94 proc. Polaków boi się oszustwa przy zakupie używanego auta. Najsłabszym punktem rynku są pojazdy z importu [Komentarz ekspercki]

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
56 minut temu
skup aut używanych, sprzedaż samochodów, oszustwa
Zakup samochodu używanego. Na co uważać?/Shutterstock
Największe obawy kupujących budzą potencjalne manipulacje przebiegiem, ukryte uszkodzenia oraz niejasna historia pojazdu. Aż 16 proc. Polaków deklaruje, że padło już ofiarą poważnego oszustwa przy zakupie samochodu z drugiej ręki, a kolejne 29 proc. zetknęło się z drobniejszymi nieuczciwymi praktykami.

Problem nie dotyczy wyłącznie Polski – podobne zjawiska występują w całej Europie. Szczególnie widoczne są jednak w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który pozostaje głównym odbiorcą wyeksploatowanych aut z Zachodu. Mimo zmian prawa i rozbudowy bazy CEPiK importowane pojazdy nadal często trafiają do kraju z fałszywą historią i zaniżonym przebiegiem.

Rynek wtórny samochodów używanych

Zdecydowana większość samochodów poruszających się po polskich drogach została kupiona z drugiej ręki. Rynek wtórny rzeczywiście daje bardzo szeroki wybór, gdzie każdy może znaleźć ofertę przystającą do jego możliwości finansowych, kryje też jednak liczne pułapki, których Polacy są bardzo świadomi. Według badania przeprowadzonego przez CARFAX, 94 proc. kupujących na polskim motoryzacyjnym rynku wtórnym w mniejszym lub większym, stopniu obawia się potencjalnych oszustw w związku z taką transakcją (65 proc. bardzo, 29 proc. trochę). Badanie przeprowadzono również na rynkach hiszpańskim i włoskim. Dla porównania, w Hiszpanii takie obawy żywi 85 proc. kupujących (55 proc. bardzo, 30 proc. trochę), a we Włoszech – 82 proc. (43 proc. bardzo, 39 proc. trochę).

Oszustwa przy zakupie używanego auta

Aż 16 proc. badanych z Polski przyznało, że już kiedyś padli ofiarą poważnego oszustwa przy zakupie używanego auta – jak np. zmanipulowane dane w ogłoszeniu, nieujawnione zastawy lub obciążenia dotyczące danego auta, zmanipulowany przebieg czy nieujawnione poważne wcześniejsze uszkodzenia, a nawet próba sprzedaży pojazdu skradzionego lub ze sklonowanym numerem VIN. Klonowanie polega na przygotowaniu legalnie wyglądającej dokumentacji kradzionego auta, dzięki czemu pod względem formalnym imituje ono inny pojazd. Sprzedaż lub zakup takiego pojazdu potencjalnie może wiązać się z bardzo poważnymi konsekwencjami, od oskarżenia o współudział w oszustwie po problemy prawne związane z paserstwem.

W Hiszpanii ten odsetek jest podobny – 15 proc., a we Włoszech trochę niższy – 11 proc. Ciekawą różnicę widać natomiast w przypadku drobniejszych oszustw, jak np. niewielkie manipulacje przy przebiegu wystawionego na sprzedaż pojazdu czy nieujawnione drobne wcześniejsze uszkodzenia. W Polsce bezpośrednio zetknęło się z nimi 29 proc. respondentów, w Hiszpanii 19 proc., a we Włoszech 14 proc. Z żadnymi nieuczciwymi praktykami podczas kupowania używanego auta nigdy nie spotkało się – lub nie ma świadomości że padło ofiarą oszustwa – 56 proc. kupujących w Polsce, 67 proc. w Hiszpanii i aż 75 proc. we Włoszech.

Problem całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej

W innych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej statystyki oszustw wyglądają bardzo podobnie, ten rynek nie jest pod tym względem niechlubnym wyjątkiem. Kraje takie jak Czechy, Słowacja, Węgry czy Rumunia zmagają się z analogiczną plagą ukrytych wad i manipulacji przebiegiem. Wynika to z faktu, że państwa regionu CEE pełnią często rolę „odbiorców końcowych” dla wyeksploatowanych pojazdów z Zachodu.

Polecamy: Kodeks kierowcy 2026

Główne źródło aut używanych

Głównym źródłem aut używanych dla Polaków, niezmiennie od lat, pozostają Niemcy - to stamtąd pochodzi ponad połowa importowanych do nas pojazdów. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że choć niemieckie prawo bardzo surowo karze manipulacje przy licznikach, a tamtejszy rynek wewnętrzny uchodzi za uporządkowany, problem pojawia się na etapie eksportu. Samochody powypadkowe lub z ogromnymi przebiegami często w magiczny sposób „gubią” kilometry i niewygodną historię, buduje to nieodparte wrażenie, że wręcz systemowo się tam ją ukrywa pod płaszczykiem ochrony danych.

Walka z patologiami na motoryzacyjnym rynku wtórnym. Co na to prawo?

W ostatnich latach polskie władze podjęły szereg prób walki z patologiami na motoryzacyjnym rynku wtórnym. Przełomowym krokiem było wprowadzenie w 2019 roku nowelizacji Kodeksu karnego (art. 306a), uznającej cofanie licznika za przestępstwo zagrożone karą od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Karalne stało się nie tylko fizyczne zmodyfikowanie wskazań drogomierza, ale także samo zlecenie takiej usługi. Równolegle sukcesywnie rozbudowywano system CEPiK oraz e-usługę Historia Pojazdu, która pozwala potencjalnym nabywcom na bezpłatne sprawdzenie podstawowych danych o aucie, w tym przebiegów notowanych podczas corocznych badań technicznych i kontroli drogowych.

Czy te działania okazały się skuteczne? Niestety, tylko częściowo. Z jednej strony, groźba więzienia drastycznie ograniczyła proceder „korygowania” liczników w autach, które od lat są zarejestrowane w kraju – ryzyko wpadki stało się zbyt duże. System jednak wciąż pozostaje bezradny wobec aut świeżo importowanych. Nieuczciwi handlarze masowo cofają liczniki samochodów sprowadzonych z zagranicy jeszcze przed ich pierwszą wizytą w polskiej Stacji Kontroli Pojazdów – przez to do państwowej ewidencji od razu trafia zafałszowana wartość. Ponadto rządowe bazy rzadko posiadają szczegółowe informacje o szkodach całkowitych czy poważnych wypadkach, do których doszło za granicą. W efekcie wprowadzane zmiany prawne ograniczyły jedynie krajowe oszustwa, ale nie rozwiązały strukturalnego problemu nieprzejrzystego importu, zmuszając kupujących do nieustannej czujności. Mimo oczywistego przestępstwa w przypadku tzw. klonowania tożsamości pojazdu, brak skutecznych metod wymiany informacjami pomiędzy krajami (w tym nawet EU) wciąż pozwala „legalizować” skradzione pojazdy. W takim przypadku jedynie międzynarodowe bazy danych (jak np. CARFAX) mogą być pomocne w rozpoznaniu symptomów takich działań. Zwrócić uwagę powinny np. przeplatające się w datach czynności administracyjne (np. przeglądy okresowe) realizowane w różnych krajach jednocześnie lub zmiany właścicieli odbywające się naprzemiennie w dwóch różnych krajach.

Wrak na wagę złota, czyli drugie życie "szkody całkowitej"

Warto wspomnieć również o niezwykle lukratywnym i niebezpiecznym procederze, który budzi rosnący niepokój ekspertów – handlu autami po tzw. szkodach całkowitych. Przeglądając europejskie i amerykańskie portale aukcyjne, z którymi polski rynek wtórny jest mocno powiązany, można natknąć się na paradoks: doszczętnie rozbite, spalone lub zalane wraki nierzadko licytowane są za kwoty przyprawiające o zawrót głowy. Dlaczego ktokolwiek decyduje się płacić ogromne pieniądze za stertę pogiętej blachy?

Odpowiedź kryje się w dwóch rynkowych patologiach. Po pierwsze, zakup całkowicie zniszczonego auta to często inwestycja w „papiery”. Wrak kupowany jest wyłącznie dla jego legalnych dokumentów i nienaruszonego pola z numerem VIN, które stanowią bazę do wspomnianego wcześniej procederu klonowania - legalizują skradziony pojazd tej samej marki i w tym samym kolorze. Drugi powód to tzw. „rzeźbienie” lub „lepienie” aut. Wraki trafiają do nieuczciwych warsztatów, gdzie tanim kosztem, z pominięciem jakichkolwiek procedur bezpieczeństwa (np. poprzez łączenie połowy jednego auta z połową drugiego), są wizualnie doprowadzane do stanu używalności, by ostatecznie trafić na polski rynek jako „bezwypadkowe okazje”. Często też, w przypadku mniejszych uszkodzeń strukturalnych, wrak traktowany jest jako cenny dawca części zamiennych, które zasilają szarą strefę handlu podzespołami, która również od lat nie może doczekać się rozwiązań uszczelniających procesy. Pozostaje mieć nadzieję, iż wprowadzane niedługo nowe unijne przepisy w sprawie wycofywania aut z eksploatacji okażą się skuteczniejsze od polskich regulacji dotyczących „kręcenia liczników”.

Motoryzacyjne podziemie: zyski dla oszustów, zagrożenie dla uczestników ruchu i nowych właścicieli

Na tle Europy Zachodniej Polska niestety jawi się jako jeden z głównych hubów dla tego typu działalności. W wielu krajach zachodnich orzeczenie poważnej szkody całkowitej i wypłata odszkodowania trwale wykluczają pojazd z możliwości ponownej rejestracji, przez co staje się niemal bezwartościowy. W Polsce luki w systemie i stosunkowo łagodne procedury ponownego dopuszczania do ruchu sprawiają, że takie auto można „wskrzesić”. To dlatego polscy handlarze i wyspecjalizowane w tym procederze grupy są w stanie przebić na zagranicznych aukcjach niemal każdego licytującego - doskonale wiedzą, że inwestycja w zniszczony pojazd zwróci się na naszym rynku z gigantyczną nawiązką.

Skala problemu jest zatrważająca. Według szacunków ekspertów rynkowych, każdego roku do naszego kraju trafiają tysiące aut, które w swoich krajach ojczystych zostały ostatecznie spisane na straty. Tworzy to potężną gałąź motoryzacyjnego podziemia, która nie tylko generuje ogromne zyski z oszustw, ale przede wszystkim wypuszcza na polskie drogi tysiące pojazdów stanowiących duże zagrożenie dla ich nowych, nieświadomych niczego właścicieli, oraz dla innych uczestników ruchu.

W badaniu CARFAX wzięły udział osoby, które w ostatnich 12 miesiącach kupiły auto z drugiej ręki, albo zamierzają to zrobić w ciągu roku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj