W każdym biznesie liczy się innowacja

Podobnie jak w zachodnich korporacjach, które prześcigają się w wypuszczaniu na rynek nowych produktów i usług, również narkotykowy model przestępczo-biznesowy rozpoczął się w Kolumbii od innowacji. Lata 70. to czas kryzysu ekonomicznego i szybujących w górę cen paliwa. Na Zachodzie odbił się on choćby na branży motoryzacyjnej – z jego powodu inżynierowie pracowali nad udoskonalaniem silników tak, by osiągały wystarczającą moc przy niższym spalaniu.

W narkobiznesie opartym przede wszystkim o… marihuanę również pojawiła się potrzeba innowacji związana z mocą. Miękkie narkotyki okazały się niewystarczające dla konsumentów. Potrzeby rynku należało nasycić produktem doskonalszym, do czego idealnie nadawała się kokaina. Monopol nie służy gospodarce, więc na czarnym rynku pojawiły pod koniec lat 70. dwie prężne „korporacje” – kartel z Medellin pod przewodnictwem Pablo Escobara, a także kierowany przez braci Gilberto i Miguela Orejuela kartel z Cali. Wkrótce dla kolumbijskich Narcos celem numer jeden stał się eksport towaru na nienasycony rynek w USA.

Jeden biznes – dwa modele

Okres swoistego przestępczego cudu gospodarczego przypadł na lata 80. i pierwszą połowę 90. W tym czasie na rynku powstały dwa nieco odmienne modele biznesowe. Strategia „prezesa” z Medellin, Pablo Escobara, brzmiała plata o plomo (srebro albo ołów) – przed takim wyborem stawali potencjalni partnerzy biznesowi i reprezentanci władzy. Sam Pablo był przedsiębiorcą, który lubił afiszować się ze swoim bogactwem. Często występował w mediach, a jego majątek bez trudu można było oszacować na minimum 30 mld dolarów (7. miejsce w rankingu Forbes), a pewnym momencie nawet 50 mld. Gromadzony kapitał był głównie zamrażany, choć to niekoniecznie najlepsze określenie dla przechowywania banknotów w wilgotnych piwnicach. Niedoskonałość tego typu lokat stanowił fakt, że około 10% szło na straty, między innymi ze względu na wspomnianą wilgoć lub konsumpcję przez szczury.

Escobar nie zaniedbywał jednak polityki CSR, czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. Jako filantrop wspierał kluby piłkarskie i budował osiedla dla najbiedniejszych mieszkańców rodzimego Medellin. W efekcie powstał nawet ruch obywatelski Civismo en Marcha skupiony wokół „biznesmena”. Dzięki swoim sukcesom Pablo stał się szanowanym w kraju senatorem, zyskując immunitet...

Lobbing w udoskonalonej wersji, czyli jeszcze bogatsi następcy Escobara

Konkurencja z Cali odnosiła sukcesy, przyjmując jednak zgoła inny model biznesowy. Braci Orejuela, którzy już wkrótce będą głównymi bohaterami trzeciego sezonu serialu „Narcos”, nazywano w kraju dżentelmenami, ponieważ wyglądali, zachowywali się i pod wieloma względami prowadzili biznes w modelu z pozoru zbliżonym do zachodniego. Za zarządzaniem finansami (praniem narkodolarów) przedsiębiorstwa Miguela i Gilberto stał między innymi bank Banco de los Trabajadores, a także podobne instytucje zagraniczne, głównie w Panamie. Bracia, podobnie jak dziś Katarczycy i szejkowie z Dubaju, dbali również o dywersyfikację przychodów, zarządzając między innymi siecią aptek Drogas la Rebaja o wartości około 216 ówczesnych milionów dolarów, a także inwestując w nieruchomości, których posiadali dziesiątki tysięcy. Szacuje się, że Kartel z Cali to najbogatsza organizacja przestępcza w historii.

Chociaż bracia, podobnie jak Pablo, uciekali się do krwawych metod, mocną stroną „przedsiębiorstwa” z Cali był lobbing, ze znacznie większym rozmachem niż znany nam współcześnie. Zdobyć przychylność pierwszego obywatela kraju? Żaden problem – wystarczy w krytycznym punkcie kampanii prezydenckiej zasilić kandydata sumą 6 milionów dolarów. Na liście płac znajdowało się również przynajmniej 60 przedstawicieli władz, sędziów czy prokuratorów. W takich warunkach nietrudno przeforsować między innymi ustawę zabraniającą ekstradycji obywateli Kolumbii do USA.

„Embargo” w USA

Kierunek zmian politycznych nie był przypadkowy. Stanom Zjednoczonym nie spodobało się zalewanie tamtejszego rynku kolumbijskim hitem eksportowym. Wszak z koki co najmniej do końca lat 80. produkowano również najsłynniejszy amerykański napój, a rodzime przedsiębiorstwa należy chronić przed konkurencją. A w latach 80. wiedziano też już całkiem sporo na temat szkodliwości kokainy.

Nic więc dziwnego, że Amerykanie wysyłali do Kolumbii oficerów DEA i innych służb, by we współpracy z tamtejszym rządem i policją zrobić porządek z kartelami i wstrzymać tysiące ton kokainy docierające dzień w dzień do Stanów drogą lądową i morską. W 1993 roku dopięli swego, zabijając Pablo Escobara – był to gigantyczny (także pod względem finansowym) sukces, bo dzięki temu kartel z Cali zdobył pozycję monopolisty, opanowując aż 80% rynku kokainy. Jednak i na braci Orejuela, mimo ich niewyobrażalnej fortuny przyszedł czas. Obecnie obaj siedzą w amerykańskich więzieniach po procesie z 2006 roku, chociaż nawet zza krat, przebywając w kolumbijskich zakładach karnych, byli w stanie wygenerować zysk w wysokości 320 milionów dolarów. W końcu to rodzinny biznes, a rodzina Orejuela liczyła wielu członków.

Spuścizna „przedsiębiorstw” z Medellin i Cali

Chociaż klany „wycofały się” z działalności gospodarczej, sprawdzone modele biznesowe nie mogą się zmarnować, Narcos wciąż mają znaczny wpływ na skomplikowaną sytuację w Kolumbii. Narkobiznes kwitnie i obok wojny domowej pochłania swoje ofiary – w 2012 roku oznaczało to 14,5 tys. zabójstw. Przedstawiciele handlowi zachodnich firm walczą na co dzień o wysokie premie, żołnierze karteli również o życie. Nadal około 80% globalnej produkcji kokainy pochodzi właśnie z tamtejszych plantacji. Narkobiznes w szarej strefie daje pracę i zysk, ale do tej pory pochłonął 220 tys. ofiar, a na terenie kraju doszło do 27 tys. porwań.