Kiedy ostatnio był pan w Katyniu?

Henryk Troszczyński, jako pierwszy poinformował Niemców o odkryciu masowych grobów w Katyniu. Później służył w Armii Krajowej, brał udział w powstaniu warszawskim. Nakładem wydawnictwa Agora ukazała się jego biografia „Chłopak z Katynia” pióra Jerzego A. Wlazły: Tylko wtedy, w 1943 r. Później już nigdy. Musieliby mnie na tym wózku zawieźć. Ze mną już same kłopoty. Dwa lata temu złamałem kręgosłup. Ale tak, chciałbym tam pojechać. Nie boję się latać. Szesnaście razy leciałem, do krajów dawnego RWPG. Dwa razy byłem w Moskwie, dwa razy w Leningradzie. Pracowałem w teatrach, instalowałem urządzenia elektroakustyczne. I potem uczyłem Rosjan ich obsługi. Jak się dowiadywali, że jestem Polakiem, to mnie dotykali jak świętość. Dotykali wolności. Nigdy im nie powiedziałem o Katyniu. Nigdy też im nie mówiłem, jak „oswobodzili” Polskę. Na własnej skórze to oswobodzenie przeżyłem. Pamiętam, jak chcieli mnie rozstrzeliwać. I za Katyń, i za „oswobodzenie” czuję do Rosjan nienawiść. Tak, mam nienawiść do Ruskich. Wiosną 2010 r. dowiedziałem się, że prezydent Lech Kaczyński ma lecieć do Katynia, i też chciałem. Poszedłem do sekretarza generalnego Związku Kombatantów RP i opowiedziałem mu o Katyniu, o ekshumacjach, o tym, że Niemcom powiedzieliśmy o masowych grobach, on się zapalił do mojego pomysły, zaczął organizować. Ale już na szczęście było za późno na załatwienie dokumentów, wizy.

My byliśmy na ekshumacjach IV cmentarza katyńskiego w Bykowni w 2011 r.

To już pewnie tylko kości były?

Kości.

A mundury, a guziki?

Strzępy tylko.

Tam, w Katyniu, wszystko było, w całości. Ciała też. Niemcy brali na ręce i przenosili. Przez trzy lata niewiele się rozłożyło. Ziemia była raczej piaszczysta. Sypała się z łopaty. Wczesną wiosną te groby znaleźliśmy. Zimno jeszcze było. Potem, jak Niemcy ekshumowali, to już było cieplej. Takie dzidy, które się wbija w ziemię, żeby sprawdzić, co jest pod spodem, łatwo wchodziły. Wbijali i wyciągali kawałki różnych rzeczy. To znaczy, Niemcy tylko nadzorowali, a te sondy wbijali miejscowi i jeńcy sowieccy. Oni też kopali.

A pan?

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

ⒸⓅ