Na 13 kandydatów Hezbollahu, którzy uzyskali mandat, głosowało łącznie 286,5 tys. Libańczyków, podczas gdy na 28. wybranych do parlamentu kandydatów Wolnego Ruchu Patriotycznego (FPM) prezydenta Michela Aouna tylko 166 tys. Oznacza to, że koszt uzyskania jednego mandatu w przypadku Hezbollahu wyniósł 22 tys. głosów, a w przypadku FPM tylko 5,7 tys.

20. nowo wybranych deputowanych sunnickiego Ruchu Przyszłości premiera Saada Haririego łącznie zdobyli niespełna 195 tys. głosów, a 15. deputowanych chrześcijańskich Sił Libańskich – 132 tys. Natomiast na 15. deputowanych szyickiego sojusznika Hezbollahu tj. Ruch Amal głosowały ponad 192 tys. wyborców.

Najwięcej głosów zdobył lider politycznego skrzydła Hezbollahu Mohammad Raad, na drugim miejscu uplasował się lider Amalu, a zarazem przewodniczący parlamentu, Nabih Berri z 42,1 tys. głosów, a na trzecim kandydat Hezbollahu Hasan Fadlalah, który otrzymał 39,7 tys. głosów. Premier Saad Hariri dostał natomiast tylko 20,7 tys. głosów. Na lidera FPM, a zarazem szefa libańskiej dyplomacji, Gebrana Bassila, głosowało 12,2 tys. wyborców.

Najmniejszą liczbę głosów uzyskał kandydat niezależny, startujący w ramach grupy religijnej Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, Eddy Demerjan. Do zdobycia mandatu wystarczyło mu tylko 77 głosów. Również dwóch kandydatów FPM weszło do parlamentu z wynikiem poniżej 1000 głosów. Natomiast wśród deputowanych Hezbollahu, najmniejszą liczbę głosów uzyskał Walid Sukkarieh, na którego głosowało niespełna 7 tys. Libańczyków.

Już przed wyborami w libańskich mediach pojawiły się oskarżenia o gerrymandering, czyli manipulacje dotyczące granic okręgów wyborczych, które miały faworyzować niektóre ugrupowania kosztem innych.

Libańska prasa cytowała również w środę lidera Amalu Nabiha Berriego, który stwierdził, że popiera utrzymanie się Saada Haririego na stanowisku premiera Libanu. (PAP)

Witold Repetowicz z Nadżafu