Sąd zobowiązał oskarżoną do naprawy szkody wyrządzonej bankowi. Na poczet należności prokuratura zajęła wcześniej hipotekę należącego do niej domu. Dodatkowo, sąd wymierzył kobiecie 7,5 tys. zł grzywny. Marzeny B. oraz jej obrońcy nie było na ogłoszeniu wyroku. Zabrakło także prokuratora, który na rozprawie kończącej proces żądał dla oskarżonej kary 5,5 roku więzienia.

W grudniu 2007 r. kontrola w banku wykazała nieprawidłowości w prowadzonej przez kobietę dokumentacji. Marzena B. została zwolniona, a bank poinformował o sprawie prokuraturę i policję. Podczas śledztwa ustalono, że Marzena B. od września 2003 roku do lutego 2007 r. ukradła 4,8 mln zł z kont najzamożniejszych klientów banku, których obsługiwała. Pieniądze przelewała na konto nieświadomego tego faktu ojca. Śledczy odkryli też, że kobieta podrabiając podpis, wyrobiła kartę kredytową na nazwisko jednego z klientów i posługiwała się nią.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Rafał Ryś podkreślił, że przestępstwo, jakie popełniła Marzena B., cechuje znaczny stopień społecznej szkodliwości.

"Na korzyść oskarżonej przemawia natomiast fakt, że przyznała się do zarzutów i nie była wcześniej karana. Z drugiej strony, nie można dać wiary jej wyjaśnieniom, że potrzebowała tych pieniędzy na utrzymanie dziecka. Chodziło wyłącznie o wygodne życie, ponad stan. Z biegiem czasu kwoty, które pobierała, były coraz większe" - powiedział sędzia. Po zwolnieniu z banku Marzena B. ukrywała się przed policją. Jednak na początku marca 2008 r. sama zgłosiła się do prokuratury, gdzie podczas przesłuchania przyznała się do winy.