Trudno się w tej sprawie z amerykańskim prezydentem nie zgodzić. Spośród 25 europejskich członków NATO (nie licząc Islandii, która w ogóle nie ma armii), uzgodnione 2 proc. PKB na obronność wydają tylko Grecja, Wielka Brytania, Estonia i Polska.

Choć łączne PKB europejskich członków Sojuszu Północnoatlantyckiego jest porównywalne z amerykańskim, to ponoszą one tylko nieco ponad jedną czwartą natowskich wydatków na ten cel. Niedotrzymywanie ustaleń oznacza, że wydatki na ten cel ze strony europejskiej części Sojuszu są za małe o co najmniej 91 mld dol. A to są już pieniądze, które dają istotną różnicę w układzie sił na świecie.

Obecne wydatki na zbrojenia tych 25 państw łącznie są porównywalne z Chinami, podczas gdy powinny być wyraźnie wyższe. Sam tylko 91-mld deficyt to znacznie więcej niż cały budżet wojskowy Rosji. Mało tego. Gdyby Niemcy wydawały na obronność 2 proc. PKB, a nie niecałe 1,2 proc., jak obecnie, to one w pojedynkę miałyby budżet porównywalny z rosyjskim. Ale jest szansa, że ten stan się trochę poprawi. Groźby Trumpa spowodowały, że część państw w przyspieszonym tempie zaczęła zwiększać wydatki na obronność. ⒸⓅ