Komisja Europejska uznała, iż jej dochodzenie potwierdziło, że importowane z Chin i Tajwanu spawane doczołowo łączniki rur i przewody rurowe ze stali nierdzewnej były do tej pory sprzedawane w Europie po cenach dumpingowych. Aby pomóc europejskim producentom, Bruksela postanowiła więc 25 stycznia nałożyć cła, które mają wynosić w przypadku Chin od 30,7 proc. do 64,9 proc, a w przypadku Tajwanu od 5,1 proc. do 21,1 proc.

Dr Marek Łangalis, ekonomista i ekspert Instytutu Globalizacji w rozmowie z PAP ocenia, że nałożenie tak wysokich stawek celnych to klasyczne zamknięcie rynku. Jak mówi, surowiec europejski jest o 5-6 proc. droższy od dalekowschodniego. "Surowiec będzie droższy, więc wysoko przetworzone urządzenia też będą droższe" - wyjaśnia.

Przypomina, że Polska nie produkuje stali nierdzewnej, tymczasem jest np. ważnym producentem profesjonalnych maszyn dla przetwórstwa spożywczego. "Cały produkt importujemy. Więc dla nas, dla naszego rynku - czy to jest import z Chin, Tajwanu czy z Finlandii, nie ma przełożenia na miejsca pracy w Polsce. Wręcz przeciwnie - z punktu widzenia polskiej fabryki lepiej żeby ten produkt był tańszy" - zauważa.

Prezes Stowarzyszenia Stal Nierdzewna Andrzej Michalski-Stępkowski uznał natomiast, że decyzja Komisji Europejskiej wpisuje się w działania UE, polegające na coraz większej ochronie rynku wewnętrznego i ograniczaniu importu towarów sprowadzanych po cenach, z którymi żaden europejski producent nie jest w stanie konkurować. "Decydenci w Brukseli uznali, że należy chronić przemysł, a co za tym idzie miejsca pracy, na Stary Kontynencie" - wskazał.

"W zakresie wyrobów ze stali nierdzewnej, poza wprowadzonym w miniony piątek, obowiązują cła antydumpingowe na wyroby płaskie walcowane na zimno pochodzące z Chin i Tajwanu, rury bezszwowe z Chin, drut z Indii oraz elementy złączne z Indonezji, Malezji, Chin, Filipin, Tajwanu, Tajlandii i Wietnamu. Ponadto, przywóz niektórych sztab i prętów ze stali nierdzewnej pochodzących z Indii podlega cłu wyrównawczemu, czyli antysubsydyjnemu" - przypomniał.

Według niego ostatnia decyzja KE jest jednak korzystna dla europejskich producentów stali nierdzewnych. "Zyskają oni na konkurencyjności i będą w stanie wypracować wyższe marże" - zauważa.

Michalski-Stępkowski ocenia też, że skorzystać na tym powinni - szczególnie w krótkim terminie - również dystrybutorzy i przetwórcy stali nierdzewnych. "Każde ograniczenie importu wpływa bowiem na zwyżkę cen, a ta powinna przełożyć się na większe zyski przedsiębiorstw" - powiedział PAP.

Według prezesa stowarzyszenia to ważne dla firm z branży, także w Polsce, gdyż w ostatnich latach miały one problemy z uzyskaniem satysfakcjonujących marż. "Na szczęście jednak mniej więcej w połowie 2016 r. negatywny trend został odwrócony. Można zaryzykować tezę, że jednym z czynników, które na to wpłynęły, była prowadzona przez Brukselę polityka" - powiedział.

"Stanowisko SSN jest neutralne. Z jednej strony doceniamy działania KE zmierzające do ochrony interesów europejskich firm, głównie producentów stali nierdzewnych. Z drugiej, zwracamy uwagę, żeby nie została zachwiana równowaga rynkowa, na czym mogliby stracić niezależni dystrybutorzy, którzy muszą mieć możliwość zaopatrywania się w różnych źródłach" - dodał.

Ministerstwo Rozwoju poinformowało PAP, że przemysł stalowy stoi przed globalnym wyzwaniem jakim jest światowa nadprodukcja w tym sektorze. "Działania ochronne Komisji Europejskiej przed dumpingowanym importem nie są działaniami protekcjonistycznymi. Stanowią niezbędną korektą zniekształceń na rynku stali, zapewniającą uczciwe warunki konkurencji" - podkreślił resort w przesłanym PAP stanowisku na temat działań KE.

Michał Zabłocki (PAP)