Bułgaria zastanawia się nad jednostronnym wprowadzeniem euro

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
11 marca 2009, 03:01
Prognozy z 2007 roku mówiły, że Bułgaria wejdzie do strefy euro najpóźniej w 2009 roku. Jednak dzisiaj Bułgaria nie jest nawet w ERM2. A rosnąca inflacja, globalny kryzys finansowy i napięte stosunki z Brukselą mogą dodatkowo opóźnić przyjęcie wspólnej waluty.

W grudniu 2007 r. Bułgaria ratyfikowała Traktat Lizboński z nadzieją, że ten akt dobrej woli zaowocuje zaproszeniem do ERM2. Jednak tak się nie stało. Według Georgiego Angelova, głównego ekonomisty związanego z Georgem Sorosem fundacji Otvoreno Obshestvo, powodem był nie tyle stan gospodarki, co raczej brak stanowczości ze strony rządu i brak dobrej woli ze strony KE i EBC.

O krok od ERM2

- Według włoskiego dziennika Corriere dela Sera, w I kwartale 2008 r. Bułgaria była o krok od przyjęcia do ERM2 - mówi Georgi Angelov.

- EBC zawetował tę decyzję i rząd bułgarski się wycofał. Jest to precedens i zmiana reguł dla nowych członków Unii. Wejście do ERM2 do tej pory było formalnością. To, co się stało, jest niedobrym sygnałem ze strony Brukseli - dodaje.

EBC obawiało się przyjęcia Bułgarii, wskazując na duży deficyt na rachunku obrotów bieżących. W tej chwili jednak Bułgaria jest w mniejszym stopniu dotknięta kryzysem niż państwa, które mogły się pochwalić bardziej zrównoważonym bilansem obrotów bieżących.

Jednak kolejny cios aspiracjom Bułgarii zadała Komisja Europejska. W 2008 roku wstrzymała fundusze dla Bułgarii po negatywnej ocenie walki z korupcją.

- KE spostrzega bułgarską administrację jako skorumpowaną i nieefektywną machinę, która nie potrafi zarządzać środkami w sposób otwarty - mówi Georgi Angelov.

- Niestety, ta nieufność obejmuje również te instytucje krajowe, które działają sprawnie, np. bank centralny - dodaje.

Bułgarzy chcą wspólnej waluty

W tej chwili pojawiają się głosy, że w celu łatwiejszego poradzenia sobie z kryzysem dobrze byłoby jednostronnie przyjąć euro. Zlikwidowałoby to obawy inwestorów w regionie związane z ryzykiem załamania się lokalnego kursu walutowego i wspomogłoby gospodarkę w tych ciężkich czasach. Jednak taki krok spowodowałby poważne perturbacje polityczne i pogorszyłoby i tak już napięte stosunki z Unią i EBC.

Drugie niebezpieczeństwo to zaniechanie reform potrzebnych do rozwoju gospodarczego. Dlatego, zdaniem ekspertów, potrzebne jest osiągnięcie szybkiego porozumienia pomiędzy rządem bułgarskim i EBC w kwestii wejścia do ERM2. To rozwiązanie bowiem usprawiedliwiłoby przed bułgarskim społeczeństwem konieczność przeprowadzenia reform potrzebnych do dogonienia krajów starej Unii.

Technicznie wprowadzenie euro w Bułgarii byłoby prostsze niż w innych państwach regionu. W Bułgarii bowiem od 1997 roku obowiązuje tak zwany zarząd walutą (currency board). W tym systemie walutowym kurs lewa jest sztywno powiązany z euro. Takie rozwiązanie to skutek żądania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który od jego wprowadzenia uzależnił pomoc dla Bułgarii. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku średni poziom inflacji wynosił ponad 200 proc. rocznie, a pod koniec 1996 roku sięgnął nawet 1000 proc.

Obowiązuje sztywny kurs

Gdy zdecydowano się na przyjęcie warunków MFW, bułgarski parlament uchwalił ustawę, która zobowiązuje bank centralny do kupowania i sprzedaży nieograniczonej ilości obcej waluty za walutę lokalną, utrzymywanie rezerwy walutowej pokrywającej w całości wartość pieniądza w ogólnym obrocie oraz zakaz udzielania kredytów rządowi. Bułgarskiemu bankowi centralnemu nie wolno też prowadzić polityki monetarnej, a rezerwę walutową może inwestować jedynie w aktywa płynne i o niskim ryzyku. Kurs bułgarskiej waluty został powiązany z niemiecką marką, co wynikało z planów wstąpienia kraju do Unii Europejskiej. Markę zastąpiło euro po utworzeniu unii walutowej.

Jest to najbardziej radykalna reforma przeprowadzona w Bułgarii do tej pory i ciesząca się dużym poparciem społeczeństwa. W wyniku wprowadzenia zarządu walutą, a także dzięki liberalizacji handlu wewnętrznego i zewnętrznego, prywatyzacji i obniżenia podatków stan gospodarki bułgarskiej po 1997 roku uległ znacznemu polepszeniu. Inflacja do końca 2008 roku utrzymywała się na poziomie jednocyfrowym, produkt krajowy brutto wzrastał wraz z inwestycjami, a dług krajowy zmalał znacząco. Zdaniem ekonomistów dzięki prowadzeniu zbilansowanej polityki makroekonomicznej i utrzymaniu zarządu walutą nawet po wejściu do Unii, Bułgaria spełnia cztery z pięciu głównych kryteriów konwergencji, ustalonych w traktacie z Maastricht. Pozostaje tylko kryterium inflacyjne, z którym się boryka większość nowo przyjętych krajów z Europy Centralnej i Wschodniej.

Akcyza zaszkodziła

Jeszcze w 2006 roku w Bułgarii została podniesiona akcyza, żeby spełnić warunek harmonizacji z jej poziomem w Unii. Jednak jej wzrost wpłynął na poziom inflacji. Szybki wzrost cen jest powodowany przez wzrost gospodarczy. Jednak ponieważ bank centralny nie może prowadzić własnej polityki monetarnej, Bułgaria ma kłopot z ograniczeniem tempa wzrostu cen do poziomu, który pozwoliłby jej spełnić kryterium inflacyjne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj