Panika na giełdach dała zarobić spekulantom

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
17 marca 2011, 06:26
Wczoraj orędzie do narodu wygłosił cesarz Japonii Akihito
Wczoraj orędzie do narodu wygłosił cesarz Japonii Akihito Fot. Reuters/Forum/DGP
Środa była okazją dla spekulantów. Akcje, które w poniedziałek i wtorek wyprzedawano, zyskiwały na wartości. Tokijska giełda częściowo odrobiła wczoraj rekordowe spadki z dwóch poprzednich dni. Nie znaczy to jednak, że sytuacja w Japonii przestała niepokoić inwestorów – na innych największych giełdach ceny akcji taniały.

Zbyt duża przecena

Indeks Nikkei 225 wzrósł wczoraj o 5,7 proc., zaś szerszy indeks tokijskiej giełdy – Topix – o 6,6 proc. To pozwoliło nieco odbić się po poniedziałku i wtorku, gdy Nikkei spadł o ponad 16 proc., co było najgorszym dwudniowym wynikiem od 1987 r. Ci, którzy kupili wyprzedawane w panice akcje, mogli liczyć na spore zyski. Wśród wczorajszych rekordzistów były m.in. Sony (wzrost o 8,8 proc.) czy Toyota, czyli firmy wcześniej najwięcej tracące.

– Rynek generalnie rozumie, że japońskie akcje zostały zbyt mocno wyprzedane – mówi Reutersowi Kazuhiro Takahashi, główny menedżer Daiwa Securities Capital w Tokio. W ciągu dwóch dni kapitalizacja spółek wchodzących w skład Nikkei 225 zmniejszyła się o 626 miliardów dolarów. Takahashi dodaje jednak, że niepewna sytuacja w elektrowni atomowej Fukushima wciąż wpływa na nerwowe zachowania inwestorów.

W ślad za Tokio nie poszły jednak giełdy europejskie i amerykańskie. Otworzyły się one wprawdzie na plusie, a w związku z osłabnięciem obaw o postawy japońskich podzespołów największe wzrosty notowały firmy motoryzacyjne i technologiczne, lecz później powróciły spadki i główne parkiety w Europie zakończyły dzień na 2-procentowym minusie. Choć na to wpłynęły także sytuacja w Libii i niepewność co do kondycji finansowej Portugalii.

Niepewne odbicie

Pomimo że wczoraj w Fukushimie doszło do kolejnego pożaru, inwestorzy bardziej już myślą o odbudowie, która siłą rzeczy będzie napędzać gospodarkę. – Kiedy problem z elektrownią atomową zostanie na dobre rozwiązany, rynek wróci do poziomu sprzed panicznej wyprzedaży, czyli do 9500 punktów – uważa Makoto Kikuchi z Myojo Asset Management. Dzięki wczorajszemu wzrostowi indeks Nikkei przekroczył 9000 punktów.

>>> Czytaj też: Japońska katastrofa pomogła Europie

Ale historia pokazuje, że wcale tak nie musi być, a przynajmniej że odbicie nie musi być szybkie. Po poprzednim wielkim trzęsieniu ziemi w Japonii, które w styczniu 1995 r. zniszczyło Kobe, indeks Nikkei spadł w ciągu tygodnia o 8 proc. W następnym tygodniu odrabiał straty, ale później znów zaczął tracić. Trend ten trwał aż do początku lipca, a wartość Nikkei spadła do poziomu o 25 proc. niższego niż przed trzęsieniem.

Wczoraj po raz trzeci interweniował Bank of Japan, wpuszczając na rynek kolejne 3,5 biliona jenów (43 miliardy dolarów). W poniedziałek i wtorek bank centralny wpompował równowartość 284 miliardów dolarów, co jednak nie powstrzymuje wzrostu kursu japońskiej waluty, który zbliża się do poziomu 80 jenów za dolara.

Nuklearne obawy zwiększają popyt na dwutlenek węgla

Ceny unijnych kwot emisji dwutlenku węgla sięgnęły rekordowych poziomów. To efekt zapowiedzi polityków, że po uszkodzeniach japońskich reaktorów Unia zastanowi się nad przyszłością energetyki jądrowej.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że plany przedłużenia terminu użytkowania istniejących elektrowni atomowych zostaną zawieszone na co najmniej trzy miesiące, a Szwajcaria wstrzymała plany budowy nowych reaktorów. W związku z tym cena kwot emisji dwutlenku węgla na londyńskiej giełdzie ICE Futures Europe wzrosła o 5,5 proc., do 16,60 euro za tonę.

System handlu kwotami emisji jest kluczowym elementem unijnego planu zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o 20 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r.

W poniedziałek komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard przedstawiła plan działania do 2050 r., podkreślając, że jeśli kraje członkowskie będą oszczędniej gospodarować energią, możliwa jest redukcja o 25 proc. Siedmiu ministrów środowiska postuluje nawet zmniejszenie emisji o 30 proc.

Analitycy mówią jednak, że odejście od relatywnie czystej energii nuklearnej może uniemożliwić realizację tych planów. Według Heiko Siemanna z UniCredit decyzja niemieckiego rządu o nieprzedłużaniu eksploatacji elektrowni spowodowałaby zwiększenie emisji CO2 do 2020 r. o 700 mln ton.

Elektrownie jądrowe dostarczają ok. 30 proc. zapotrzebowania UE na energię.

bjn, euobserver

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: giełda
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj