Białoruś na celowniku Ukrainy. Jeden ruch Łukaszenki doprowadzi do wojny

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
dzisiaj, 09:35
Białoruś na celowniku Ukrainy. Jeden ruch Łukaszenki doprowadzi do wojny
Białoruś na celowniku Ukrainy. Jeden ruch Łukaszenki doprowadzi do wojny/East News
– Białoruś może stać się celem uderzeń wyprzedzających, jeśli zacznie przygotowywać się do agresji militarnej na Ukrainę – ostrzega Iwan Tymoczko, szef Rady Rezerwistów Wojsk Lądowych Ukrainy. Według niego białoruska armia ma obecnie "zbyt mały potencjał, by przeprowadzić skuteczną operację na dużą skalę". Wojskowy uważa, że działania Mińska to przede wszystkim próba politycznego szantażu.

Wypowiedź Tymoczki padła na antenie Ukraińskiego Radia. Przedstawił on bieżącą ocenę sytuacji na granicy ukraińsko–białoruskiej oraz nakreślił możliwe scenariusze rozwoju wydarzeń w kontekście narastających napięć między Kijowem a Mińskiem.

Jeśli Białoruś zacznie koncentrować siły i przygotowywać się do ataku, tak jak kiedyś zrobiła to Rosja, wszyscy rozumieją, że najprawdopodobniej nastąpią uderzenia wyprzedzające. I zarówno Łukaszenka, jak i Putin to rozumieją – podkreślił Tymoczko.

Przekroczą tę linię i pożałują. Ukraina szykuje uderzenie wyprzedzające

Tymoczko zauważył, że Białoruś ze względu na swoje ukształtowanie terenu nie nadaje się na bazę dla operacji ofensywnej. – Pod względem geograficznym i klimatycznym Białoruś nie jest krajem, który można wykorzystać jako potężną bazę wypadową do ofensywy. Do obrony tak, ponieważ ma bardzo zalesiony i bagnisty teren. Brakuje jej jednak głębi strategicznej – tłumaczy szef Rady Rezerwistów Wojsk Lądowych Ukrainy.

Ukraiński wojskowy uważa, że kluczowym czynnikiem powstrzymującym Mińsk przed zaangażowaniem w konflikt w Ukrainie są kwestie gospodarcze. Tymoczko przypomina, że przez Białoruś szerokim strumieniem płyną materiały o krytycznym znaczeniu dla rosyjskiego przemysłu.

Strach przed blokadą. Putin nie zaryzykuje utraty kluczowych szlaków

Rosja ma świadomość, że otwarcie ognia z terytorium Białorusi, czy to w kierunku Ukrainy, czy państw NATO, oznaczałoby natychmiastowe zablokowanie szlaków logistycznych. Z tego powodu eskalacja jest mało prawdopodobna, a obecne działania Mińska – według Tymoczki – są przede wszystkim próbą politycznego szantażu.

Dane wywiadowcze i szacunki ekspertów wskazują, że białoruskie siły zbrojne nie mają obecnie potencjału do przeprowadzenia samodzielnej operacji. Łączną liczebność tamtejszego personelu wojskowego szacuje się na około 60 tys. żołnierzy. Siły te są jednak rozproszone po całym kraju i muszą zabezpieczać wszystkie granice, a władze w Mińsku nie zdecydowały się na ogłoszenie powszechnej mobilizacji.

Magazyny świecą pustkami. Armia Białorusi zdolna tylko do prowokacji

Dodatkowo stacjonujący na miejscu rosyjski kontyngent jest liczy zaledwie od 2 do 5 tys. żołnierzy, co nie wystarczy do wymuszenia na Białorusi wejścia w wojnę. Kreml w dużej mierze "wyczyścił" już także białoruskie magazyny wojskowe, zużywając tamtejsze zapasy na potrzeby frontowe.

– Na dzień dzisiejszy nie jestem przekonany, czy Białoruś jest w stanie przeprowadzić prawidłowo zorganizowane działania wojskowe na poziomie operacyjnym. Mogą rozpocząć operację wojskową, ale jak ona się dla nich skończy i jakie konsekwencje przyniesie później, tego prawdopodobnie nie potrafi powiedzieć nawet sam Łukaszenka – ocenia Tymoczko, ostrzegając przy tym, że realnym zagrożeniem pozostają mniejsze akcje dywersyjne, sabotażowe oraz prowokacje na granicy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj