"Dowództwo nie toleruje kompromisów i nie dopuszcza alternatywnych opinii"
O fali odejść zaprawionych w bojach oficerów z ukraińskiej armii pisze niezależny serwis Militaryland.net. Jednym z nich jest 45-letni płk Kaszczenko – bohater walk w Donbasie w 2014 r. W toku trwającej wojny najpierw dowodził 58. Brygadą Zmechanizowaną, potem został zastępcą dowódcy Sił Operacji Specjalnych SZU, a następnie zastępcą dowódcy 20. Korpusu Armijnego.
Kaszczenko wyjaśnił powody odejścia w rozmowie z ukraińskim serwisem NV. Chociaż skrytykował obecną atmosferę w armii pod rządami Syrskiego, zaznaczył, że nie żywi osobistej urazy wobec naczelnego dowódcy. Przypomniał, że awansował jeszcze w czasach, gdy Syrski dowodził wojskami lądowymi SZU.
– Głównym powodem mojego odejścia było to, że po odwołaniu Wałerija Załużnego Siły Zbrojne Ukrainy zaczęły dryfować w stronę totalitaryzmu i autorytaryzmu. To styl dowodzenia, który nie toleruje kompromisów i nie dopuszcza alternatywnych opinii. Każde odmienne zdanie jest odbierane jako wrogie, a z czasem sam zaczynasz być traktowany jak wróg. Miałem podstawy do odejścia i nie chciałem uczestniczyć w tym, co się dzieje – mówił.
Chcieli za wszelką cenę rzucić żółtodziobów do szturmu
Kaszczenko twierdzi, że przełomowym momentem była dla niego służba na stanowisku pełniącego obowiązki dowódcy 110. Brygady Zmechanizowanej. Twierdzi, że wywierano na niego presję, by rozpoczął szturm na pewną miejscowość, mimo niesprzyjających warunków.
– W tamtym czasie pojawił się rozkaz szturmu na określoną miejscowość, któremu się sprzeciwiłem. Zaproponowałem zamiast tego przygotowanie pozycji obronnych, odpowiednie wyszkolenie grup szturmowych, a dopiero później przeprowadzenie działań mających oczyścić teren z rosyjskich grup infiltracyjnych – relacjonował.
Oficer przekonywał przełożonych, że wielu świeżo zmobilizowanych żołnierzy trafia do działań ofensywnych bez odpowiedniego przygotowania bojowego i psychicznego. Podkreślał znaczenie stopniowego oswajania piechurów z realiami walki poprzez ograniczone starcia, zanim zostaną skierowani do większych operacji ofensywnych.
Oficerowie nie znoszą Syrskiego za mikrozarządzanie
Kaszczenko wspomniał również, że Syrski ma zwyczaj ingerowania w działania swoich podkomendnych na poziomie taktycznym. W jego opinii głównodowodzący zbyt mocno koncentruje się na działaniach brygad i korpusów, zamiast zajmować się długofalowym rozwojem armii i planowaniem strategicznym.
– Jego głównym zadaniem powinien być rozwój armii, a nie osobiste kierowanie pozycjami jednostek, tak jak dzieje się to obecnie. To, że stale przebywa w sztabach korpusów i brygad, nie jest dobrym sygnałem. Wiem to z własnego doświadczenia. Powoduje to niepotrzebną presję i dodatkowy stres dla oficerów wykonujących już zadania bojowe – wskazywał.
Dodał również, że dowódcy frontowi często są obarczani winą za utratę pozycji. Tymczasem wyższe dowództwo unika odpowiedzialności za błędne nominacje lub wadliwe planowanie operacji.
– Jeśli dowódca traci pozycję, natychmiast zostaje odsunięty i obarczony winą. Nikt jednak nie pyta, czy w ogóle był wystarczająco kompetentny, a przecież ktoś go na to stanowisko mianował – zauważył.
Nie zatrzymamy Rosjan własnymi ciałami, lecz technologią
Zdaniem Kaszczenki długoterminowa zdolność Ukrainy do utrzymania frontu w starciu z rosyjskimi siłami nie zależy od wyrównywania strat ludzkich, lecz od przekształcenia armii w formację rozwiniętą technologicznie i spójną operacyjnie.
– Musimy zrozumieć, że nie zatrzymamy rosyjskich ciał własnymi ciałami – podsumował.
