Wszyscy inwestorzy giełdowi zastanawiają się, czy to już dobry czas na większe zaangażowanie w papiery spółek notowanych na GPW. Ale oprócz ryzyka dalszych spadków wartości akcji trzeba brać pod uwagę jeszcze jedno i to bardziej istotne.

- Nie można wykluczyć bankructw spółek giełdowych w tym roku - stwierdza Ewa Radkowska, członek zarządu ING PTE.

Największe ryzyko

Na razie wszystko wskazuje na to, że największe ryzyko będzie dotyczyło problemów związanych z wahaniami kursów walut.

- Niezależnie od branży wzrosło ryzyko upadłości wśród podmiotów eksponowanych na ryzyko kursowe. Szczególnie zagrożeni są eksporterzy. Wpływają na to: ograniczenie popytu na zagranicznych rynkach, deprecjacja złotego, a zwłaszcza nieadekwatnie stosowane metody zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym. Zbliżony poziom ryzyka ponoszą firmy posiadające kredyty w walutach obcych - mówi Hanna Kobus, szefowa Departamentu Oceny Ryzyka w Atradius.

Pierwszą ofiarą inwestycji w opcje stała się firma Odlewnie Polskie, która już zgłosiła wniosek o upadłość. Komisja Nadzoru Finansowego podała, że opcje walutowe w swoim portfelu ma 99 firm. Nie wszystkie zanotowały straty, nie wiadomo na razie, kogo problemy mogą jeszcze dotknąć.

- Należy też zwracać uwagę na spółki o wysokim poziomie zadłużenia, szczególnie jeśli nie generują one zysków (dodatnich przepływów gotówki) i nie posiadają aktywów, które mogłyby zostać spieniężone w celu spłaty kredytu - mówi Ewa Radkowska.

Oceniając ryzyko upadłości, trzeba brać też pod uwagę ogólną sytuację gospodarczą. Zapytaliśmy ubezpieczycieli kredytu, jak oni oceniają ryzyko upadłości dla poszczególnych branż obecnych na giełdzie. Przy czym wszyscy zgodnie zastrzegają, że ich oceny dotyczą całości branży, a nie ograniczonej grupy spółek notowanych na giełdzie.

- Nasza ocena nie jest rekomendacją do sprzedaży lub zakupu akcji z tych branż - zastrzega Tomasz Starus, dyrektor w Euler Hermes.

Jego firma powstrzymała się też od oceny banków, bo nie ma ubezpieczenia na wypadek niewypłacalności banków, w związku z tym towarzystwo nie analizuje kondycji tego sektora. Wygląda jednak na to, że perspektywy banku są wciąż niepewne.

- Wstrzymałbym się jeszcze z inwestycjami w sektor bankowy, bo wciąż mamy tu zbyt wiele niepewności - mówi Michael Heise, główny ekonomista Allianz Group.

Podobnie ocenił ryzyko inwestycji w akcje spółek z przemysłu motoryzacyjnego, czy szerzej produkcji maszyn. Jak widać z naszego zestawienia, to rzeczywiście jedna z branż, w której ryzyko upadłości jest oceniane jako duże.

- To chyba najgłębiej obecnie przeżywająca kryzys branża w Polsce, szczególnie dostawcy części - uważa Tomasz Starus.

Dodaje, że nie widać symptomów poprawy i oczekiwane są dalsze zwolnienia u samych producentów samochodów. Spore jest też ryzyko upadłości w branży tworzyw sztucznych.

- Pracuje ona m.in. na potrzeby motoryzacji, AGD czy budownictwa, a każda z tych branż obecnie bardzo ogranicza zamówienia i wydłuża płatności - mówi Tomasz Starus.

Jednak najgorzej oceniane są perspektywy firm deweloperskich. To jedyna branża, która dostała od analityków Coface ocenę jeden, co oznacza niemal pewne przypadki upadłości.

- Spodziewamy się upadłości w grupie małych deweloperów. Ci najwięksi są lepiej przygotowani do kryzysu - mówi Tomasz Starus.

Wyjaśnia, że dysponowali oni np. gruntami z reguły od kilku, kilkunastu lat, tak że zazwyczaj nie ponosili oni horrendalnych kosztów zakupu gruntów w ostatnich latach tak jak mniejsze, debiutujące firmy.

- Niepewna jest także sytuacja deweloperów mających spółki-matki w krajach starej Unii - kiedyś to był atut i gwarancja wypłacalności, obecnie raczej jest to źródło potencjalnego zagrożenia - mówi Tomasz Starus.

Bardzo słabo analitycy oceniają też pespektywy pokrewnych branż, czyli budowlanej czy produkcji materiałów budowlanych.

Jeść i leczyć się trzeba

Na drugim biegunie, czyli branż o małym ryzyku, znajduje się m.in. przemysł farmaceutyczny, dla którego Euler Hermes przyznał nawet ocenę 5, co oznacza bardzo małe ryzyko upadłości.

- Farmacja jest bardzo odporna na kryzys, tak jak żywność leki są artykułami pierwszej potrzeby. Klient ma też generalnie bardzo ograniczony wybór, rynek producentów jest bardzo skoncentrowany, mniejsza jest więc konkurencja i presja cenowa - twierdzi Tomasz Starus.

Dlatego też dobrze oceniane są perspektywy branży spożywczej oraz handlu detalicznego i hurtowego.

- Spodziewany spadek popytu na rynku krajowym może dopiero wpłynąć negatywnie na sytuację spółek z branży sprzedaży detalicznej, a pośrednio także na sprzedaż hurtową. Na razie jednak poważnych problemów nie widać, choć nie można bagatelizować płynących z wielu źródeł sygnałów o możliwym znacznym spadku dochodów konsumentów - mówi Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka Coface Poland.

Okazuje się, że kryzys może wręcz wzmocnić duże spółki z sektora handlu hurtowego obecne na giełdzie.

- Słabsze firmy mają rosnące problemy z utrzymaniem się na rynku i zapewnieniem sobie wystarczającej rentowności. Duże spółki mogą wykorzystać najbliższy okres na wzmocnienie swojej pozycji i zwiększenie udziałów rynkowych właśnie poprzez przejęcia - mówi Marcin Siwa.