– Nie każda zima odbije się negatywnie na wynikach branży budowlanej. Dotyczy to tylko sytuacji, w której przedłużające się mrozy nie pozwalają na planowe rozpoczęcie robót budowlanych i opóźniają pracę – mówi Adrian Kyrcz, analityk IDMSA.

>>> Czytaj też: Atak zimy może mocno stopić zyski ubezpieczycieli

Tak stało się na początku tego roku, gdy notowane na GPW spółki budowlane pokazały bardzo słabe wyniki za pierwszy kwartał. Paradoksalnie jednak inwestorzy nie zareagowali wyprzedażą akcji. Przeciwnie. W pierwszych miesiącach 2010 r., jeszcze przed publikacją wyników za okres styczeń – marzec, branżowy indeks WIG Budownictwo wzrósł aż o 17 proc. To wynik trzy razy lepszy od tego, który w tym czasie osiągnął indeks szerokiego rynku WIG.

– Dla inwestorów nie była to pierwsza zima. Czynniki sezonowe są przez nich uwzględniane w wycenie spółek – mówi Krzysztof Kaczmarczyk, analityk Credit Suisse. Według niego na polskiej giełdzie jest wciąż zbyt mało firm, by ostrzejsza zima miała wpływ na indeksy. Widać to w branży transportowej, która na parkiecie jest reprezentowana wyłącznie przez Pekaes. Podobnie jest z branżą ubezpieczeniową, której przedstawicielem na GPW zajmującym się sprzedażą polis komunikacyjnych jest PZU.

Gwałtowne ruchy cenowe mogą wystąpić, kiedy dochodzi do nieoczekiwanych wydarzeń jednorazowych powiązanych z aurą. Na przykład wstrzymania produkcji przez firmę chemiczną, gdy wprowadza się oszczędności w dystrybucji gazu podczas ostrych mrozów.

W innej sytuacji jest branża spożywcza. Dla niej ostra i przedłużająca się zima niesie ryzyko mniejszych zbiorów, które wiąże się z wyższymi cenami płodów rolnych będących surowcem do produkcji artykułów spożywczych. Może to negatywnie wpłynąć na rentowność branży. Jednak wpływ na cenę widoczny jest dopiero wiosną, gdy można już oszacować wielkość przyszłych zbiorów.