Branże, firmy lub produkty, które wkrótce zyskają na popularności, zapewnią najlepsze zyski.
Na początku było Słowo – tak zaczyna się Stary Testament, jedna z najważniejszych ksiąg cywilizacji łacińskiej. Poszukiwanie tajemniczego zaklęcia, które przyniesie odkrywcy majątek, powodzenie, zdrowie i długowieczność jest jednym z najczęściej powtarzających się tematów kultury zachodniej. Za sprawą rozwoju przestrzeni wirtualnej, a szczególnie handlu domenami, czyli adresami internetowymi, zmaterializował się on, nomen omen, niemal dosłownie.

Cenne litery

Kilka napisanych w odpowiednim miejscu i czasie liter jest w stanie przynieść fortunę. W pierwszej dziesiątce najdroższych domen w historii znajdują się, jak łatwo zgadnąć, dwa adresy związane z branżą erotyczną (sex.com oraz porn.com), za które zapłacono odpowiednio 13 i 9,5 mln dol. Ale największą fortunę przyniosła fraza PrivateJet. W ubiegłym roku anonimowy nabywca (zapewne firma lotnicza) zapłacił za nią 16 mln dol. W polskiej przestrzeni wirtualnej zyski z adresów nie są tak imponujące, chociaż także nie do pogardzenia. Na sto najdroższych domen z końcówką .pl, jak podaje zajmująca się handlem wirtualnymi adresami spółka Adips z Zielonej Góry, wydano w 2012 roku w sumie 858,6 tys. zł. Najwyższą cenę uzyskał sprzedany za pośrednictwem platformy AfterMarket.pl, wydawać by się mogło banalny, adres l.pl (litera el). Anonimowy nabywca zapłacił za niego 85 tys. zł. Choć ceny krajowych domen wciąż są na znacznie niższym poziomie niż w Stanach Zjednoczonych, Polska wydaje się miejscem dającym korzystne szanse na zyski. W „krajowej” przestrzeni wirtualnej (oczywiście, poza wyjątkami, nie ma ona granic narodowych) zarejestrowanych jest bowiem 2,5 mln domen. Tymczasem dwa razy większe pod względem liczby mieszkańców Niemcy mają ich ponad pięć razy więcej, ok. 15 mln, Wielka Brytania – ponad 10 mln. – Internet coraz bardziej będzie się komercjalizował - uważa Maciej Broński, analityk branży. – Tymczasem w Polsce większość firm nadal prowadzi biznes wyłącznie w realu. Jest więc szansa na większe zyski z handlu domenami niż za Oceanem, gdzie przestrzeń wirtualna została w zasadzie zagospodarowana.

Giełda adresów

Największe zyski, jak w przypadku każdej zmiany technologicznej, osiągają ci, którzy pierwsi zajmują pozycje inwestycyjne. Zarabianie na domenach jest proste. Nie trzeba prowadzić firmy, ani bić się o klienta. Wystarczy komputer i czas. Prócz tego biznesem tym jednak rządzą takie same prawa jak innym. Trzeba mieć dobry produkt (domenę), ewentualnie tanio kupić i drożej sprzedać.
Warto zatem nabywać lub tworzyć rokujące, mające największy potencjał, adresy. Jeżeli zatem pojawia się przekonanie, najlepiej poprzedzone dokładną analizą wybranego rynku, że niebawem rozwijać się będzie konkretna branża, marka, artykuł, warto sprawdzić czy adresy z nimi związane (bądź pokrewne) nie są aby wolne.
W praktyce jednak, mimo niewielkiej liczby zarejestrowanych nazw, większość mających potencjał fraz jest już, jak twierdzą analitycy, zajęta. – Handel domenami przypomina obrót na giełdzie – mówi Maciej Broński. – W obu przypadkach, gdy informacja pojawia się w przestrzeni medialnej, jest już za późno by na jej podstawie inwestować. Najwięcej można zarobić podejmując działania wyprzedzające.
Domeny przejmowane są za pośrednictwem rejestratorów (na przykład Home i NetArt). Aby stać się właścicielem adresu wystarczy przesłać, potwierdzić dane i wnieść opłatę (kilkanaście zł). Z drugiej ręki natomiast adresy można kupić na giełdach (nazwy.pl, gielda-domen.pl, ovh.pl). Ceny są różne: od kilkudziesięciu zł do wielu tysięcy zł (ofert sprzedaży jest obecnie w sieci ok. 100 tys.). Trzeba pamiętać, że adresy muszą być regularnie, najczęściej raz w roku, opłacane. Może się zatem zdarzyć, że sama nazwa będzie tania, ale jej odnowienie – kosztowne. Dlatego przed zakupem warto poznać szczegóły transakcji. Serwisy mają bowiem różną politykę sprzedaży.

Grosz do grosza

Obrót domenami odbywa się szybko. Adresy zmieniają właścicieli, są zwalniane i rejestrowane na nowo. Dlatego do inwestycji w nazwę warto zatrudnić wyspecjalizowaną firmę, która będzie monitorować jej aktualny status. Przechwycenie domeny, w zależności od końcówki i wyznaczonego priorytetu (czasu wykonania usługi), kosztuje od 10 do 50 zł. Za adres z końcówką zagraniczną (.de czy .fr) trzeba zapłacić od 15 do 30 euro.
Ale nie tylko kupno i sprzedaż adresu może przynieść zyski. Po przejęciu nazwy można zarabiać także na parkowaniu, czyli umieszczaniu reklam (bądź linków) na zarejestrowanej stronie. Powinny być one, jak radzą specjaliści, dopasowane tematycznie do profilu strony. Odwiedzający adres mogą zapewnić właścicielowi domeny niewielki zysk (kliknięcie w reklamę może przynieść od kilku do kilkudziesięciu groszy).
Niektórzy próbują rejestrować nazwy popularnej domeny z błędem (np. Gazata.pl, WO.pl, Gogle.pl czy Allehro.pl). Internauci często się mylą wpisując adresy. Dlatego zdefektowane adresy mogą generować wcale nie mały ruch, który pozwoli zarabiać na reklamach. Sposobem na dochód jest także cybersquatting, czyli rejestrowanie domen kojarzących się z dużymi korporacjami. Osoby prowadzące tego rodzaju działalność liczą na to, że w przyszłości sprzedadzą adres za znacznie wyższą kwotę. Zazwyczaj cybersquatterzy przechwytują wiele domen najwyższego poziomu (na przykład gazata.com, gazata.org czy gazata.net). Tego typu działalność, poza aspektem moralnym, bywa jednak ryzykowna. Po wykryciu, że nazwa została zarejestrowana przedsiębiorstwo może zarzucić właścicielowi, że przejął ją w złej woli. Kwestie sporne rozwiązywane są przez Polubowny Sąd ds. Domen Internetowych, który w przypadku wyroku może zasądzić odszkodowanie w wysokości od kilkuset do nawet kilkunastu tys. zł.
Trzeba zatem uważać, jak w przypowieściach, by słowo nie obróciło się przeciw jego właścicielowi.

Testowanie słowa

Przez zakupem domeny internetowej warto, jak radzą specjaliści, skorzystać z usługi DNT (Domain Name Tasting), która pozwala przetestować wybrany adres przez określony czas. Dzięki temu można się zorientować, ilu internautów wpisuje daną frazę, zagląda na stronę, i obliczyć ewentualne zyski zarówno z parkowania, jak i typo-, czy cybersquattingu.

Nie jest bowiem wykluczone, że strona nie stanie się atrakcyjnym marketingowo miejscem. W handlu domenami jednak nie należy nastawiać się na szybki i łatwy zarobek.

Czasami na zysk trzeba poczekać nawet kilka miesięcy lub lat. Warto jednak pamiętać, że w tym biznesie rzadko się zdarza, by mądrze zainwestowane pieniądze w końcu, prędzej czy później, nie zarobiły na siebie.