Nawet w najtrudniejszych momentach w stosunkach dwustronnych, jak podczas pomarańczowej rewolucji, rosyjsko-polska współpraca handlowa szybko się rozwijała. Wyrażona w dolarach wartość obrotów handlowych w latach 1997 – 2008 wzrosła czterokrotnie. Późniejszy kryzys doprowadził do załamania handlu, jednak już bieżący rok będzie wyraźnie lepszy. W 2009 r. Rosja była dla Polski trzecim partnerem importowym (12,8 mld dol.) i siódmym pod względem eksportu (8,9 mld dol.). Dla Rosji Warszawa jest z kolei czwartym najważniejszym partnerem handlowym spośród państw UE.

Gorszą wiadomością jest to, że ze wzrostem obrotów rośnie nasz deficyt w handlu z Rosją. W 1997 r. wynosił 530 mln dol. W zeszłym roku był dziesięciokrotnie wyższy. Zdaniem ekspertów jest on praktycznie nieunikniony. Rosja jest dla Polski podstawowym dostawcą ropy naftowej i gazu ziemnego. Bez uwzględnienia wartości surowców, stanowiących 3/4 całości naszego importu z Rosji, wypracowalibyśmy nadwyżkę handlową.

Duży, aczkolwiek niewykorzystany potencjał tkwi w inwestycjach zagranicznych. Dla wielu przedsiębiorstw po obu stronach granicy sąsiedni kraj wciąż stanowi terra incognita. Skumulowana wartość polskich inwestycji w Rosji wyniosła zaledwie 563 mln dol. W większości były to jednak niewielkie przedsiębiorstwa (w 2006 r. jedynie 15 przedsiębiorstw wniosło do kapitału zakładowego wkład przekraczający 100 tys. dol.). Jeszcze bardziej symboliczna jest obecność rosyjskich firm w Polsce. Skumulowana wartość inwestycji znad Wołgi w Polsce na koniec 2008 r. sięgnęła 274 mln dol.

>>> Czytaj też: Talaga: Po co nam Rosja?

– Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest to, że do tej pory nie podpisaliśmy umowy o wzajemnej ochronie inwestycji – mówi „DGP” europoseł PO Paweł Zalewski, były szef sejmowej komisji spraw zagranicznych. – W przypadku firm rosyjskich w niektórych przypadkach dochodzi jeszcze ryzyko polityczne. Trudno zakładać, że dopuszczenie Rosjan do naszych spółek naftowych byłoby zgodne z polską racją stanu – dodaje.

Rozbieżnie o gazie

Właśnie sfera energetyczna pozostaje obszarem największych rozbieżności, czego dowiódł konflikt o gazociąg bałtycki czy budowę drugiej nitki Jamału (domagała się jej Polska). Teraz Rosjanie proponują Polsce udział w budowie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim. Warszawa oficjalnie nie mówi „nie”, choć jej udział w budowie rosyjskiej elektrowni może w dalszym rozrachunku zaszkodzić polskiemu programowi atomowemu. Tym bardziej że budowę siłowni nuklearnej w tym regionie planują także Białorusini i Litwini.

– Udział w projekcie mógłby pogłębić uzależnienie energetyczne w kolejnej gałęzi, tym razem energetyce jądrowej. Ta sfera to jedna z niewielu branż, w której Rosja dysponuje przewagą konkurencyjną – zaznacza w rozmowie z nami moskiewski politolog Aleksiej Makarkin. Eksperci podkreślają przy tym, że w negocjacjach z Rosjanami nie wolno okazać zbytniej uległości. – Rosjanie od razu zinterpretują ją jako słabość i będą przeć do kolejnych ustępstw. Pewność siebie i asertywność dają znacznie lepsze rezultaty – radzi w rozmowie z „DGP” osoba wielokrotnie biorąca udział w negocjacjach z Rosjanami w imieniu jednego z polskich koncernów energetycznych.

Zgodniej o inwestycjach

Znacznie łatwiej da się określić płaszczyzny współpracy w innych dziedzinach. Poza umową o ochronie inwestycji nie zaszkodziłoby np. zwiększenie liczby przejść granicznych, które wzmocniłyby więzy między dwoma biednymi na tle reszty kraju regionami – obwodem kaliningradzkim i województwem warmińsko- mazurskim. Obecnie na liczącej 210 km granicy z Rosją funkcjonują zaledwie trzy przejścia drogowe. Dla porównania na dwuipółkrotnie dłuższej granicy ze Słowacją przed przystąpieniem obu państw do strefy Schengen było ich 51.

>>> Polecamy: Rosja - największa potęga gazowo-naftowa na świecie

Barierą handlową jest też kosztowna i czasochłonna certyfikacja towarów w Rosji, a także skomplikowana i niekorzystna taryfa celna. Moskwa wciąż stosuje liczne instrumenty ochrony własnego rynku, w tym wiele zakazanych przez WTO (Rosja nie jest jej członkiem). Przed inwestycjami odstraszają też utrudnienia przy zatrudnianiu cudzoziemców.

Z kolei dla Rosji priorytetem jest zniesienie wiz do UE. W tej sprawie Moskwa może liczyć na wsparcie Warszawy, która lobbuje za zniesieniem wiz mimo sprzeciwu i irytacji ze strony Wilna, a nawet tradycyjnie sprzyjającego Kremlowi Berlina, obawiających się m.in. inwazji przestępców, nielegalnych imigrantów z Azji Środkowej czy afgańskiej heroiny.

Ugaszone konflikty

Rozwiązanie tych kwestii potwierdziłoby realność postępu w naszych relacjach gospodarczych. Pierwszą jego oznaką stało się zniesienie w 2007 r. embarga na polskie mięso i produkty roślinne, które wcześniej doprowadziło do zapaści naszego eksportu żywności. Dobrą wiadomością, choć raczej na skalę lokalną, było podpisanie we wrześniu 2009 r. porozumienia o żegludze na Zalewie Wiślanym, który otworzył dla statków Cieśninę Pilawską, a co za tym idzie położone nad zalewem porty (port morski w Elblągu, a także mniejsze porty we Fromborku czy w Tolkmicku). Realnym sukcesem było natomiast uzyskanie zgody Rosji na otwarcie nieba nad Syberią dla samolotów LOT-u. Dzięki temu czas lotu do Azji Wschodniej skrócił się o trzy godziny. Polskie linie lotnicze mogły, po dwóch latach od klęski na trasie do Pekinu, wrócić na azjatyckie niebo, otwierając połączenie z Wietnamem.

W zamian Rosja chciałaby wykorzystać Polskę w charakterze pomostu do Europy. W każdym znaczeniu tego słowa. Moskwa od wielu miesięcy stara się o zgodę na dostęp do polskiej sieci energetycznej, by za jej pośrednictwem podłączyć się do unijnego rynku prądu. Zbliżeniu rosyjskiej stolicy miałaby też służyć budowa linii szybkiej kolei Sapsan przez Polskę do Niemiec. Gestem wobec Rosjan była także zgoda Polski na wwożenie do naszego kraju 600 litrów paliwa w bakach ciężarówek zamiast 200 jak do tej pory. Porównując rosyjskie i polskie ceny benzyny, pozwoli to przewoźnikom ze Wschodu zaoszczędzić na kursie o niemal 900 zł więcej niż do tej pory.

Ocieplenie stosunków z Polską może też ułatwić Moskwie porozumienie z UE. Jak ujawnił na początku roku, jeszcze przed katastrofą smoleńską „Russkij Newsweek”, to właśnie Ambasada FR w Warszawie zasugerowała centrali zmianę retoryki w sprawie Katynia, by w ten sposób uniknąć wetowania kolejnych unijno-rosyjskich inicjatyw przez Polaków. Rosja – poprzez debatowany właśnie pakiet Partnerstwo dla Modernizacji – ma zamiar pozyskać zachodni know-how dla budowy nowoczesnej gospodarki.

Realnie najważniejszym efektem wizyty może się stać powołanie polsko-rosyjskiej grupy pracującej nad polepszeniem klimatu dla biznesu. – W dziedzinie troski o interesy własnych inwestorów na rynkach wschodnich powinniśmy brać przykład z Niemiec, którzy są w tej dziedzinie niedoścignionym wzorem. Brak tego typu instytucji dowodzi pewnej słabości państwa polskiego – przekonuje Paweł Zalewski.

Brakuje instytucji, które pomagałyby biznesowi na trudnym rynku rosyjskim

Boris Kuzniecow

Centrum Polityki Międzynarodowej i Regionalnej w Petersburgu

Czy ocieplenie stosunków z Rosją przyniosło Polsce korzyści gospodarcze?

Tak. Widać to po wzroście wymiany handlowej. Dynamicznie rozwija się współpraca między portami w Gdańsku i Petersburgu, nieźle rozwija się kooperacja w branży budowlanej czy obróbki drewna. Także umowa z Gazpromem świadczy o ociepleniu relacji. W Polsce wzbudza kontrowersje, ale możecie być pewni, że gdyby negocjacje odbywały się przed katastrofą smoleńską, Rosjanie nie zgodziliby się np. na Gaz-System w charakterze operatora systemu. W każdej trudnej kwestii wykorzystywano by argument Nord Streamu: albo się zgodzicie na nasze warunki, albo zrezygnujemy z tranzytu od razu po uruchomieniu rury.

Poziom inwestycji jest słaby. Czego zabrakło?

Brakuje instytucji, które pomagałyby polskim przedsiębiorcom odnaleźć się na rosyjskim gruncie. Np. w Petersburgu istnieje dom niemieckiej gospodarki, który realnie pomaga rodzimym biznesmenom: wyszukuje partnerów, przeprowadza krętymi ścieżkami rosyjskiego ustawodawstwa. Poza tym w naszych relacjach wciąż funkcjonują stereotypy. Choćby o priorytecie dla polskich produktów rolnych, które przegrywają z konkurencją ze strony Holendrów i Bałtów.

Podobieństwa kulturowe pomagają inwestorom?

Polacy o wiele lepiej odnajdują się w Rosji niż Niemcy. Wiedzą, kiedy dać prezencik, łapówkę, do kogo się uśmiechnąć. Czują się jak ryba w wodzie. Dla Niemca początek interesów w Rosji wiąże się z szokiem kulturowym.