Kreml oskarża Rygę i grozi odwetem
We wtorkowym komunikacie SWR napisano, że Kijów miał rzekomo przekonać Rygę, by zezwoliła Ukrainie na takie operacje. Dodano, że ukraińscy operatorzy dronów mieli zostać już rozlokowani na terenie pięciu łotewskich baz wojskowych.
"Można jedynie współczuć naiwności łotewskich władz. Współczesne narzędzia wywiadowcze pozwalają z dużą dokładnością ustalić współrzędne miejsca startu bezzałogowego statku powietrznego. Wiarygodne dane można również uzyskać poprzez analizę szczątków drona (…). Warto jednak zauważyć, że współrzędne centrów decyzyjnych na terytorium Łotwy są dobrze znane, a członkostwo tego kraju w NATO nie ochroni wspólników terrorystów przed zasłużonym odwetem" – czytamy w komunikacie rosyjskich służb.
Kreml szuka usprawiedliwienia własnej nieudolności
Bartosz Chmielewski mówi, że temat nie jest nowy. Kreml oskarża państwa bałtyckie o ułatwianie ukraińskiej armii prowadzenia nalotów dronowych, np. poprzez udostępnianie przestrzeni powietrznej, już od miesiąca. I za każdym razem Łotwa, Litwa, Estonia i Ukraina ostro dementują te rosyjskie insynuacje.
Analityk wskazuje, że komunikat SWR nie jest – wbrew temu, co mówią niektórzy alarmistyczni eksperci – próbą szukania przez Rosję pretekstu do uderzenia na Łotwę. Według niego to kolejny element propagandowej kampanii Kremla na użytek wewnętrzny. Jej celem jest usprawiedliwienie przed opinią publiczną zupełnej bezradności rosyjskiej obrony przeciwlotniczej na obszarach oddalonych o setki kilometrów od frontu i granic Ukrainy.
– Kreml ma po prostu problem, bo Ukraińcy niemal codziennie atakują cele w północnej części Rosji – wczoraj, dziś, praktycznie bez przerwy. A jak widać, rosyjska obrona nie radzi sobie z neutralizowaniem tych dronów – wyjaśnia Chmielewski.
"Rosja nie robi tego celowo i świadomie"
W ostatnich tygodniach ukraińskie drony coraz częściej pojawiają się nad Finlandią czy krajami bałtyckimi. Fiński dziennik "Iltalehti", powołując się na źródło w NATO, pisał, że rosyjska armia dysponuje technologią umożliwiającą przekierowywanie bezzałogowców lecących na rosyjskie cele, takie jak rafinerie czy bazy wojskowe, w stronę Finlandii, Estonii czy Łotwy. Innymi słowy może celowo zmieniać tor lotu drona tak, by uderzał w kraj NATO.
Chmielewski zaznaczył, że wobec tych doniesień należy zachować ostrożność. – Jeśli drony lecą w pobliżu granic państw NATO i są zagłuszane przez rosyjskie systemy walki radioelektronicznej, to naturalne jest, że część z nich może przekraczać granicę albo spadać na terytorium państw bałtyckich czy Finlandii. Dlatego Rosja raczej nie robi tego celowo i świadomie – twierdzi ekspert.
