W odpowiedzi na bardzo skromne limity cen kwalifikujące do dopłaty w programie „Rodzina na swoim”, firma Wawel Service stworzyła swój własny program dofinansowania kredytów. Zobowiązuje się do dopłaty 50% odsetek do rat kredytu w złotych maksymalnie przez 2,5 roku. Na pieniądze można liczyć do momentu podpisania umowy końcowej z deweloperem, a więc w okresie, gdy mieszkanie jest w budowie. To oczywiście znacznie gorsze warunki niż w przypadku w programu „Rodzina na swoim” budżet państwa dopłaca do kredytu blisko połowę odsetek przez osiem lat. Co więcej mieszkanie nie musi być w budowie, nie ma też obowiązku, żeby lokal był nowy.

Zgodnie z szacunkami dewelopera, przy kredycie na 200 tys. zł można liczyć na dopłatę blisko 12 tys. zł przez dwa lata. W efekcie firma zobowiązuje się do wypłacania nabywcy kwot odpowiadających około 6% wartości kredytu. Póki co oferta dostępna jest jednak tylko dla krakowskich inwestycji Wawel Service.

Deweloperzy pogodzili się ze stratą „Rodziny”

Powyższy przykład rozwiązania, które ma wypełnić lukę po wygaszanym stopniowo programie „Rodzina na swoim” należy do jednostkowych. - Wśród deweloperów nie widać determinacji do wprowadzania zmian w ofertach – zauważa Włodzimierz Wielogórski, menadżer ds. rynku pierwotnego Home Broker. Oprócz Wawel Service znaleźliśmy jeszcze tylko jedną firmę, która poczyniła takie kroki. Stołeczny Bouygues Immobilier dostosował ceny części mieszkań tak, aby można je było kupić z rządową dopłatą. Trzeba ponadto pamiętać, że nie tylko w w/w firmach można znaleźć nowe mieszkania z dopłatami. Do posiadania w ofercie lokali kwalifikujących się do „Rodziny na swoim” przyznają się m. in.: J.W. Construction, M-Alfa Osiedla, Breevast, Budros i Dom Development. Te firmy nie zmieniały jednak oferty, aby mieszkania kwalifikowały się do dopłat.

Kosmetyczna obniżka

Pierwsze tygodnie obowiązywania nowych zasad dofinansowania pokazują, że deweloperzy pogodzili się z tym, że takie kredyty stopniowo znikają z rynku. Na przestrzeni miesiąca spadek cen mieszkań na rynku pierwotnym wyniósł bowiem średnio jedynie 0,4% - wynika z danych Home Broker dla Krakowa, Poznania, Trójmiasta, Warszawy i Wrocławia. - Taka zmiana wpisuje się raczej w obserwowany od wielu miesięcy trend powolnego spadku cen ofertowych, a nie powinna być utożsamiana z efektem wprowadzenia ograniczeń w programie „Rodzina na swoim” – tłumaczy Bartosz Jankowski, menadżer ds. rynku pierwotnego Home Broker. Spadki cen wymusza natomiast rosnąca konkurencja. Warto w tym kontekście zauważyć, że w ostatnich 12 miesiącach liczba lokali oferowanych przez deweloperów wzrosła o blisko 40% w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i Trójmieście. W związku z tym, że liczba kupujących nie rośnie aż tak dynamicznie, zaostrza się konkurencja między firmami budującymi mieszkania.

Mało ofert z dopłatą

Brak dostosowania cen do ograniczonego programu wsparcia kredytów hipotecznych skutkuje tym, że niewiele mieszkań kwalifikuje się do dopłat. Jest to obecnie średnio kilkanaście procent nowych lokali – wynika z danych Home Broker dla 12 dużych miast. Przypomnijmy, że osoby samotnie wychowujące dzieci i rodziny mogą kupić mieszkanie na kredyt z budżetowym dofinansowaniem, o ile lokal nie będzie większy niż 75 m kw. Single mogą wybierać z oferty lokali do 50 m kw. Warto też zwrócić uwagę na znaczne dysproporcje w dostępności mieszkań pomiędzy poszczególnymi miastami. Na przykład w Bydgoszczy limit jest na tyle wysoki, że nawet przeszło 9 na 10 mieszkań oferowanych przez deweloperów może zostać kupionych za kredyt z dopłatą. Kilkukrotnie mniej lokali kwalifikuje się do wsparcia w Gdańsku i Warszawie. Z bardzo skromną ofertą deweloperów muszą liczyć się mieszkańcy Łodzi, Poznania i Wrocławia. W ich przypadku dostępność mieszkań z dopłatą można oszacować na maksymalnie kilka procent. W jeszcze gorszej sytuacji są mieszkańcy Białegostoku, Gdyni, Katowic, Krakowa, Lublina i Szczecina. W miastach tych ofert kwalifikujących się do wsparcia nie ma lub zdarzają się rzadko.