Złożyło się na to kilka czynników: gromadzenie zapasów, agresywne zakupy tamtejszych rafinerii oraz osłabienie krajowej produkcji.

Największy na świecie konsument energii importował w marcu 9,21 mln baryłek dziennie, co stanowi 11-proc. wzrost w stosunku do lutego – wynika z szacunków Bloomberga. Dla porównania – USA importowały w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2017 roku 8,15 mln baryłek surowca.

Marcowy wynik jest postrzegany jako przejściowy, jednak wiele rzeczy wskazuje na to, że import ropy do Chin będzie rósł i zbliżał się do poziomu, na jakim znajduje się amerykański. Składa się na to kilka czynników, między innymi zwiększenie zużycia paliw transportowych, powstawanie nowych rafinerii oraz zwiększanie rezerw na wypadek wystąpienia sytuacji nadzwyczajnych.

- W wyniku marcowych wzrostów powinniśmy zaobserwować ostry spadek w kwietniu – twierdzi Li Li, dyrektor działu badawczego w ICIS China.

Marcowe zakupy spowodują powstanie dużych zapasów surowa, które prawdopodobnie trafią do zbiorników wynajętych w celu tworzenia krajowych strategicznych rezerw. Analityk londyńskiego Energy Aspects Virendra Chauhan twierdzi, że zakupy na poziomie 9 mln baryłek nie utrzymają się długo.

Dzienna produkcja ropy w Państwie Środka spadła w ciągu dwóch pierwszy miesięcy tego roku o 8 proc. rok do roku po osiągnięciu rekordowego poziomu w 2016 roku. Ma to związek z zamknięciem przez tamtejszych energetycznych potentatów drogich w eksploatacji szybów ze starych pól naftowych. Kraj musi więc zwiększyć import, by pokryć te niedobory.

Średnia cena ropy Brent była w zeszłym roku najniższa od ponad dekady, ale w bieżącym wzrosła do poziomu ponad 50 dol. za baryłkę, co było wynikiem ograniczenia produkcji przez OPEC i innych głównych producentów.

>>> Polecamy: Rollercoaster na rynku złota. Wszystko z powodu geopolitycznych napięć