Biden odniósł się do rozpoczętego w piątek rozejmu i uwolnienia pierwszej grupy zakładników Hamasu podczas krótkiego wystąpienia w Nantucket w Massachussetts, gdzie spędza Święto Dziękczynienia.

Jak stwierdził, wynegocjowane po intensywnej kampanii dyplomatycznej i przy pomocy Kataru i Egiptu porozumienie jest skonstruowane tak, by możliwe było uwolnienie większej liczby zakładników niż umówione 50. Dodał, że jest "realna szansa", że przerwa potrwa dłużej niż cztery dni.

"Dziś to tylko początek procesu. Oczekujemy, że większa liczba zakładników zostanie uwolniona jutro, kolejni pojutrze i jeszcze więcej następnego dnia" - powiedział Biden. Dodał, że choć nie ma jeszcze listy zakładników, którzy zostaną wypuszczeni, to spodziewa się, że w drugim rzucie będą "ci, na których oczekujemy". Chodzi o trójkę obywatelek USA, w tym czteroletnią dziewczynkę Abigail, która w piątek obchodzi urodziny.

Zapytany, czy zgadza się z głosami wewnątrz jego partii, że pomoc dla Izraela powinna być obwarowana warunkami, odpowiedział: "To wartościowa myśl, ale nie sądzę, że gdybym od tego zaczął, doszlibyśmy do tego, gdzie jesteśmy. Musimy do tego podchodzić krok po kroku". Dodał, że zachęca premiera Izraela Netanjahu, by skupił się na ograniczaniu ofiar cywilnych, co - jak przyznał - jest trudne.

Reklama

Pytany o to, jak długo potrwa jeszcze wojna w Strefie Gazy, prezydent odparł, że nie wie, lecz "oczekuje i liczy na to, że reszta świata arabskiego i regionu będzie wywierać presję na obie strony, by to spowolnić i by doprowadzić to do końca tak szybko, jak to tylko możliwe". Ponownie wyraził przy tym przekonanie, że Hamas przeprowadził swoje zamachy w październiku, by zniweczyć wysiłki jego administracji i regionu w kierunku normalizacji stosunków świata arabskiego z Izraelem.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)