Jeśli do końca roku nie przyjmie nowej ustawy podatkowej, wszystkie ulgi wygasną. A to, jak ostrzegają ekonomiści, mogłoby zdusić z trudem rozwijającą się gospodarkę.

Biały Dom zawarł porozumienie z Republikanami, które zakłada wydłużenie o kolejne dwa lata wszystkich ulg podatkowych wprowadzonych jeszcze przez George’a W. Busha. Demokraci chcieli, aby z preferencyjnego traktowania mogły korzystać tylko te rodziny, które zarabiają mniej niż 250 tys. dolarów rocznie (czyli 98 proc. gospodarstw domowych). W zamian za zgodę na ulgi Obama uzyskał od Republikanów przedłużenie o 13 miesięcy nadzwyczajnych subwencji dla bezrobotnych.

>>> Zobacz także: Bezrobocie w USA wzrosło, choć są sygnały poprawy gospodarki

Kompromis Białego Domu z Republikanami ma jednak także głębsze podłoże.

– Dotychczasowa polityka stymulowania przez państwo gospodarki nie spełniła oczekiwań. Bezrobocie pozostaje na rekordowym poziomie (9,8 proc.), a gospodarka rozwija się w tempie zaledwie 1 – 2 proc. Tymczasem nadzwyczajny pakiet pomocowy się kończy – mówi w rozmowie z „DGP” francuski ekonomista Daniel Cohen. Podatki to broń ostatniej szansy. Ale broń ryzykowna, bo uzgodnione między Obamą i Republikanami porozumienie oznacza dodatkowe obciążenie dla skarbu państwa o 900 mld dolarów przez dwa lata w postaci mniejszych dochodów fiskalnych i większych wydatków socjalnych. To nawet nieco więcej niż pakiet stymulacji gospodarki wylansowany w zeszłym roku przez Baracka Obamę.

Rentowność amerykańskich obligacji skoczyła z 2,93 do 3,13 proc., bo inwestorzy obawiają się, czy Waszyngton kiedykolwiek spłaci narastającą górę długu. Zobowiązania państwa już teraz wynoszą 94 proc. PKB USA (14 bln dolarów). Tyle że w przeciwieństwie do państw Unii Biały Dom na razie nie myśli o ograniczeniu deficytu. Zaś Rezerwa Federalna, która kilka tygodni temu zapowiedziała zakup amerykańskich obligacji za 600 mld dolarów, taką strategię wspiera.

– Nie zamierzamy podjąć w tym i przyszłym roku żadnych działań, które mogłyby utrudnić przełamanie złej koniunktury – powiedział we wtorek w programie „60 minutes” prezes Fed Ben Bernanke.