Politycy Prawa i Sprawiedliwości często wskazują na Węgry pod rządami Viktora Orbana jako inspirację dla przyjmowanych w Polsce rozwiązań politycznych i gospodarczych. Podobieństw faktycznie trochę istnieje. Problem w tym, że w Polsce powielane są tylko te gorsze rozwiązania węgierskie, a dobre – już nie.

O porównanie wprowadzanych w obu krajach pomysłów na gospodarkę pokusił się Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku i ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju. Wprawdzie jego ocena ogólna węgierskiego premiera jest czasem przesadnie negatywna (Orban ponosi winę nawet za wzrost zadłużenia państwa w czasie, gdy był w opozycji, zaś niemal wszystkie pozytywne skutki przypisywane są reformom funkcjonującego przez 13 miesięcy technicznego rządu Gordona Bajnaia), ale dostrzega on także, że niektóre działania obecnego rządu przynoszą dobry skutek i zasługiwałyby na skopiowanie w Polsce.

Przede wszystkim chodzi o dbałość o dyscyplinę fiskalną. Węgry od 2012 r. utrzymują deficyt budżetowy na poziomie ok. 2 proc. i prognozy na następne lata mówią, że nie będzie się on zwiększał, podczas gdy w Polsce nie dość, że w tym samych latach był średnio o punkt procentowy wyższy, to jeszcze rośnie i według prognoz Komisji Europejskiej w 2018 r. przekroczy dopuszczalny próg 3 proc.

Na Węgrzech wpisano do konstytucji (tej, która jest tak mocno krytykowana przez przeciwników Orbana) regułę długu publicznego. Zgodnie z nią w sytuacji, gdy przekracza on 50 proc. PKB, nie można uchwalać budżetu, który ten dług by zwiększał. Ponieważ węgierski dług publiczny wynosi ok. 75 proc., w praktyce oznacza to, iż dyscyplina wymuszona tą regułą będzie obowiązywała jeszcze przez wiele lat.

W Polsce rząd osłabił w zeszłym roku regułę wydatkową, zastępując w niej wskaźnik rzeczywistej inflacji (do niedawna mieliśmy spadek cen), która ma ograniczać tempo wzrostu wydatków publicznych, celem inflacyjnym NBP (na poziomie 2,5 proc.).

Drugą ważną różnicą jest polityka socjalna. O ile na całościowe efekty 500 plus, sztandarowego programu rządu Beaty Szydło, jeszcze za wcześnie, fakt, iż zmniejsza on bodźce do pracy w pewnych grupach społecznych, nie budzi większych kontrowersji. Na Węgrzech – również borykających się z kryzysem demograficznym – pomoc dla rodzin ma postać ulg podatkowych. Znacząco rosną one od trzeciego dziecka – a co najważniejsze, powiązane są z aktywnością zawodową. Przysługują bowiem tylko osobom osiągającym opodatkowany dochód, co jednocześnie skłania do podejmowania pracy, a więc osłabia szarą strefę.

Inne zasługujące zdaniem FOR na uznanie działania rządu Orbana to utrzymanie reformy podnoszącej wiek emerytalny do 65 lat (mimo iż będąc w opozycji, Orban ją krytykował), a także ograniczenie transferów socjalnych poprzez zmniejszenie okresu wypłacania zasiłków dla bezrobotnych, zniesienie systemu wcześniejszych emerytur oraz uszczelnienie systemu rentowego. W Polsce rząd PiS-u obniżył z powrotem wiek emerytalny.

Wreszcie na plus oceniono obniżenie podatków bezpośrednich – zarówno CIT i PIT – co wprawdzie od strony dochodów do budżetu zrekompensowano podwyżką stawki VAT, ale i tak w ogólnym rozrachunku okazało się to korzystne. (W tej ostatniej sprawie PiS nie naśladuje rozwiązań węgierskich, ale przynajmniej nie wprowadza przeciwnych).

Nie zmienia to faktu, iż powtarzanie niektórych złych rozwiązań węgierskich jest pomysłem niefortunnym. Kwestia tego, czy gdyby na miejscu Orbana był ktoś inny, gospodarka rozwijałyby się szybciej czy wolniej, jest dyskusyjna (zależy to od wielu niezależnych od rządu czynników). Ale spadek inwestycji zagranicznych w efekcie kryzysowych podatków sektorowych czy zmniejszenie zaufania do przejrzystości działań państwa, co skutkuje obniżeniem pozycji Węgier w międzynarodowych rankingach, są faktem.

Takie decyzje, jak wprowadzenie podatku bankowego czy podatku od handlu, z których zresztą Węgry się wycofują, w Polsce są naśladowane. Podobnie jak zwiększanie udziału państwa w wybranych sektorach gospodarki. Konsekwencją tych działań może być zmniejszenie inwestycji zagranicznych. ⒸⓅ

>>> Czytaj także: Budżetowe niespodzianki. Na co przy odrobinie szczęścia może liczyć rząd