"To była zabawa w kotka i myszkę" - powiedział dziennikarzowi AP jeden z trzech uczestniczących anonimowo w rozmowie z nim organizatorów głosowania w liczącym 2 000 mieszkańców miasteczku w pobliżu Barcelony.

"Musieliśmy dokładnie skoordynować dzień, godzinę i miejsce dostarczenia urny wyborczej (większość poprzednio przygotowanych skonfiskowała policja), a kilka dni później - również kartek do głosowania" - mówi.

Furgonetki, którymi to wszystko przewożono, zwykle przybywały nocą - opowiada dziennikarzowi jeden z organizatorów referendum w sprawie niepodległości Katalonii, którego zakazał na wniosek rządu Hiszpanii Trybunał Konstytucyjny w Madrycie.

Porozumiewali się za pomocą sekretnych kodów, ograniczając się do przekazywania niezbędnych informacji. Rzucili wyzwanie prawu i w ten sposób przygotowali w miejsce zarekwirowanych przez policję 10 000 urn do głosowania, rozwiezionych w ciągu kilku tygodni po całej Katalonii.

AP powołując się na źródło ściśle związane z katalońskim rządem regionalnym pisze, że plastikowe urny do głosowania przypominające wielkie kontenery na żywność zamówiono on line w pewnej chińskiej firmie, a zamówienie wyszło z południowej Francji. Następnie urny zostały przemycone przez hiszpańską granicę, za każdym razem w niewielkich partiach, a całość operacji była dokładnie zaplanowana i skoordynowana.

"Każdy wykonywał drobną część ogólnego planu" - powiedział jeden z rozmówców AP.

Porozumiewano się za pomocą telefonów zakodowanym językiem. Komunikat brzmiał na przykład: "Jutro wyślę ci dla twojej mamy pięć ciastek i pięć dla twego taty". Kiedy indziej mowa była o "pudełkach z butami" lub "prezentach", co oznaczało urny do głosowania.

Szanse na przeprowadzenie nielegalnego referendum - podkreśla amerykańska agencja - wydawały się bardzo nikłe, nawet po tym gdy kataloński rząd regionalny pokazał dziennikarzom plastikowe urny wyborcze, które miały zastąpić te skonfiskowane.

W ciągu dwóch tygodni poprzedzających referendum w sprawie niepodległości Katalonii policja przeprowadzała rewizje, konfiskując wcześniej przygotowane urny i miliony kart wyborczych. Aresztowała też na kilka dni kilkunastu funkcjonariuszy katalońskiego rządu.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy mógł spokojnie oświadczyć po tych konfiskatach, że cała infrastruktura referendum katalońskiego została rozmontowana.

Według przedstawicieli katalońskiej administracji, na których powołuje się amerykańska agencja, policja zamknęła 400 spośród ponad 2 000 lokali wyborczych.

Mimo to w referendum oddano 2,2 miliona głosów, a 90 proc. jego uczestników opowiedziało się za niepodległością Katalonii, regionu Hiszpanii liczącego 7,5 miliona mieszkańców. (PAP)