Średnia cena dla zawartych dotąd transakcji walorami PGE sięga 26 zł. To daje 13-proc. przebicie względem ceny emisyjnej. Nie oznacza jednak, że inwestorzy indywidualni wypracowali dokładnie taki zysk. W wielu wypadkach dużą jego część pochłonęły koszty kredytu wykorzystanego przy zapisach na te papiery.

Można pokusić się o obliczenie realnego zysku przypadającego na inwestora indywidualnego. Na akcje zapisało się ich 59 845. Złożyli w sumie zapisy za 25,6 mld zł, z czego ok. 15 mld zł stanowiły kredyty. Przeciętny inwestor złożył więc zapis za 427,8 tys. zł, z czego 177,1 tys. zł pochodziło ze środków własnych, a 250,6 tys. zł kredytu. To oznacza, że przeciętny „lewar” wyniósł 141,5 proc. Przeciętna prowizja od kredytu na zakup walorów PGE wynosiła 0,5 proc. To oznacza, że od takiego kredytu należało zapłacić 1253,2 zł prowizji. Do daje jej koszt na poziomie 8,4 proc. względem wartości akcji, jakie zostały przyznane przeciętnemu inwestorowi indywidualnemu (14 972 zł, które wystarczyło na kupno blisko 651 akcji).

Do kosztu prowizji najczęściej należało doliczyć odsetki za 5 dni wykorzystania kredytu (od końca zapisów do przydziału akcji). To oznaczało dodatkowe 267,8 zł kosztów (przy założeniu oprocentowania kredytu rzędu 7,8 proc. w skali roku. Tym samym łączne koszty zakupu walorów PGE na kredyt przekroczyły 10 proc. Zatem z zysku w wysokości 1952,9 zł, jaki można było osiągnąć na zapisaniu się na prawie 651 papierów PGE za własne 427,8 tys. zł, w przypadku tych, którzy skorzystali z kredytu w wysokości 141,5 proc. środków własnych zostało jedynie 432 zł. Wynik tym gorszy, im inwestor bardziej „lewarował” transakcję. Przy kredycie sięgającym 10-krotności środków własnych inwestorzy są pod kreską, zakładając 0,5-proc. prowizję i odsetki za kilka dni wykorzystania kredytu. Przy prowizji 0,4 proc. będą na plusie.

Sytuacja na całym rynku nie ulega dziś zmianie. Oceny nie zmieniły też dwie udane wcześniejsze sesje, które pozwoliły indeksowi WIG wrócić ponownie do sierpniowej górki. Póki pozostajemy poniżej niej, w mocy są wnioski skłaniające do ostrożności i w ostatnich wydarzeniach wstępu do trwalszego przesilenia na naszym rynku. Jednocześnie jednak widać, że wsparcia działają. Chodzi zarówno o 3-miesięczną średnią, jak również o silne bariery, do jakich dotarły wskaźniki analizy technicznej (MACD i Stochastic). W ujęciu dziennym MACD jest przy poziomie równowagi, w ujęciu tygodniowym przy linii sygnalnej. Natomiast dzienny Stochastic znalazł się blisko strefy wyprzedania, a tygodniowy opuszczenia obszaru wykupienia.

WYKRES DNIA

Do 9,9 proc., czyli najwyższego poziomu od czerwca 1983 r., ma zwiększyć się w Stanach Zjednoczonych w październiku stopa bezrobocia. Oficjalne dane na ten temat poznamy już za półtorej godziny. Analitycy oczekują przy tym, że gospodarka straciła w minionym miesiącu 175 tys. miejsc pracy w sektorach pozarolniczych. Inwestorzy wciąż mają problem, jak odbierać dane dotyczące rynku pracy. Nie ma wątpliwości, że sytuacja jest zła i nie poprawia się, ale też pogarsza się znacznie wolniej niż w I połowie tego roku. Wszyscy mają też świadomość, że takie dane są mocno opóźnione względem cyklu koniunkturalnego.

Premia za ryzyko

Głównie za sprawą zwyżki rentowności niemieckich papierów skarbowych, do której przyczyniły się zapowiedzi Europejskiego Banku Centralnego częściowego wycofania się z polityki zwiększania płynności. Z jednej strony jest to przez inwestorów odbierane jako sygnał wskazujący na poprawę warunków gospodarczych, z drugiej strony sygnalizuje zmniejszenie dostępności środków, które mogą być lokowane na rynkach finansowych. Zresztą o stopniowym odchodzeniu od takiej polityki w Japonii. Program zwiększania płynności skończył się też w USA. Ograniczono go też w Wielkiej Brytanii.

Trudno wciąż jednak jeszcze mówić o jednoznacznym odwróceniu tendencji w zakresie postrzegania ryzyka przez inwestorów. Zarówno na naszym rynku, jak i w skali globalnej czekamy wciąż na rozstrzygnięcia w tym względzie.