Terytorialsi szli do ataku na Rosjan. A nie powinni

Wieś Pryłuki znajduje się 10 km na północny zachód odHulajpola w obwodzie zaporoskim. 9 stycznia siły ukraińskie zaatakowały Rosjan, którzy wdarli się do miejscowości.

Ich pozycje – jak odnotował serwis Deep State UA, powołując się na geolokalizowane nagrania – szturmowali żołnierze ze 142. Brygady Zmechanizowanej Sił Zbrojnych Ukrainy wspierani przez oddział ze 108. Brygady Obrony Terytorialnej. Według późniejszych meldunków wspólna akcja pozwoliła ukraińskim wojskowym ustabilizować linię frontu przebiegającą przez Pryłuki.

Tyle tylko, że lżej uzbrojeni wojskowi Obrony Terytorialnej nie są przeznaczeni do prowadzenia działań szturmowych, ale wyłącznie do długotrwałego zabezpieczania pozycji i utrzymywania drugiej linii obrony. Wyszło na jaw, że zostali siłą zmuszeni do wzięcia udziału w ataku przez "kolegów" z 225. Pułku Szturmowego. Oto okoliczności tego incydentu, który mówi wiele o obecnej kondycji armii Kijowa.

Zamaskowani szturmowcy porwali terytorialsów

Napięcie pomiędzy brygadą terytorialsów a 225. Pułkiem Szturmowym, jak opisuje serwis Euromaidan Press, narastało od końca grudnia. Wtedy to dowództwo 17. Korpusu Armijnego nakazało 108. Brygadzie Obrony Terytorialnej – obsadzającej pozycje w rejonie Małej Tokmaczki, 20 km na zachód od Hulajpola – sformowanie nowej grupy bojowej pod dowództwem 225. Pułku Szturmowego.

Terytorialsi nie byli do tego przygotowani. Dlatego też rozkaz – jak relacjonował obserwator konfliktu Thorkill z X – "spotkał się z silnym sprzeciwem ze strony kadry oficerskiej i podoficerskiej 108. Brygady Obrony Terytorialnej, a formowanie grupy bojowej było nieustannie odkładane na kolejne dni".

To z kolei irytowało oficerów pułku szturmowego. "Niecierpliwe dowództwo 225. Pułku Szturmowego', jak pisał Thorkill, "postanowiło wymusić wykonanie rozkazu siłą". I tak 5 stycznia zamaskowani szturmowcy osaczyli żołnierzy 108. Brygady OT. Pogrozili im, a następnie wywieźli ich ciężarówkami z zajmowanych pozycji.

Dowódca 225. Pułku Szturmowego, Ołeh Szyriajew, zaprzeczał jakimkolwiek nadużyciom. – Nikt nikogo nie porwał. Nikt im nie groził – twierdził.

Część przeniesionych żołnierzy wróciła do macierzystej brygady w ciągu kilku dni. Jednak jak informował serwis Militaryland, około 20 pozostało pod dowództwem 225. Pułku i przechodziło dodatkowe szkolenie.

– Nie ma planów angażowania ich w operacje szturmowe – zapewniał Władysław Wołoszyn, rzecznik zgrupowania wojsk na południu Ukrainy. Wtórowała mu wojskowa rzeczniczka praw obywatelskich Olha Reszetyłowa. 7 stycznia zwołała ona spotkanie online wszystkich stron i stwierdziła, że sytuacja jest pod kontrolą.

Mimo zapewnień kilka dni później porwani i "przeszkoleni" terytorialsi zostali jednak nagrani, gdy szturmowali rosyjskie pozycje w rejonie Pryłuków.

Na południu Ukraina się wycofuje. Braki kadrowe widać jak na dłoni

Udział 108. Brygady Obrony Terytorialnej w operacjach szturmowych jest kolejnym objawem narastającego kryzysu kadrowego, z którym zmaga się Kijów. Podczas gdy ukraińskie wojska notują lokalne postępy w rejonie Kupiańska w obwodzie charkowskim i z trudem stabilizują front wokół Pokrowska i Myrnohradu w obwodzie donieckim, na południowym wschodzie – w obwodzie zaporoskim muszą ustępować pola.

Każdego miesiąca Ukraina traci więcej żołnierzy wskutek dezercji i działań rosyjskich, niż jest w stanie zrekrutować lub zmobilizować. To spirala kadrowego wyczerpania, która tłumaczy, dlaczego obrona coraz częściej opiera się na dronach, artylerii i polach minowych, a nie na piechocie.

Równolegle Rosja, regularnie uzupełniająca straty świeżymi rekrutami, przechodzi do ofensywy na większości odcinków frontu. Moskwa wciąż może "spalać" ludzi. Kijów — już nie.

Ta dysproporcja pogłębia napięcia między jednostkami pierwszej i drugiej linii. Niezależne wojska szturmowe, podporządkowane bezpośrednio gen. Syrskiemu, są skrajnie przeciążone i przerzucane między sektorami w desperackiej próbie powstrzymania równoczesnych rosyjskich natarć.

Pod koniec ubiegłego roku kilka takich jednostek, w tym elitarny 225. Pułk Szturmowy, zostało w pośpiechu przesuniętych z obwodu donieckiego do zaporoskiego, by zatkać rosyjską infiltrację w rejonie Hulajpola – niegdyś kluczowego punktu oporu na drodze do Zaporoża, miasta liczącego 700 tysięcy mieszkańców.

Było ich jednak za mało i dotarli zbyt późno. Hulajpole stało się strefą nieustannych walk, a Zaporoże znajduje się dziś niespełna 20 kilometrów od linii kontaktu.

Ukraina wkracza w piąty rok wojny z podstawowym problemem: ma za mało żołnierzy. Jeśli Kijów nie zdoła szybko zwiększyć liczebności piechoty, utrata kolejnych obszarów wydaje się nieunikniona.