To będzie jeden z najbardziej uciążliwych remontów kolejowych w Polsce. PKP Polskie Linie Kolejowe szykują modernizację 150 km torów między Warszawą i Lublinem, która ma się zacząć w czerwcu 2017 r. i potrwać aż do 2020 r.

– Odcinek między Pilawą i Lublinem zamkniemy na 18 miesięcy, między Pilawą i Garwolinem oraz Dęblinem i Puławami ruch odbywać się będzie jednotorowo. Następnie na rok zostanie zamknięty fragment z Otwocka do Pilawy – wylicza Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK.

Szacowana wartość tej inwestycji to 4,2 mld zł, z czego Bruksela ma dołożyć 2,9 mld zł. Jak obiecuje inwestor, dzięki remontowi całkowity czas przejazdu pociągiem między miastami skróci się o 50 minut, czyli do ok. półtorej godziny. Ale wcześniej pasażerom bardzo się pogorszy. Dzisiaj przez Lublin jeżdżą 32 pociągi PKP Intercity, z czego 22 do Warszawy. Oprócz tego kursują tędy jeszcze Koleje Mazowieckie i Przewozy Regionalne.

Od połowy przyszłego roku przepustowość linii PKP do Lublina dramatycznie spadnie. Spółka PLK szykuje objazdy, np. przez Parczew, ale to będzie znaczne nadkładanie drogi. Z trasy Warszawa – Lublin znikną nowoczesne składy Dart, które nie są w stanie jeździć po niezelektryfikowanych odcinkach, którędy poprowadzi objazd. Zamiast nich pojawią się wysłużone wagony ciągnięte przez spalinową lokomotywę. PKP Intercity prawdopodobnie uruchomi autobusy zastępcze, jak podczas remontu linii do Białegostoku, ale w tej sprawie decyzja jeszcze nie zapadła.

To właśnie z powodu tych spodziewanych utrudnień biznesowo-prawna walka między Polskim Busem a lokalnymi przewoźnikami z okolic Lublina weszła w tym tygodniu w kolejny etap. Polski Bus rozpoczął sprzedaż biletów przewoźnika AlbatrosBUS na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu: na trasie z Warszawy przez Lublin – do Przemyśla, Zamościa i Tomaszowa Lubelskiego. Kursy ruszają od najbliższego piątku.

Reklama

Ceny biletów nabywanych za pośrednictwem strony Polskiego Busa zaczynają się od 1 zł plus 1 zł opłaty rezerwacyjnej. Wszystkie kursy realizowane będą przez autokary marki Setra, Scania i Bova należące do AlbatrosBUS. Nie będą pomalowane w barwy Polskiego Busa.

Dla Polskiego Busa to krok wstecz. Lider rynku zamienia się tu w platformę sprzedażową, rezygnując z decydującego wpływu na cennik, promocję, rodzaj taboru itd. Mniejszemu graczowi udostępnia swoją bazę klientów, w zamian za co inkasuje prowizję od sprzedaży (zwykle maksymalnie do 30 proc., chociaż w tym przypadku jest to tajemnica handlowa).
Jeszcze niedawno Polski Bus nie był zainteresowany dzieleniem się przychodami z innymi przewoźnikami. Zmiana wynika z tego, że mniejsi przewoźnicy – nazywani też „busiarzami” – za cel wzięli zablokowanie rozwoju Polskiego Busa na trasach do Lublina, które będą tłustym rynkiem.

– Konkurenci od pięciu lat za pomocą odwołań, kruczków i wykorzystując luki w przepisach, blokują rozwój naszej siatki połączeń na terenie województwa lubelskiego – twierdzi Piotr Pogonowski, dyrektor marketingu Polskiego Busa.

Dzisiaj Polski Bus, należący do szkockiej grupy Souter Holdings, jeździ na trasie Warszawa – Lublin pięć razy dziennie. Spółka wnioskowała o 11. Pod koniec czerwca br. po latach starań i serii odwołań dostała w końcu z urzędu marszałkowskiego pozwolenie na osiem kursów. Ale w połowie lipca stowarzyszenia Lexmid, które reprezentuje interesy lubelskich prywatnych przewoźników, złożyło odwołanie. Teraz sprawa trafi do SKO, gdzie może poleżeć nawet rok.

Poprzez sojusz z firmą AlbatrosBUS szkocki przewoźnik tylnymi drzwiami zwiększa częstotliwość połączeń na trasie do Lublina. – To może być strategia Polskiego Busa dla Polski wschodniej w przededniu modernizacji PKP PLK, która zwiększy popyt na połączenia autobusowe – przyznaje Aleksander Kierecki, ekspert z firmy JMK, wykonującej analizy rynku transportowego. – Przewoźnik sięga po taką metodę w sytuacji, kiedy konkurenci uniemożliwiają mu zwiększanie udziału w rynku – tłumaczy.

To kolejny etap biznesowej rywalizacji o Polskę Wschodnią. Latem 2015 r. Polski Bus musiał zawiesić kursy na trasie między Warszawą, Lublinem i Rzeszowem, mimo że dostał na nie zgodę marszałków trzech województw, a skargę mniejszych przewoźników odrzuciło Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Lublinie. Ci wygrali jednak przed SKO w Warszawie.
Wtedy pod apelem o przywrócenie czerwonych autobusów podpisały się tysiące pasażerów. Polski Bus zdobył ich serca i portfele promocjami cenowymi. Na przykład bilet na zwykłego busa z Lublina do Rzeszowa kosztował ok. 24 zł. A w Polskim Busie w przedsprzedaży – 5 zł.

– Mamy do czynienia z próbami ograniczenia działalności gospodarczej i utrudnienia w rozwoju firmy na rynku transportu publicznego w Polsce. Stowarzyszenie Lexmid nie zajmuje się niczym innym niż blokowaniem naszej działalności. Należy się zastanowić, czy nie jest to nieuczciwa konkurencja – mówi Piotr Pogonowski.

Prezes Contbusa Stanisław Olczak, który jest nieformalnym liderem mniejszych przewoźników konkurujących z Polskim Busem, nie odbierał wczoraj telefonu.

– W walce o rynek przewoźnicy grają dostępnymi dla siebie środkami. Polskiego Busa stać na dumping cenowy w celu wyeliminowania mniejszych konkurentów. W obawie przed takim scenariuszem mniejsze firmy sięgają po kruczki prawne, żeby większego gracza na rynek nie wpuścić – tłumaczy Aleksander Kierecki.

Albatros jest już piątą firmą, z którą współpracuje Polski Bus. Przewoźnik podpisał wcześniej umowy z FlixBusem, Arrivą, Żak Expressem i Garden Service.

>>> Czytaj też: Tak dużo ropy na rynku nie było od 100 lat