Dzienne zarobki stosunkowo niewielkich tankowców dostarczających rafinowane paliwa na Oceanie Atlantyckim wzrosły w tym tygodniu o około 280 proc., osiągając 41 968 USD, wynika z najnowszych danych Baltic Exchange z Londynu. Tylko w czwartek wzrost osiągnął poziom 58 proc., co stanowi największy jednodniowy skok od końca 2021 r.

Stawki frachtu na Atlantyku rosną o 280 proc. w niecały tydzień / Bloomberg

Gwałtowny wzrost został częściowo pobudzony przez podział floty na tankowce, które służyły interesom Moskwy i pozostałe, które pracują dla rynków międzynarodowych. To podkreśla możliwą drugą stronę agresywnych działań, mających na celu ograniczenie dochodów Rosji ze sprzedaży ropy naftowej.

Reklama

„Rosyjskie dostawy nadal płyną mniej więcej w tym samym tempie, co angażuje wiele statków” – powiedział Lars Bastian Ostereng, analityk w Arctic Securities.

Aż 600 jednostek dołączyło do tak zwanej „floty cieni”, statków pomagających Rosji w utrzymaniu przepływu ropy. To z kolei pozostawia mniej statków do obsługi innych eksporterów ropy i wpływa na wzrost kosztów frachtu.

Skok stawek nie dotyczy wyłącznie tankowców przechodzących na rosyjski handel.

Unia Europejska zakazała importu rosyjskiego paliwa od 5 lutego. Wcześniej unijny blok wstrzymał zakupy produktów rafinowanych z innych źródeł, aby zapewnić obfite dostawy, co spowodowało wyparcie niektórych statków z i tak już słabo rozwiniętej floty.

Teraz, gdy zakupy z innych źródeł niż rosyjskie rosną, ceny frachtu także idą w górę. Statki pływające z Europy do Afryki Zachodniej odnotowały największy dzienny wzrost.

Do wzrostu cen frachtu może też przyczynić uszczuplenie floty tankowców, przez przeniesienie niektórych jednostek do obsługi rosyjskich dostaw.

„Słyszymy, że wiele statków nagle zostało usuniętych z list tonażowych i skierowanych w stronę Rosji” – powiedział Eirik Haavaldsen, analityk żeglugi w Pareto Securities AS w Oslo. „I tak, nagle, rezerwy statków prawie się wczoraj skończyły”.