Właściwie działalność EFC to nie udzielanie pożyczek, a zarabianie na ich obiecywaniu. Mechanizm jest prosty: klient ubiegając się o pożyczkę oferowaną przez firmę musi wpłacić tzw. opłatę administracyjną. Standardowo to zawsze 7 proc. kwoty oferowanego kredytu. Czyli jeżeli ktoś chce pożyczyć np. 10 tys. zł to powinien wpłacić firmie 700 zł. Za co? Zgodnie z umową jest to wynagrodzenie „za przygotowanie i przedstawienie indywidualnej oferty pożyczkowej, analizę sytuacji prawno-finansowej, inne działania podjęte w trakcie procesu rozpatrywania wniosku pożyczkowego, jego weryfikację, zaewidencjonowanie przedwstępnej umowy pożyczki, zbadanie i weryfikację proponowanych sposobów zabezpieczenia umowy”.

Pierwsza wątpliwość, jaka nasunęła się pracownikom biura Rzecznika Finansowego, do którego napływały skargi na EFC – dlaczego to jest 7 proc. kwoty pożyczki, a więc skąd różnicowanie wysokości opłaty administracyjnej, skoro czynności podejmowane przez spółkę są takie same niezależnie od sumy pożyczki? Kolejny duży znak zapytania – dlaczego opłata nie podlega zwrotowi, co jest wprost zapisane w umowie przedwstępnej? To już jest to jest złamanie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim, bo wszelkie opłaty powinny zostać zwrócone, jeśli nie dojdzie do zawarcia umowy o pożyczkę lub nie zostanie ona wypłacona w terminie przewidzianym w umowie.

I to dochodzimy do sedna: klienci wnosili opłaty na podstawie umów przedwstępnych. Wypłaty pożyczek miały następować dopiero po podpisaniu umów ostatecznych. Z tym, że właściwie rzadko do takiego podpisania dochodziło. Bo firma przed ich zawarciem żądała przedstawieniu przez klienta wymaganych zabezpieczeń. Standardowo wymagano złożenia weksla in blanco i – do wyboru – blokady na rachunku bankowym z lokatą, cesji polisy ubezpieczeniowej, gwarancji ubezpieczeniowej lub bankowej, poręczenia osób trzecich, ustanowienia zastawu lub hipoteki na nieruchomości. Według biura Rzecznika Finansowego ubiegający się o pożyczkę podpisując umowy przedwstępne byli informowani, że otrzymają pieniądze w ciągu tygodnia, a jedynym warunkiem jest wniesienie opłaty administracyjnej. Gdy nie byli w stanie dostarczyć wymaganych zabezpieczeń wypłatę pożyczki wstrzymywano.

Jeden z klientów EFC z Gdańska opisuje, jak wyglądało to w jego przypadku. Chciał pożyczyć 40 tys. zł, więc opłata w jego przypadku wynosiła aż 2800 zł. „Żadna z osób, z którymi rozmawiałem przez telefon nie poinformowała mnie, że jeżeli chcę otrzymać pożyczkę będę musiał spełnić szereg innych wymogów. Przy złożeniu wniosku pani powiedziała mi, że w ciągu 7 dni będę miał przelew na konto” – opisuje swój przypadek w piśmie do RF.

Gdy pieniędzy nie przelano klient skontaktował się z firmą. „Pani uświadomiła mi, że nie może zrobić przelewów, ponieważ nie ma zabezpieczenia w postaci weksla i deklaracji wekslowej. Ja najszybciej odesłałem podpisane dokumenty, aby otrzymać pożyczkę” – pisze klient EFC.

Ale to nic nie dało. Klient ponownie skontaktował się z EFC, gdzie poinformowano go o dodatkowych wymogach. „Między innymi musiałbym dostarczyć polisę ubezpieczeniową lub znaleźć dwóch poręczycieli (o czym na początku nie było mowy). Niestety nie byłem w stanie tego spełnić” – opisuje. Efekt był taki, że klient nie tylko dostał pożyczki, ale nie otrzymał również zwrotu opłaty ani wystawionego weksla in blanco.

Praktyki EFC zaniepokoiły Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – na tyle, że pod koniec stycznia urząd wydał ostrzeżenie konsumenckie przed nią. Ale to nie wszystko. W trzech prokuraturach rejonowych - w Katowicach, w Gdańsku i w Warszawie – prowadzone są postępowanie wyjaśniające w sprawie działalności EFC. Pierwsze zawiadomienia złożono w nich już w pierwszej połowie ubiegłego roku.

- Do tej pory nie przedstawiliśmy zarzutów. Zabezpieczyliśmy dokumentację z katowickiego oddziału firmy. Trwają oględziny dokumentacji, która jest bardzo obszerna, pod kątem ujawnienia innych pokrzywdzonych. Na razie jest ich sześcioro – mówi Hanna Zięba, zastępca prokuratora rejonowego w Prokuraturze Katowice-Wschód.
Czym jest European Financial Corp.? Zgodnie z zapisami z Krajowego Rejestru Sądowego to spółka z ograniczoną odpowiedzialną z kapitałem zakładowym 5 tys. zł. To stanowczo za mało, żeby prowadzić działalność pożyczkową: minimalny kapitał dla takiej działalności to 200 tys. zł. Prezesem i jedynym udziałowcem EFC jest 82-latek Józef Wirtek. Firma jest zarejestrowana w Warszawie, jej telefony kontaktowe podane na stronie internetowej milczą.

Wyłudzanie tzw. opłat administracyjnych w działalności pożyczkowej nie jest nowym procederem. Najgłośniejsza była sprawa poszkodowanych przez Polską Korporację Finansową Skarbiec, znaną też jako Pomocna Pożyczka z Trójmiasta. Do organów zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy poszkodowanych, zarzuty postawiono 160 osobom. PKF Skarbiec pobierał od 5 do 10 proc. kwot obiecywanych pożyczek, których nie udzielał. 

>>> Polecamy: Fiskus usuwa po cichu. Już 5 tys. firm wykreślonych z rejestru VAT