Świat niedługo może osiągnąć cel, o którym od dawna marzą politycy i ekonomiści: wyższy wzrost gospodarczy bez zwiększonego zużycia ropy naftowej.

Przez całe dziesięciolecia był on bezpośrednio związany z konsumpcją czarnego złota. Jednak coraz oszczędniejsze gospodarowanie surowcem i rozwój alternatywnych źródeł energii powodują, że stopniowo zmniejsza się ilość ropy potrzebnej do zwiększenia liczby towarów i usług na świecie, wynika z danych przedstawionych przez Międzynarodową Agencję Energii (IEA) w Paryżu.

Zachód już zmniejszył zużycie

Uprzemysłowione państwa Zachodu szczyt zapotrzebowania prawdopodobnie mają już za sobą, a w krajach rozwijających się podobne zjawisko to kwestia najbliższych kilkunastu lat.

Wskaźnik globalnego zapotrzebowania na ropę, czyli przyrost jej konsumpcji podzielony przez wzrost gospodarczy, zmniejszał się w ciągu ostatniej dekady o blisko 2 proc. rocznie, a na dodatek tempo spadku przyspiesza. – Według naszych szacunków w ciągu następnych pięciu, sześciu lat będzie spadał o prawie 2,5 proc. rocznie – mówi Reutersowi David Fyfe, szef oddziału IEA zajmującego się sektorem naftowym. W ciągu ostatnich 30 lat zapotrzebowanie na ropę w krajach wysoko rozwiniętych zmniejszyło się nawet o 50 – 60 proc.

Popyt napędzają Chiny

Nie oznacza to, że konsumpcja ropy w liczbach bezwzględnych spada – wciąż napędzają ją przyrost liczby ludności i bogacenie się państw rozwijających się. Ale w przeciągu kilkunastu lat i to się zmieni, uważają analitycy. To oznacza, że w przyszłości wzrost gospodarczy w ogóle uniezależni się od konsumpcji ropy.

Szacunki, kiedy globalny popyt na ropę zacznie spadać, różnią się, ale wielu analityków przewiduje, że może to nastąpić w ciągu 15 lat. – Myślę, że takie szacunki są prawdopodobne – mówi DGP Manouchehr Takin z Center for Global Energy Studies.

Tony Hayward, prezes koncernu naftowego BP, powiedział w zeszłym miesiącu, że szczyt światowego zapotrzebowania osiągnięty zostanie tuż po 2020 r. na poziomie 95 – 110 milionów baryłek dziennie. To wprawdzie więcej niż obecna konsumpcja, która wynosi 85 mln baryłek dziennie, ale od tego momentu zacznie ona spadać.

Ropa przekłada się na politykę

Zmniejszający się popyt zmieni układ sił na świecie. Kraje, które opierają swoją gospodarkę niemal wyłącznie na eksporcie czarnego złota, w oczywisty sposób będą tracić na znaczeniu. To w największym stopniu tyczy się państw Bliskiego Wschodu.

– Niektóre z nich już zaczęły się przygotowywać na spadek zapotrzebowania. Zjednoczone Emiraty Arabskie są jednym z liderów, jeśli chodzi o alternatywne źródła energii. Najmocniej to odczują Kuwejt, w którym brak jest dywersyfikacji gospodarki, i Arabia Saudyjska, która ma dużą liczbę ludności. Ona też najbardziej straci wpływy polityczne – mówi w rozmowie z DGP Kristina Coates Ulrichsen z London School of Economics.

W dużym stopniu dotyczy to także Rosji, która jest również jest gospodarką surowcową. W porównaniu z Bliskim Wschodem znajduje się ona w o tyle lepszej sytuacji, że ma także duże złoża gazu ziemnego, a ostatnio intensywnie rozwija energetykę atomową.