się, czy deklaracje Niemiec o wiodącej roli w europejskiej obronności to coś więcej, niż pusta retoryka. „Panie kanclerzu, trudno to określić inaczej, jak łamanie obietnicy złożonej parlamentowi, a zwłaszcza Bundeswehrze” – skomentował szef opozycji Friedrich Merz (CDU).

Reklama

Merz podkreślił też, że budżet obronny na 2023 rok - zgodnie z obecnymi planami rządowymi – ma się skurczyć o 300 mln euro. Podkreślił też, że „brak niemieckich działań spowodował znaczne zakłócenia w NATO i stolicach sojuszniczych”, ponieważ Niemcy od dawna nie wywiązują się z nałożonego przez NATO obowiązku wydawania równowartości 2 proc. PKB na cele obronne.

„To plan długoterminowy, a nie szybkie, chaotyczne wygłaszanie oświadczeń PR. Chcemy być pewni, że będziemy zamawiać właściwe rzeczy i że Bundeswehra zostanie wyposażona w taki sposób, aby działało to przez dziesięciolecia” – odpowiadał na zarzuty Scholz.

Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, w 2021 roku niemieckie wojsko i jego 183 tys. czynnych pracowników otrzymało dofinansowanie w wysokości 46,9 mld euro. Aby osiągnąć cel NATO w bieżącym roku, wydatki musiałyby wzrosnąć do 75,5 mld euro, umiejscawiając Niemcy na trzecim miejscu – za USA i Chinami - pod względem bezwzględnych kwot przeznaczanych na obronność.

„24 lutego Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, a 27 lutego Scholz nagle poinformował, że przekazuje wojsku dodatkowe 100 mld euro. To był całkowity szok dla systemu” – powiedziała Ulrike Franke, badaczka niemieckiej polityki obronnej z think tanku European Council. Jak dodała, „tłem tego są dziesięciolecia niedoinwestowania i politycznego zaniedbania niemieckich sił zbrojnych”.

Jeśli chodzi o wzmocnienie armii, na razie działania Niemiec „wydają się nie mieć strategicznej logiki” i spójności – stwierdził dyplomata z kręgów NATO w wypowiedzi dla "FT". Wskazał, że wiele uwagi poświęcono poważnemu sprzętowi, np. zamówieniom na amerykańskie myśliwce F-35 i nową flotę okrętów podwodnych. „Ale spora część pieniędzy musi zostać skierowana na bardziej prozaiczny sprzęt i wyposażenie, takie jak radiostacje, amunicja czy odzież dla żołnierzy” - podkreślił.

Niemiecki organ ds. zamówień wojskowych, czyli Federalne Biuro ds. Wyposażenia, Technologii i Wsparcia Bundeswehry z siedzibą w Koblencji, jest w stanie przetworzyć około 9 mld euro wydatków wojskowych rocznie. „System obrony i zaopatrzenia jest rozbity, wszyscy o tym wiedzą. Przywrócenie go do funkcjonowania będzie wymagało ogromnego wysiłku” – zauważył Christian Moelling z Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych.

Urzędnicy tymczasem tłumaczą swoją opieszałość wysokością kontraktów obronnych. „To nie są trywialne zamówienia, gdzie kupujesz drobną rzecz i możesz to zrobić szybko. Tu wszystko musi być bardzo wyważone, wszystko powinno być omówione bardzo szczegółowo” – wyjaśnił Christian Thiels, rzecznik ministerstwa obrony. Poinformował także, że jeszcze do końca roku parlament prawdopodobnie dostanie do zatwierdzenia „kilka propozycji dużych kontraktów”.

Zdaniem Moellinga, rozwaga jest wymówką, która przykrywa inny problem. „Ministerstwo obrony powinno było przestawić się już na pracę na trzy zmiany. Środowisko bezpieczeństwa zmieniło się dramatycznie, a nie widać, by pojawiła się polityczna wola pilnego załatwienia spraw. Dowodzący niemiecką armią jeszcze nie dostosowali się do nowych czasów” - podsumował.

mszu/ mal/