"To nie kradzież jednego czy dwóch pistoletów. To poważny przypadek, szczególnie, że ten materiał zginął z bazy wojskowej" - powiedział Azeredo Lopes.

Jak ustaliły w piątek portugalskie media, ułatwieniem w okradzeniu placówki był fakt, że systemu monitoringu nie działał od dwóch lat.

Szacuje się, że z bazy wojskowej w Tancos, usytuowanej około 60 kilometrów na południe od miasta Leiria, nieznani sprawcy wynieśli 44 granatniki, 120 granatów, cztery ładunki wybuchowe, a także 1500 nabojów do broni o kalibrze 9 mm.

Zdaniem generała Jose Loureiro dos Santosa okradzenie bazy wojskowej jest pierwszym tak poważnym przypadkiem w portugalskiej armii. Przyznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że skradziona broń może "trafić w niepowołane ręce".

Podobnego zdania jest rzecznik prasowy portugalskiego Obserwatorium ds. Bezpieczeństwa, Przestępczości Zorganizowanej i Terroryzmu (OSCOT) Felipe Pathe Duarte. Uważa on, że istnieje ryzyko, iż skradziony z Tancos materiał otrzymają terroryści.

"Jeśli materiały te wydostaną się z Portugalii, mogą łatwo zostać pozyskane zarówno przez grupy terrorystyczne, jak i ich indywidualnych członków" - stwierdził Pathe Duarte.

Okradzenie bazy wojskowej w Tancos to drugi przypadek dotyczący broni w środkowej Portugalii w tym tygodniu. W środę media ujawniły, że policja zarekwirowała 62 ładunki wybuchowe w miejscowości Porto de Mos w dystrykcie Leiria. Dwaj zatrzymani tam mężczyźni zgromadzili również około 30 kg prochu, 10 detonatorów, a także 460 metrów lontu i 300 nabojów.

Aresztowani byli od dłuższego czasu obserwowani w ramach operacji pod kryptonimem "Aire", która w dalszym ciągu nie została zakończona. Obaj mężczyźni zostali już postawieni przed sądem.

>>> Czytaj też: McMaster: Trump podkreśli w Warszawie, że Polska wyrosła na europejską potęgę