15 mln polskich kierowców ciągle słyszy i czyta to samo: do Euro 2012 zbudujemy wam sieć autostrad. Dziś wiemy, że te obietnice były i są bez pokrycia. Na przeszkodzie w realizacji ambitnego planu najpierw stanęło unijne prawo środowiskowe idące w parze z urzędniczą opieszałością, a potem kryzys i brak pieniędzy w budżecie zmuszający do zmiany sposobu finansowania drogowych inwestycji.

W tej sytuacji obecnemu kierownictwu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przypominam stary aforyzm: wierz w cuda, ale na nie nie licz. Mimo że obecny management najsprawniej radzi sobie z budowaniem dróg, cudów nie dokona. I raczej nie powinien w nie wierzyć. Choć przyznać trzeba, że w dwóch ostatnich latach na nowe trasy wydano w Polsce więcej niż przez ostatnią dekadę.

Może jednak uczciwiej byłoby przyznać, że autostradowy harmonogram aż trzeszczy, a jego realizacja w terminie przypominałaby wygranie w lotto bez wysyłania kuponu? Bo ceną za szaleńczy, ale i tak przegrany wyścig z czasem, może być niska jakość wykonania dróg. A dziur w nowych autostradach kierowcy mogą już nie wybaczyć...