Schulz, który obok przewodniczącego SPD i obecnego wicekanclerza Sigmara Gabriela uchodził dotąd za najbardziej obiecującego kandydata, jeszcze przed Bożym Narodzeniem dał do zrozumienia partyjnym kolegom, że nie liczy na to, że zostałby kandydatem ugrupowania na szefa rządu - podaje niemiecki tygodnik w internetowym wydaniu.

Według "Spiegla" członkowie SPD próbowali namawiać Schulza w ostatnich tygodniach na oficjalne ogłoszenie swej kandydatury.

Gabriel, który jako lider partii jest naturalnym kandydatem na szefa rządu w wyborach parlamentarnych i ma w tej kwestii pierwszeństwo, już wcześniej zapowiedział, że przy większej liczbie chętnych do kandydowania rozpisane zostaną partyjne prawybory. Jak pisze "Spiegel", według wszelkich przesłanek Schulz miałby w nich duże szanse.

"Choć w SPD tajemnicą poliszynela jest, że Schulz chętnie kandydowałby na kanclerza, nie zdecydował się zostać kontrkandydatem Gabriela" - pisze tygodnik. Przypomina, że z Gabrielem łączy Schulza wieloletnia przyjaźń, która "w obliczu prowadzonej w ostatnich miesiącach wewnątrzpartyjnej debaty o wyborze kandydata na szefa rządu była poddawana obciążeniom".

Oficjalnie SPD ma ogłosić kandydata na kanclerza pod koniec stycznia, jednak - jak pisze "Spiegel" - decyzja w tej sprawie może zapaść już na zamkniętym posiedzeniu kierownictwa SPD 10 stycznia.

Niemiecki tygodnik podkreśla, że choć Gabriel po rezygnacji Schulza pozostaje jedynym kandydatem, to nie ma stuprocentowej pewności, że zdecyduje się kandydować. "Der Spiegel" dodaje, że w ostatnim czasie poparcie dla kandydatury Gabriela wyraziło kilku wpływowych członków SPD, w tym premier landu Nadrenia Północna-Westfalia Hannelore Kraft i premier Szlezwika-Holsztyna Torsten Albig.

Wybory do Bundestagu odbędą się jesienią 2017 roku.

>>> Czytaj też: Niemcy płacą imigrantom za powrót do swoich krajów. 4,2 tys. euro dodatkowej pomocy dla rodziny