W ubiegłym roku przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4277 zł i było o 3,8 proc. wyższe niż w roku poprzednim – wynika z danych GUS. To jednak tylko średnia dla całego kraju, bo podwyżki w poszczególnych branżach były mocno zróżnicowane.

Jak się okazuje, najbardziej, bo od 5,3 proc. do 7,9 proc., wzrosły, poza wyjątkami, wynagrodzenia w branżach, w których od lat zarobki należą do najniższych: w przemyśle skórzanym, w hotelarstwie i gastronomii oraz w przedsiębiorstwach produkujących artykuły tekstylne, wyroby z drewna, odzież i meble. Stosunkowo wysokie były też podwyżki w handlu detalicznym. – Pracodawcy podnieśli płace w tych branżach głównie dlatego, by nie stracić pracowników. Przy rekordowo niskim bezrobociu część z nich mogłaby się błyskawicznie przenieść tam, gdzie lepiej zapłacą – twierdzi prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Mniejsze są za to przeciętne wynagrodzenia w górnictwie (o 4,1 proc.) i przemyśle tytoniowym (o 1,4 proc.). W kopalniach zarobki były niższe, ponieważ ich sytuacja finansowa jest trudna – między innymi dlatego, że po trzech kwartałach miały stratę na sprzedaży węgla kamiennego wynoszącą aż 1,3 mld zł. To nie znaczy, że w firmach z tych branż spadły pensje zasadnicze. Cięcia dotyczyły raczej wypłat nagród i premii. Ale i tak zarówno górnicy ze średnimi zarobkami przekraczającymi 6,9 tys. zł, jak i pracownicy przemysłu tytoniowego (ponad 6,3 tys. zł) należą nadal do pracowniczej elity finansowej.