Magnea Marinósdóttir oraz Rósa Erlingsdóttir z zespołu ds. Równości w islandzkim Ministerstwie Opieki Społecznej przygotowały raport, który przybliża równościowy fenomen Islandii. Według nich wprowadzenie równości płci wymaga zbiorowego działania i solidarności kobiet, obrońców praw człowieka, woli politycznej i odpowiednich narzędzi: prawodawstwa, konstruktywnie przygotowanego budżetu oraz parytetów. Jak piszą na portalu weforum.org, Islandia, mimo że jest wyspą, wcale nie jest odizolowana od postępu równościowego, a rozwój w tym względzie można przypisać obrońcom praw kobiet oraz wszystkim tym, którzy protestują przeciwko monopolowi władzy w rękach mężczyzn. Pierwsze miejsce zajęte w rankingu jest efektem przejęcia władzy przez kobiety, dzięki czemu uwidoczniono praktyki dyskryminacyjne, w tym molestowanie seksualne. Islandzki przypadek nie jest niczym wyjątkowym. Na sytuację wpłynęły prądy kulturowe, polityczne, religijne, społeczne, naukowe i gospodarcze, które kraj zaimplementował i dostosował do swoich warunków.

Najlepszym przykładem jest pojęcie „silnych kobiet”. Choć brzmi mitycznie, ma swoje korzenie w rzeczywistości: w trwającym wieki społeczeństwie wspólnotowym, kobiety cieszyły się swobodą, były autorytetami w zakresie kultury i religii. Religijna różnorodność w pogańskim społeczeństwie była normą: swoje miejsce mieli bogowie i boginie, a także kobiety i mężczyźni pełniący funkcje kulturalne i religijne. Kobiety były kapłankami i wyroczniami, poetkami i mistrzyniami run, handlarkami, lekarkami – i cieszyły się wszechstronnym szacunkiem.

Kres tego stanu rzeczy nastał z nadejściem chrześcijaństwa w roku 1000, kiedy zróżnicowana grupa bogów i bogiń została zastąpiona przez jednego Boga. Jednocześnie kobiety nie były już uważane za „wystarczająco dobre”, by publicznie reprezentować Boga. Pomimo stosunkowo równego statusu, kobiety nie miały prawa głosować ani dostać się do parlamentu Islandii – najstarszego na świecie, ustanowionego w 930 r. Zaczęły walczyć o swoje prawa. Częściowo udało im się to w 1914 i 1915 roku, kiedy kobiety otrzymały prawo do bycia ewangelickimi księżmi, a także prawo do głosowania i kandydowania. Jednak wciąż istniała ogromna przepaść między zmianami prawnymi a powszechnymi normami kulturowymi i społeczną rzeczywistością, które utrzymywały mężczyzn u władzy i nadal powstrzymywały kobiety. Sytuacja ta zmieniała się wraz z coraz powszechniejszym wykształceniem kobiet, a feminizm stał się ruchem masowym w latach 60. i 70., kiedy to kobiety zjednoczyły się w walce o równe prawa i wpływ na politykę.

W ciągu tych dziesięcioleci kobiety zaczęły przejmować władzę, aby zdefiniować na nowo świat, w którym żyjemy. Pierwsza kobieta w Islandii, która została wyświęcona na księdza w 1974 r., mówiła o Bogu w żeńskiej formie: „Ona”. Było to 974 lat po tym, jak Islandia stała się chrześcijańskim krajem i 60 lat po tym, jak kapłaństwo kobiet stało się legalne. Trzydzieści osiem lat później, w 2012 r., pierwsza kobieta została biskupem Islandii.

Na froncie politycznym solidarność kobiet odgrywa zasadniczą rolę w promowaniu równości płci w Islandii. W latach 1915-1983 tylko 2-5 proc. członków parlamentu stanowiły kobiety. Pierwsze Islandki zostały wybrane do samorządu miejskiego w 1908 r., a do parlamentu – w 1922 r. Były reprezentowane przez listy kobiet, a nie tradycyjne partie polityczne. Kiedy ten polityczny eksperyment powtórzono kilka dekad później, wraz z ustanowieniem Sojuszu Kobiet w 1982 r., doprowadziło to do poważnych zmian i zwiększenia udziału kobiet w polityce. Program polityczny Sojuszu Kobiet składał się z „żądań kobiet”, takich jak systemowa opieka nad dziećmi, która umożliwiałaby kobietom uczestnictwo na rynku pracy na równych zasadach z mężczyznami.

W 1983 r., po raz pierwszy w historii Islandii, nastąpił gwałtowny wzrost liczby kobiet w parlamencie – z pięciu do piętnastu członkiń parlamentu, w sumie wybrano 60 kobiet w jednych wyborach. Politolożka dr Auður Styrkársdóttir porównała fale demokratycznych przywilejów kobiet z naturalnymi wstrząsami, takimi jak trzęsienia ziemi lub wulkany. W przeciwieństwie do stałego wzrostu liczby kobiet w innych krajach skandynawskich, dominacja mężczyzn na Islandii została przełamana jedynie przez kolektywne działania i solidarność kobiet. Sojusz Kobiet przestał istnieć w 1999 r. Po bezkompromisowej pracy wewnątrz parlamentu, wpływając na debatę polityczną i konserwatywne partie, stopniowo „kwestie kobiece” zostały włączone do politycznych programów, a kobiety we wszystkich partiach zaczęły pełnić bardziej znaczącą rolę.

>>> Czytaj też: Chciałbyś pracować w Danii? Oto porównanie zarobków i kosztów życia

W ciągu stulecia, które minęło od czasu uzyskania przez kobiety prawa wyborczego, liczba kobiet kandydujących do wyborów wzrosła. Wciąż nie osiągnięto równego stosunku płci w polityce. Aby to osiągnąć, kobiety muszą być umieszczone wysoko na liście kandydatów, by mieć równe szanse na objęcie władzy. Wśród ugruntowanych partii politycznych tylko jedna nie stosuje parytetów przy wyborze mężczyzn i kobiet na listach kandydatów. W 2016 r. kobiety stanowiły 48 proc. wybranych przedstawicieli w parlamencie (w ostatnich wyborach wartość ta spadła do 38 proc.). Władza wykonawcza została określona jako „najwyższy szklany sufit”. Po ponad 100 latach, wprowadzono niemal równość polityczną.

Status kobiet w Islandii był historycznie stosunkowo równy mężczyznom, chociaż równość prawna nie była zapewniona aż do 1976 roku. Życie kobiety w systemie, który nie chroni jej praw i bezpieczeństwa jest jak rosyjska ruletka: kobiety są na łasce „swoich panów”, ponieważ system chroni interesy (potencjalnych) sprawców przemocy. W walce o prawa kobiet chodzi o przekształcenie systemu, w którym kultura bezkarności przeważa nad kulturą odpowiedzialności za przemoc wobec kobiet (i mężczyzn). Walka ta ma na celu zmianę systemu – normatywnych i prawnych zasad rządzących naszym życiem. Jest to również powód, dla którego kobiety muszą mieć równy dostęp do władzy.

Polityczne i ekonomiczne wzmocnienie pozycji kobiet szło w parze z „inwazją” feministek na uczelnie w latach 60. i 70. Doprowadziło to do odsłonięcia niewidocznej wcześniej rzeczywistości – w latach 60. wprowadzono termin „molestowanie seksualne”. Dotychczas bezsilne ofiary mogły użyć nowej, feministycznej terminologii do zabrania głosu.

Przepisy zabraniające molestowania seksualnego wprowadzono w Islandii i innych krajach, jednak wszechobecna kultura męskiej władzy i przywilejów oznaczała, że winni nadal są chronieni zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, które zostały wplątane w ich przestępstwa poprzez udział w uciszaniu lub obwinianie i zawstydzanie ofiar. Tuż przed pojawieniem się zarzutów przeciwko Harveyowi Weinsteinowi w Stanach Zjednoczonych, rząd Islandii upadł. Skazani przestępcy seksualni, zgodnie z ustawodawstwem z XIX wieku, użyli terminu „przywrócenie honoru” i oczyścili się z zarzutów. Postępowanie to naruszyło koalicję, co doprowadziło do rozwiązania rządu. We wrześniu została uchylona odpowiednia klauzula prawna. Przy trwającej równocześnie akcji w mediach społecznościowych #metoo, w Islandii ogół społeczeństwa protestuje również za pomocą hasztagu #höfumhátt, co oznacza „Nie damy się uciszyć”.

Z jakimi jeszcze wyzwaniami musi zmierzyć się Islandia? Podobnie jak w innych krajach nordyckich, państwo opiekuńcze wspiera równość płci, udzielając urlopu wychowawczego obojgu rodzicom, co skutkuje nie tylko większym podziałem władzy, ale także równym przejęciem odpowiedzialności za prowadzenie domu. Idea męskości zmienia swoją postać wśród młodych ludzi, co najprawdopodobniej przyczyni się do wyeliminowania segregacji płciowej na rynku pracy już w niedalekiej przyszłości.

Tymczasem stereotypowe postrzeganie płci wciąż szkodzi społeczeństwu. Zawody przeważnie uprawiane przez kobiety, np. pielęgniarstwo, są wyceniane niżej niż zawody męskie, jak budownictwo. Istnieje luka w wynagrodzeniu dla kobiet i mężczyzn za pracę o tej samej wartości, pomimo istnienia ustawy o równości wynagrodzeń od 1961 r. Islandzkie kobiety protestują przeciwko tej dysproporcji od czasu strajku powszechnego w 1975 r.

Teraz, ponad 40 lat później, równe prawa są wspierane przez działania polityczne, np. przez wprowadzenie ustawy o certyfikacji równych płac. Przepisy te opierają się na Normie Równości Wynagrodzeń, która ma na celu wyeliminowanie różnicy w pensjach kobiet i mężczyzn. Norma będzie zastosowana we wszystkich firmach i instytucjach z 25 pełnoetatowymi stanowiskami. Dzięki temu przestrzegana będzie ustawa o równym statusie kobiet i mężczyzn oraz spełniane będą wymagania międzynarodowych traktatów, takich jak Konwencja Międzynarodowej Organizacji Pracy, Pekińskiej Platformy Działania oraz Konwencja o Wyeliminowaniu Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet (Convention to Eliminate All Forms of Discrimination Against Women – CEDAW).

>>> Czytaj też: Islandia: Ruch Lewicowo-Zielony nie stworzył rządu. "Wielkie rozczarowanie"