Dwa tygodnie temu w małym niemieckim miasteczku nad Morzem Bałtyckim kanclerz Angela Merkel stwierdziła, że Chiny stanowią „wielkie wyzwanie” dla niemieckiego przemysłu.

Wyzwanie to stało się jeszcze bardziej aktualne, gdy kilka dni temu w centrum uwagi niemieckiej opinii publicznej znalazł się chiński miliarder Li Shufu, któremu udało się zgromadzić warte 9 mld dol. udziały w niemieckim gigancie motoryzacyjnym Daimler. Nagłe pojawienie się chińskiego gracza w kluczowym przemyśle Niemiec stawia przyszły rząd Angeli Merkel przed palącym dylematem – które inwestycje zagraniczne są dobre oraz co robić z tymi, których Niemcy nie chcą?

Chiny na zakupach w Europie

więcej
Wideo

Problem ten w coraz większym stopniu jest przedmiotem obaw europejskich elit. Inwestycje Państwa Środka w Europie można bowiem zapisać już na całkiem długiej liście: od udziałów w głównym porcie w Grecji, przez sieci energetyczne, planowane koleje dużej prędkości pomiędzy Belgradem a Budapesztem, po mosty w Chorwacji i włoskie kluby sportowe.

Daimler to ostatnia z wielkich inwestycji, ale lista niemieckich celów inwestorów z Państwa Środka jest długa i wciąż otwarta. Pierwszą z inwestycji, która wzbudziła zaniepokojenie niemieckich elit, było przejęcie produkującej roboty przemysłowe firmy Kuka przez chińską Grupę Midea w 2016 roku. Planowane na ten sam rok przejęcie producenta półprzewodników Aixtron zostało wstrzymane.

W ubiegłym tygodniu niemiecki rząd przyznał, że bada chińską ofertę State Grid Corporation of China’s na przejęcie 20 proc. udziałów w firmie 50Hertz Transmission GmbH, operującej siecią wysokiego napięcia w Niemczech.
„Chińskie inwestycje w sektorach strategicznych są coraz większe” – stwierdził w ubiegłym miesiącu niemiecki wiceminister gospodarki Matthias Machnig. „Problem pojawia się wtedy, gdy chodzi tylko o transfer technologii z Niemiec do Chin. Są też oczywiście kwestie bezpieczeństwa. Wszystkie te aspekty są rozważane, a każda sprawa jest oceniana osobno” – dodał.

Jeszcze zanim chiński miliarder nabył udziały w Daimlerze, chińska polityka gospodarcza wobec Europy była jednym z głównych powodów do obaw niemieckiej kanclerz – ujawnia wysoki rangą niemiecki urzędnik z otoczenia Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz odnosiła się do chińskich inwestycji w Europie co najmniej trzy razy tylko w ciągu ostatniego miesiąca. Merkel stoi na stanowisku, że Europa powinna być czujna i mówić jednym głosem wobec Chin.
Obawy tego typu są obecne także w innych krajach Starego Kontynentu. Chińska inicjatywa „Nowego Jedwabnego Szlaku” podzieliła europejskie rządy na dwa obozy. Pierwszy z nich to państwa Europy Środkowej i Wschodniej, które wspierają ten pomysł. Drugi obóz tworzą Francja, Niemcy i Wielka Brytania. Państwa te mają wątpliwości, czy wspierać chińską inicjatywę w sytuacji, gdy Chiny w zamian nie zaoferowały dostępu do swojego rynku.

Niemcy, Francja i Włochy mówią już o bardziej restrykcyjnym przyglądaniu się zagranicznym inwestycjom, czytaj chińskim. Parlament Europejski pracuje nad prawem, które dałoby Komisji Europejskiej możliwości oceny inwestycji w tych sektorach, w których UE dotuje technologie.

Potrzeba tego typu działań stała się jeszcze bardziej nagląca, gdy prezydent USA Donald Trump zaczął się zwracać ku bardziej protekcjonistycznej polityce gospodarczej. Bez wprowadzenia ograniczeń, jakie istnieją w USA lub w Japonii, Europa może stać się swoistym „sklepem ostatniej szansy, gdzie Chiny oraz inni gracze mogą kupić zaawansowane technologie” – czytamy w raporcie autorstwa Francoisa Godemonta oraz Abigaela Vasseliera na napisanym na zlecenie Komisji Europejskiej.

Francuski prezydent Emmanuel Macron w czasie ostatniej wizyty w Chinach powiedział, że to Europa musi znaleźć sposób, aby zapewnić finansowanie swoim firmom. W przeciwnym razie zarówno firmy jak i państwa będą szukać wsparcia aktorów pozaeuropejskich. Unia Europejska nauczy chińskich partnerów szacunku, jeśli sama będzie potrafiła bronić swoich strategicznych interesów.

„Nie powinniśmy być naiwni. Potrzebujemy wzajemności” – komentuje Joachim Pfeiffer, lider niemieckiej grupy w parlamencie ds. polityki gospodarczej i energetycznej z ramienia CDU/CSU. „Ale nie może to oznaczać, że Niemcy zamkną swój rynek, tylko że Chiny otworzą swój. W obecnych warunkach wzrasta protekcjonizm, zaś Niemcy nie mogą przyjąć tylko narodowej perspektywy czy angażować się w wyścig w tworzeniu nowych barier handlowych” – dodaje.

>>> Czytaj też: Motoryzacyjna rewolucja. Chińczycy wchodzą do Daimlera