Elitarni żołnierze Ukrainy osaczeni pod Pokrowskiem. Generalicja wróciła do najgorszych zwyczajów

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
dzisiaj, 10:16
[aktualizacja 26 minut temu]
Ukraińscy żołnierze ewakuują rannego z pola walki
Elitarni żołnierze Ukrainy osaczeni pod Pokrowskiem/Shutterstock
Część ukraińskich oddziałów została właściwie odcięta na północ od Pokrowska w obwodzie donieckim. Elitarny 7. Korpus Sił Szybkiego Reagowania Sił Zbrojnych Ukrainy publicznie apeluje o wycofanie z zagrożonych pozycji. – Konieczna jest rotacja. A pokonanie tych 26 km drogi przez "strefę śmierci" na pierwszą linię oznacza co najmniej trzy dni gwałtownych zrywów i zabawy w chowanego ze śmiercią. Rosyjscy operatorzy dronów znają tu każdy krzak jak siódmy poziom swojej ulubionej strzelanki – relacjonują w emocjonalnym wpisie.

Można ich zaopatrywać tylko przy użyciu dronów

Korpus utrzymuje linie obronne na północ od Pokrowska. W tym te, które wrzynają się klinem w rosyjskie pozycje między miejscowościami Hryszyne i Rodynśke. We wpisie na portalu X z niedzieli żołnierze jednostki informują, że obrońcy tego odcinka są właściwie odcięci:

"Rosjanie kontrolują dominujące wzniesienia i zabudowę miasta (Pokrowska – red.), rozmieścili systemy rozpoznania oraz walki elektronicznej i panują w powietrzu nad północnymi obrzeżami Pokrowska oraz na północny wschód od Hryszynego. Nasza logistyka do tych pozycji jest szczątkowa i możliwa wyłącznie drogą powietrzną – za pomocą dronów. Bezzałogowe pojazdy naziemne nie mają szans tam dotrzeć, ponieważ są niszczone przez rosyjskie drony FPV".

"Zabawa w chowanego ze śmiercią"

Żołnierze z 7. Korpusu stwierdzają, że oddziały na pierwszej linii wymagają rotacji. A ta jest niemal niemożliwa do przeprowadzenia. Między zapleczem a linią frontu rozciąga się bowiem 25-kilometrowa strefa śmierci, w której panują rosyjskie drony startujące z dogodnych pozycji w strefie przemysłowej Pokrowska i kopalń w Rodynśkiem. Jedynie niewielki fragment strefy można pokonać pojazdami opancerzonymi poruszającymi się w specjalnych tunelach z siatek – zresztą nieustannie dziurawionych przez bezzałogowce.

Sytuacja pod Pokrowskiem
Sytuacja pod Pokrowskiem/@7corpsDSHV

Pojazdy opancerzone z piechurami mogą dojechać najbliżej miejscowości Dobropillia, około 15 km w linii prostej od linii walk. "Gdyby podjechały bliżej, zostałyby po prostu spalone. Grupa jest widoczna jak na dłoni. Nad nią krążą drony rozpoznawcze, po czym spada ogień artylerii lub wyrzutni rakietowych. Trzeba albo szybko się przemieszczać, albo kryć się w osłonach" – czytamy w relacji.

Żołnierze 7. Korpusu dodają, że ich marsz na pierwszą linię nie odbywa się najkrótszą drogą, ponieważ zostaliby natychmiast wykryci i zabici przez rosyjskie bezzałogowce:

"Nasze 15 kilometrów zamienia się w 26 kilometrów marszu przez pasy drzew i wąwozy – umowną niebieską linię pokazano wyłącznie poglądowo – gdzie istnieje choć minimalna szansa ukrycia się. Pokonanie tych 26 kilometrów oznacza co najmniej trzy dni gwałtownych zrywów i zabawy w chowanego ze śmiercią. Latem ani mgła, ani deszcz nie utrzymują się tak długo. Cały teren jest wcześniej namierzony i stale obserwowany. Rosyjscy operatorzy dronów znają tu każdy krzak jak siódmy poziom swojej ulubionej strzelanki.

Tak, my również widzimy własną grupę i śledzimy ją za pomocą środków rozpoznania, ale nie jesteśmy w stanie jej ochronić. Każde zranienie za umowną linią miejscowości Szewczenkowe oznacza ewakuację wyłącznie pieszo. Dalej rozciąga się "szara strefa" – według DeepState są tam już obecni rosyjscy piechurzy. Oddział musi "przejść między kroplami deszczu" przez kolejne osiem kilometrów tego terenu. Szanse, że uda się to zrobić niezauważenie, są zerowe".

Nie da się utrzymać "kieszeni" pod Pokrowskiem

Żołnierze 7. Korpusu wskazują, że w związku z powyższą sytuacją utrzymanie "kieszeni" pod Pokrowskiem jest właściwie niemożliwe. Lokalne siły nie są w stanie zniszczyć wszystkich rosyjskich stanowisk dronowych ani wypchnąć rosyjskich wojsk z Hryszynego.

"Sam Pokrowsk musiałby stać się dla Rosjan strefą śmierci, przy jednoczesnym zabezpieczeniu naszej logistyki. Przeprowadzenie takiej operacji wymagałoby głębokich manewrów oskrzydlających i skoncentrowania sił w osobnym zgrupowaniu ofensywnym" – zaznaczyli żołnierze z 7. Korpusu.

Ukraińskie dowództwo wraca do najgorszych zwyczajów

Julian Roepcke, ekspert ds. bezpieczeństwa z niemieckiego "Bilda", skomentował na X, że desperacki apel wojskowych świadczy o powrocie ukraińskiego dowództwa do "najgorszych zwyczajów z dawnych czasów", gdy utrzymywało właściwie stracone pozycje na froncie za cenę niepotrzebnych strat.

"Można być pewnym w 100 procentach, że wcześniej zwracali się z tym do Sztabu Generalnego i spotkali się z odmową" – zaznaczył Roepcke.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj