"Jeszcze nie mamy wszystkich danych, o jakie poprosiliśmy instytucje państwa na ostatnim posiedzeniu podkomisji; mam nadzieję że na następnym posiedzeniu Sejmu podkomisja będzie mogła wznowić prace" - powiedział w czwartek Sasin, pytany o termin kolejnego posiedzenia podkomisji ds. ustaw frankowych.

Dodał, że podkomisja, gdy już się zbierze, przejdzie być może "do rozpatrywania konkretnych projektów ustaw". Zdaniem Sasina wciąż "do dotrzymania" jest zapowiadany termin przyjęcia przez Sejm ustawy frankowej jeszcze przez wakacjami parlamentarnymi.

Podkomisja, zajmująca się trzema projektami tzw. ustaw frankowych, zebrała się po raz ostatni 20 kwietnia br. Zwróciła się wtedy do kilku instytucji państwowych o dodatkowe informacje, które mają jej pomóc dokonać ostatecznego wyboru projektu, którym będzie się zajmować.

Posłowie zwrócili się m.in. do NBP o informację o przygotowanych przez Komitet Stabilności Finansowej mechanizmach nadzorczych, które mają skłaniać banki do przewalutowywania tzw. kredytów frankowych. Mechanizmy te, według zapowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego, miały być jeszcze w kwietniu publicznie zaprezentowane, ale dotąd to nie nastąpiło. Podkomisja poparła też wniosek Stowarzyszenia "Stop Bankowemu Bezprawiu", by powstał rządowy raport na temat kosztów społecznych i gospodarczych tzw. kredytów frankowych.

Z dostarczonych wcześniej podkomisji wyliczeń KNF, dotyczących trzech projektów ustaw frankowych, wynika, że koszt wejścia w życie projektu PO to 11,1 mld zł, projektu klubu Kukiz'15 to 52,8 mld zł, natomiast projekt prezydencki miałby kosztować 9,1 mld zł.

Projekt firmowany przez prezydenta przewiduje, że banki będą musiały zwrócić swoim klientom różnicę między dopuszczalnym spreadem a tym, który w rzeczywistości pobrały. Ustawa ma obejmować umowy kredytu zawarte od 1 lipca 2000 r. do wejścia w życie "ustawy antyspreadowej" (26 sierpnia 2011 r.). Dotyczyć ma konsumentów, a także tych osób prowadzących działalność gospodarczą, które nie dokonywały odpisów podatkowych w związku z kredytami.

Według dotychczasowych wypowiedzi przedstawicieli rządu i NBP, właśnie prezydencki projekt ma największe szanse na poparcie przez większość parlamentarną.

Projekt PO zakłada, że kredytobiorca mógłby ubiegać się w swoim banku o przewalutowanie posiadanego kredytu hipotecznego w walucie obcej, czyli m.in. we frankach. Przewalutowanie miałoby następować po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej i polegać na wyliczeniu różnicy między wartością kredytu po przewalutowaniu a kwotą zadłużenia, jaką posiadałby w tym momencie kredytobiorca, gdyby w przeszłości zawarł z bankiem umowę o kredyt w polskich złotych. Bank miałby umarzać część tej kwoty. Jeżeli natomiast różnica byłaby wartością ujemną, to nie podlegałaby umorzeniu, ale stanowiła zobowiązanie kredytobiorcy w całości.

Z kolei złożony przez klub Kukiz'15 projekt ustawy stanowi, że kredyty w złotówkach i kredyty denominowane w obcych walutach zostaną zrównane, co ma oznaczać potraktowanie kredytów frankowych tak, jakby od początku były kredytami w złotych. Ten projekt najmocniej popiera środowisko frankowiczów.