Światowe mocarstwa grają o Libię. Zobacz, kto rozdaje karty

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
18 marca 2011, 10:50
Mapa konturowa Libii
Mapa konturowa Libii/ShutterStock
Wczoraj Rada Bezpieczeństwa ONZ podjęła decyzję o interwencji wojskowej w Libii. Kraj posiada największe udokumentowane złoża ropy w Afryce i jest niezwykle ważnym partnerem strategicznym dla wielu państw Europy. Najbardziej zależne od libijskiej ropy są Włochy.

Rada Bezpieczeństwa ONZ poparła rezolucję, która wprowadza zakaz lotów nad Libią. Rezolucja, uchwalona z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii i przy poparciu USA i upoważniająca do "użycia wszelkich koniecznych środków" (czyli de facto do użycia siły militarnej), daje zielone światło do wprowadzenia strefy zakazu lotów wojskowych nad Libią i użycia wojsk przeciw armii Kadafiego w obronie ludności cywilnej.

Decyzja o interwencji w Libii przyszła tak późno, bo światowe mocarstwa grają o wpływy. Jedne opowiedziały się po stronie Kadafiego i liczą, że jeśli dyktator zostanie u władzy to "podziękuje" im kontraktami na inwestycje i dostawy ropy. Te państwa, które postawiły sięw opozycji do dyktatora, muszą zrobić wszystko, aby go obalić. 

Dyktator w wywiadach mówi, które koncerny po wojnie wyrzuci z kraju, a z którymi będzie robił interesy. Najwięcej stracą Francja, Włochy i Wielka Brytania. Zyskają sprzeciwiający się interwencji w Libii – Niemcy, Rosja, Chiny i Indie. Zresztą ostatnie trzy kraje nawet po nałożeniu embarga na Trypolis przez ONZ prowadziły interesy z dyktatorem.

Rosjanie, Chińczycy i Hindusi jeszcze na początku tygodnia wahali się, jak ustosunkować się do władz w Trypolisie. W poniedziałek dziennik „Financial Times” pisał, że rebelianci z Benghazi szantażują Moskwę, Pekin i Nowe Delhi zerwaniem kontraktów, jeśli te trzy stolice nie uznają ich za jedyny i prawowity rząd Libii. Rosja, Chiny i Indie powstrzymały się jednak od jednoznacznych deklaracji.

>>> Czytaj też: Naftowy sojusz Kadafiego: Rosja - Niemcy - Libia

Dlaczego Libia jest taka ważna?

Libia ma największe udokumentowane złoża ropy naftowej w Afryce (42 proc. zasobów Afryki i ok. 3 proc. zasobów światowych), a ponad 90 proc. eksportu libijskiej ropy trafia do państw UE. Dzienne wydobycie ropy wynosiło przed konfliktem blisko 1,8 mln baryłek.

Według danych z 2010 roku, 29 proc. eksportu libijskiej ropy trafia do Włoch, a libijska ropa zaspokajała 25 proc. krajowego zapotrzebowania Włoch na paliwo. Libia jest dla ENI, największego we Włoszech koncernu energetycznego, ważnym dostawcą gazu ziemnego.

14 proc. eksportu libijskiej ropy trafia do Francji, 11 proc. do Niemiec, 10 proc. do Hiszpanii, 10 proc. do Chin, 5 proc. do USA i 4 proc. do Wielkiej Brytanii. Od libijskiej ropy uzależnionych jest wiele państw europejskich.

>>> Polecamy: PGNiG, BP, Shell, OMC - wszyscy uciekają z Libii

Dyktator nie boi się interwencji ONZ

Libia nie odczuwa strachu po przegłosowaniu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji, która przewiduje ataki z powietrza na siły rządowe - oświadczył syn libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego, Saif al-Islam, cytowany przez amerykańską telewizję ABC News.

"Jesteśmy w naszym kraju z naszym ludem i się nie boimy" - podkreślił w piątek młody Kadafi.

"Nie boimy się. No, dalej! Nie boimy się. Nie pomożecie narodowi (libijskiemu), jeśli zamierzacie zbombardować Libię, żeby pozabijać Libijczyków. Zniszczycie nasz kraj" - grzmiał Saif al-Islam.

Według różnych źródeł, wprowadzenie zakazu lotów nad Libią może zająć nawet tydzień. Tak uważa szef sztabu amerykańskich sił powietrznych generał Norton Schwartz. "Będzie to bez wątpienia wymagało aktywizacji zasobów w Europie jak i tych znajdujących się w USA" - przypomina w piątek agencja Associated Press wypowiedź Schwartza przed senacką komisją ds. sił zbrojnych.

Z kolei przedstawiciel władz USA, na którego powołuje się BBC uważa, że ataki na lotnictwo Muammara Kadafiego mogą zacząć się do niedzieli. Jak pisze BBC, USA raczej nie będą uczestniczyły w pierwszych akcjach przeciwko Libii a Wielka Brytania i Francja, które najbardziej opowiadały się za wprowadzeniem strefy zakazu lotów, mogą zyskać wsparcie logistyczne z krajów arabskich.

Jak podkreśla agencja AP, USA udzieliły poparcia dla działań militarnych, choć część amerykańskich urzędników kwestionowała wprowadzenie zakazu lotów. Być może najbardziej sceptyczny był Pentagon, który uważa ustanowienie strefy zakazu lotów jako krok równoznaczny z wojną. Wielu przedstawicieli USA obawia się, że zaangażowanie w Libii wciągnie Amerykanów w kolejny kosztowny i krwawy konflikt w kolejnym, po Iraku, kraju arabskim.

362242-shutterstock-42874129.jpg
Widok na Trypolis, stolicę Libii
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj