Banki emitujące karty zabiegają o to, by ich właściciele mieli wysokie rabaty w wybranych placówkach handlowych. Zwiększa to bowiem atrakcyjność plastikowego pieniądza. Zachęca to użytkowników kart do częstego posługiwania się nimi, a więc zwiększa dochody banku. Może na tym także zarobić właściciel sklepu, ale jak zauważają specjaliści, nie każdego i nie zawsze.

Kosztowna promocja

Korzystna jest na pewno promocja. Informacja o sklepie i stosowanych przez niego upustach trafia do klientów banku. W dokumentach i na stronie internetowej banku mogą się znaleźć logo sklepu oraz dodatkowe informacje: adres, godziny otwarcia itp.

Włączenie sklepu do programu rabatowego ekskluzywnej linii kart także jest jeszcze bardziej korzystne. Sklep zyskuje bowiem prestiż, jaki przypisany jest do takiego produktu. Klienci postrzegają go jako placówkę ekskluzywną, wyjątkową, dostępną tylko dla wybranych, co ma wpływ na ostateczną wysokość rachunków.

Ale ta promocja kosztuje. Pokrycie różnicy między ceną towaru dla zwykłego klienta a takiego, który posługuje się kartą, leży zazwyczaj po stronie właściciela sklepu. Dokładne sposoby rozliczenia między placówką handlową a instytucją finansową owiane są tajemnicą. Jak informuje Dorota Szostek-Rusiecka z biura prasowego banku City Handlowy, negocjacje prowadzone są indywidualnie, za każdym razem inaczej. Wiadomo jednak, że jeżeli bankowi zależy na jakiejś placówce, jest skłonny pójść na pewne ustępstwa.

A kwoty wchodzące w grę nie są małe. Jak uważają specjaliści, aby rabat miał sens powinien wynosić od 5 proc. w górę. Czasem pochłania on dużą część zysku placówki handlowej.

Negocjując z bankiem zasady rozliczenia rabatu, trzeba także pamiętać, że wystraszone kryzysem instytucje finansowe w ostatnich latach raczej starają się ograniczyć, niż rozwijać akcję kredytową. Na pewno zatem są dzisiaj mniej skłonne do negocjacji z właścicielami sklepów niż jeszcze kilka lat temu.

Korzystne upusty

Nie znaczy to jednak, że na rabatach nie da się zarobić. Uczestnictwo w programach tego typu, jak zauważają specjaliści, opłacalne jest jednak przede wszystkim w placówkach pracujących na stosunkowo wysokich marżach. Nie jest ich mało. To wszelkiego rodzaju butiki, sklepy z ekskluzywną odzieżą, biura podróży, hotele, gabinety masażu, spa, wypożyczalnie samochodów, stadniny koni. – Jeżeli ich marże wynoszą 20 i więcej proc., są w stanie bez większego wysiłku właścicielom karty dać 5 – 10 proc. upustu – uważa Wojciech Głąbicki, niezależny ekspert rynku kredytów.

Na przykład Perfect Group, mająca siedem sklepów z ekskluzywną odzieżą właścicielom prestiżowych kart kredytowych PKO BP udziela 10-proc. rabatu. – To dla nas opłacalne – mówi jeden z menedżerów tej sieci. – Korzyści jest dużo, a cena mimo wszystko niewielka. Zniżka pozwala nam odróżnić się od konkurencji. I dobrze wpływa na nasz image.

Korzystne może być także, jak zauważają specjaliści, wejście do programu rabatowego tzw. kart dedykowanych. Banki od czasu do czasu wypuszczają produkty tego typu skierowane do bardzo konkretnego odbiorcy. Może to być na przykład karta dla osób dużo podróżujących, kobiet, rowerzystów, właścicieli telefonów komórkowych konkretnego operatora. Bankowi zależy wtedy na włączeniu do programu jak największej liczby sklepów z odpowiednim asortymentem.

FMCG raczej nie

Ze świecą szukać w programach rabatowych sieci sklepów handlujących produktami spożywczymi (FMCG) udzielających istotnych zniżek. – Pracują na minimalnym zysku, więc nie mają z czego udzielać upustu – uważa Głąbicki.

Wysokie zniżki rzadko także zdarzają się w sieciach sklepów handlujących AGD, sprzętem RTV, elektrycznym, nie mówiąc już o marketach budowlanych.

– Nasza marża wynosi kilka procent – mówi Marcin Woźnicki, menedżer w jednej ze znanych polskich sieci sklepów spożywczych. – Promocja na pewno się liczy, ale nie bardzo mamy możliwość, by pokryć ją ze zwiększonych obrotów.

Choć zdarzają się wyjątki. Właściciele karty jednego z banków dostają rabaty we wszystkich sklepach Carrefour. Także delikatesy Piotr i Paweł udzielają 5-proc. zniżki na zakupy posiadaczom niektórych kart.

Przed podpisaniem umowy z bankiem warto zatem zważyć plusy i minusy takiej współpracy. Tak aby przynosiła korzyści obu stronom. Nie tylko jednej, tej silniejszej.