Dziura w ukraińskim systemie emerytalnym sięgnie w tym roku 142 mld hrywien, czyli ok. 5,2 mld dolarów – wynika z szacunków ministerstwa polityki socjalnej. Ma być więc nieco gorzej niż w zeszłym roku, kiedy suma wypłat dla emerytów sięgnęła 250 mld hrywien. Fundusz Emerytalny (odpowiednik polskiego ZUS) z zebranych przez siebie środków był stanie pokryć zaledwie 112 mld, czyli 44 proc. Resztę rząd musiał dopłacić z budżetu państwa. Trzeba przy tym pamiętać, że emerytury, które otrzymuje 12 mln ukraińskich emerytów, są praktycznie symboliczne – średnia emerytura w 2016 roku wynosiła 1828 hrywny, czyli niespełna 70 dolarów.

Nie ma komu płacić

To efekt kumulacji różnych czynników – malejącej liczby osób w wieku produkcyjnym, solidnego bezrobocia, potężnej fali emigracji zarobkowej. Wszystko to sprawia, że na rzeszę ukraińskich emerytów otrzymujących emerytury w systemie solidarnościowym nie wystarcza składek płaconych przez osoby zatrudnione. Z 20 mln osób w wieku produkcyjnym składki emerytalne płaciła w zeszłym roku tylko co druga.

Ukraina wyludnia się w błyskawicznym tempie. Według szacunków Instytutu Demografii i Badań Społecznych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy (NANU) z 2013 roku do 2050 roku liczba Ukraińców spadnie z obecnych 42 mln do 35 mln. W związku z rosyjską agresją, okupacją Krymu i wojną w Donbasie proces (który i tak był bardzo szybki, zważywszy na fakt, że w niepodległość w 1991 roku nasz wschodni sąsiad wchodził z 52 mln ludności) jeszcze bardziej przyspieszył. Tylko w latach 2014-2016 „ubyło” 3 mln Ukraińców.

Dziurę w systemie emerytalnym pogłębiają emigranci zarobkowi, których jak szacuje NANU, na stałe wyjechało za granicę kraju już 3 mln.

„Obecnie deficyt Funduszu Emerytalnego to 6,4 proc. PKB. To katastroficznie dużo. Reformę trudno przeprowadzić, ale jeśli tego nie zrobimy, to trzeba być gotowym na to, że system się zawali” – komentował sytuację z ukraińskim systemem emerytalnym Ołeh Ustenko z Fundacji Blazera.

Premier Wołodymyr Hrojsman przekonuje, że w najbliższych latach nasz wschodni sąsiad upora się z problemem. „Przy prawidłowym podejściu do 2024 roku zlikwidujemy deficyt Funduszu Emerytalnego” – deklarował w połowie lutego na posiedzeniu rządu.

MFW żąda zmian

Zgodnie z podpisanym w zeszłym roku przez ukraiński rząd memorandum z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) nasz wschodni sąsiad ma do końca marca przeprowadzić reformę systemu emerytalnego. W pierwotnej wersji stosowna ustawa miała być przyjęta przez parlament do końca zeszłego roku, ale nie było odważnych, by to zrobić.

MFW domaga się od Kijowa zebrania w jednej ustawie przepisów dotyczących systemu emerytalnego rozproszonych dziś po wielu aktach, ustawowego zapisu o stopniowym podnoszeniu wieku emerytalnego, ograniczenia możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę i ograniczeń dotyczących wypłaty minimalnej emerytury. Wśród żądań funduszu znalazło się też m.in. ujednolicenie zasad przechodzenia na emeryturę dla wszystkich grup zawodowych z wyjątkiem wojska, silniejsze niż obecnie powiązanie wysokości świadczeń z wysokością opłacanej składki oraz likwidacja specjalnych emerytur.

Najwięcej kontrowersji wywołuje nad Dnieprem sprawa podniesienia wieku emerytalnego.

MFW domaga się podniesienia w ciągu dziesięciu lat wieku emerytalnego z obecnych 58 lat dla kobiet i 60 lat dla mężczyzn do 63 lat dla obu grup. Zmiany miałyby charakter stopniowy. Wiek emerytalny mężczyzn byłby wydłużany począwszy od lipca 2017 roku co rok o cztery miesiące, a wiek emerytalny kobiet o sześć miesięcy rocznie począwszy od 2021 roku – informowała w połowie stycznia Ekonomiczna Prawda, powołując się na niepublikowane dokumenty.

Nieco łagodniej przedstawiał to kilka tygodni później przedstawiciel MFW Gerry Rice. „Ukraina zgodziła się na przeprowadzenie reformy emerytalnej w celu zmniejszenia deficytu Funduszu Emerytalnego. Jeden ze sposobów osiągnięcia tego celu to podniesienie wieku emerytalnego albo stażu pracy – mówił na początku lutego.

Żądaniu podniesienia wieku emerytalnego opiera się, przynajmniej werbalnie, rząd obawiający się protestów społecznych. Według sondażu przeprowadzonego przez USAID ponad 90 proc. Ukraińców sprzeciwia się pomysłom podniesienia wieku emerytalnego.

„Jestem pewien, że obecne władze nie podejmą żadnych kroków dotyczących podniesienia wieku emerytalnego” – komentował wicepremier Pawło Rozenko, przypominając, że podniesienie wieku emerytalnego za czasów Janukowycza w 2011 roku nie przyniosło pozytywnych efektów.

„Deficyt budżetu Funduszu Emerytalnego w porównaniu z 2011 rokem w sposób istotny wzrósł. Wtedy wynosił on 40 mld hrywien, teraz to już ponad 140 mld hrywien. W efekcie podniesienia wieku emerytalnego deficyt nie zmalał, ale wzrósł” – mówił.

Zdaniem Rozenki prawidłowe podejście do rozwiązania problemu to zwiększanie dochodów zatrudnionych, a w konsekwencji wpływów ze składek emerytalnych. Jednym z kroków mających do tego doprowadzić była podjęta jesienią zeszłego roku decyzja o podniesieniu płacy minimalnej.

Rząd stawia na staż

„Jeśli człowiek pracował i płacił składki to jest to głównym wskaźnikiem. Masz wystarczający staż pracy, idziesz na emeryturę. Prostego podniesienia wieku emerytalnego nie będzie, uważamy to za nieprawidłowe” – komentował na początku lutego minister finansów Ołeksandr Daniluk.

Alternatywą dla podniesienia wieku emerytalnego ma być proponowane przez rząd dokupowanie stażu pracy. Według propozycji przedstawionej w połowie stycznia przez ministerstwo polityki socjalnej decydujący o nabyciu prawa do emerytury miałby być staż ubezpieczeniowy wynoszący 15 lat. Każdy chętny owe 15 lat mógłby sobie dokupić, wpłacając na rzecz Funduszu Emerytalnego 130 tys. hrywien, czyli niespełna 5 tys. dolarów.

Problem w tym, że takie rozwiązanie z punktu widzenia przyszłych emerytów jest nieracjonalne ekonomicznie. Kwota dopłaty to dziś równowartość mniej więcej stu minimalnych emerytur – dokładnie tyle ile statystyczny Ukrainiec otrzymałby od państwa, przechodząc na emeryturę w wieku 63 lat i dożywając średniej nad Dnieprem długości życia wynoszącej 71,4 roku. Faktycznie więc dopłacenie do stażu oznacza skredytowanie z zerową stawką oprocentowania niewydolnego systemu emerytalnego. Zainwestowanie tych pieniędzy w najbardziej bezpieczne papiery wartościowe z minimalną stopą oprocentowania, jak wynika z symulacji opublikowanych przez Pawła Sebastianowicza ze zrzeszającego małych i średnich przedsiębiorców stowarzyszenia „Nowa Krajina”, dałoby lepszy efekt finansowy.

Sytuacji raczej na pewno nie poprawią też prywatne fundusze emerytalne. Po pierwsze, na oszczędzanie w nich zaciskających coraz mocniej pasa i ograniczających wydatki na bieżącą egzystencję Ukraińców po prostu nie stać. Po drugie, zaufanie obywateli do instytucji finansowych jest bardziej niż mizerne. W efekcie do 66 funduszy emerytalnych działających nad Dnieprem Ukraińcy wpłacili do dziś w sumie zaledwie 2,5 mld hrywien, czyli ok. 90 mln dolarów.

Ukraińcy na emeryturze nie popracują

Równocześnie ze zwiększeniem obowiązkowego stażu pracy składkowej ministerstwo polityki socjalnej chce wprowadzenia pełnego zakazu pracy dla osób pobierających emeryturę. W założeniu miałoby to wymusić zwolnienie miejsc pracy dla nowych roczników dotkniętych dziś bezrobociem.

„Na całym świecie obowiązuje zasada – albo emerytura, albo płaca. Po wprowadzeniu reformy emerytalnej, kiedy emerytura stanie się wystarczająco wysoka, trzeba wprowadzić zasadę – albo pracujesz, zarabiasz i idziesz na emeryturę nieco później, ale będzie ona wyższa, albo idziesz od razu na emeryturę, ale nie pracujesz” – przedstawiał plany resortu jego szef Andriej Rewa, zapowiadając równocześnie drakońskie kary dla tych pracodawców, którzy chcieliby zatrudniać emerytów nieoficjalnie.

W ocenie Andrija Pawłowskiego, byłego szefa parlamentarnej komisji do spraw polityki socjalnej, mówienie o podnoszeniu wieku emerytalnego do 63 lat w sytuacji, kiedy średnia długość życia ukraińskiego mężczyzny wynosi dziś 62 lata, to nieporozumienie. „Większość Ukraińców po prostu do emerytury nie dożyje” – przekonuje.

Pawłowski zwraca uwagę, że według wyliczeń ekspertów ewentualne podwyższenie wieku emerytalnego nie da odczuwalnych efektów finansowych, pogłębi za to problemy rynku pracy, blokując miejsca pracy wchodzącym na rynek nowym rocznikom. Doprowadzi też do wygodnego dla oligarchów „dumpingu zarobkowego” – sytuacji, w której ludzie w wieku przedemerytalnym będą godzili się na rażąco złe warunki płacy, byle tylko „dociągnąć” do emerytury.

Jego zdaniem nie do przyjęcia jest też proponowane przez rząd wprowadzenie zakazu pracy dla emerytów, w sytuacji w której ponad 7 mln z nich pobiera świadczenie niższe niż oficjalne minimum egzystencji.

W jego ocenie dziurę w Funduszu Emerytalnym bez problemu można załatać, przeprowadzając niezbędne reformy systemowe: ograniczając szarą strefę, w której znajduje się dziś przeszło 50 proc. ukraińskiej gospodarki, tamując wyprowadzanie przez oligarchów do rajów podatkowych miliardów dolarów rocznie, a także dokonując gruntownej rewizji programów państwowych finansowanych z budżetu.

Autor:   Michał Kozak