Tylko od połowy lutego, gdy zaczęły się protesty w państwach północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, cena baryłki na giełdach skoczyła o 29 proc.

Norwegia – siódmy co do wielkości eksporter ropy naftowej – od lat wpłaca dochody ze sprzedaży tego surowca oraz gazu ziemnego na specjalny fundusz inwestycyjny. Ma on zapewnić dobrobyt mieszkańcom, gdy wyczerpią się zasoby. Zgodnie z obowiązującymi zasadami rząd może brać z niego tylko 4 proc. rocznie. Ale w związku z rosnącymi dochodami z ropy te 4 proc. oznacza coraz większe kwoty. A rozluźnienie polityki finansowej może w dalszej perspektywie zaszkodzić gospodarce.

>>> Czytaj też: Co robi z pieniędzmi Norwegia, najlepszy do zamieszkania kraj na świecie?

– W związku z powiększającym się funduszem z biegiem czasu coraz więcej pieniędzy może być wydawanych zgodnie z zasadami. Musi temu towarzyszyć odpowiedzialna polityka, by gospodarka nie zeszła z właściwej ścieżki – mówi Bloombergowi Audun Groenn, dyrektor MFW ds. krajów nordyckich i bałtyckich.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, przy pięciokrotnym wzroście cen ropy, wartość zgromadzonych na nim środków zwiększyła się ośmiokrotnie. Szacuje się, że do końca obecnej dekady powiększy się z 3 bln koron (prawie 1,5 bln zł) do 6 bln. W efekcie pieniądze dostępne w ramach 4-proc. progu wzrosną przez ten czas ze 121 mld (ok. 60 mld zł) do 243 mld koron. A trzeba podkreślić, że chodzi o kraj z wprawdzie bardzo rozbudowaną opieką socjalną, ale liczący niespełna 5 milionów mieszkańców.

– Jeśli ceny ropy pozostaną na obecnym poziomie przez resztę roku, dochody z jej sprzedaży będą o prawie 90 miliardów koron wyższe, niż zakładano, kiedy w październiku rząd przedstawiał budżet – napisał w analizie Danske Bank.

Te pieniądze mogą się przełożyć na wzrost gospodarczy – w zeszłym roku wyniósł on zaledwie 0,4 proc., w tym będzie to 2,5 proc., a w przyszłym 2,2. Ale mogą też zaszkodzić. Aby zrekompensować nadmierne wydatki rządowe i będącą konsekwencją tego zbyt dużą ilość pieniędzy na rynku, bank centralny sugerował, że już w maju podniesie stopy procentowe. To z kolei spowoduje wzrost kursu korony, co zaszkodzi eksporterom, a w rezultacie wzrost może się okazać mniejszy od prognoz.

MFW sugeruje, że Oslo powinno wydawać z funduszu nieco poniżej 4-proc. progu. Premier Jan Stoltenberg, który w ciągu pięciu lat urzędowania dwa razy przekroczył ten limit, jest przeciwny ustawowemu obniżeniu progu. Ale jednocześnie zapowiada, że w budżecie na przyszły rok poziom wydatków zostanie ograniczony.