Runda I Diagnoza

JACEK ROSTOWSKI*:

Jeśli chodzi o ocenę finansów publicznych, możecie państwo ją przeczytać w strategii zarządzania długiem publicznym. Wiemy dobrze, że w czasie głębokiego kryzysu podjęliśmy dość zdroworozsądkowe decyzje. Z jednej strony pozwoliliśmy na naturalne funkcjonowanie automatycznych stabilizatorów. Pozwoliliśmy, by deficyt finansów publicznych wzrósł z powodu spadku dochodów podatkowych, a z drugiej strony wskutek wzrostów wydatków tzw. sztywnych – ustawowo ustalonych.

Zdecydowaliśmy się na ograniczenie wydatków, które wynosiły około kilkunastu miliardów złotych. Zrobiliśmy to z dwóch powodów. Na początku kryzysu uważaliśmy, że to niezmiernie ważne, by odzyskać wiarygodność Polski jako dłużnika. Deficyt sektora finansów publicznych wzrósł z 3,6 proc. w 2008 r. do 6 proc. w tym roku (i wzrośnie do 7 proc. w przyszłym). Później będzie jednak malał. Po pierwsze dlatego że będziemy wychodzili z kryzysu. A po drugie maleć musi z powodu relacji długu publicznego do PKB, czyli drugiego progu ostrożnościowego na poziomie 55 proc. PKB. Jest to ograniczenie, które wymusza obniżenie deficytu. Ale również nie będziemy mieli potrzeby, by deficyt był taki duży już w 2011 r.

Pytanie, jak to osiągnąć? Diagnoza jest taka: po przyśpieszeniu deficyt będzie malał. W efekcie Polska wyjdzie z tego okresu z dużo niższym długiem publicznym w relacji do PKB niż większość krajów Europy Zachodniej i będzie to znaczący element naszej konkurencyjności.

Znalezienie oszczędności na mniej więcej 1 proc. PKB na początku roku pozwoliło nam na poprawienie struktury wydatków oraz na podtrzymanie inwestycji – szczególnie drogowych. Warto jednak pamiętać, że część tych inwestycji w następnych latach zostanie zwrócona z UE.

JAN KRZYSZTOF BIELECKI**:

Kilka tygodni temu spotkałem Wojciecha Misiąga, który zapisał mi się w pamięci jako dobry minister i którego rozsądne poglądy pozwoliły przejść przez trudny 1991 r. Misiąg na konferencji w Rzeszowie, biorąc pod uwagę całą historię finansów publicznych, zaproponował podejście: nie lekceważyć tego deficytu, ale i nie histeryzować.