To właśnie to zdanie było kluczem do zmiany nastrojów na Wall Street, ponieważ wcześniej sądzono, że bez dodatkowych środków, których wypłata jest negocjowana z "Trójką" Grecja może zbankrutować najdalej na początku października, a nawet wcześniej. Oczywiście ewentualne fiasko rozmów z donatorami (bo już chyba nie kredytodawcami) Grecji również oznaczałoby bankructwo, ale te będą kontynuowane dziś. Dzięki komunikatowi Grecji początkowe straty S&P, który spadał o 2,3 proc., zostały ostatecznie zredukowane do 1 proc.

Być może zachowanie Wall Street, w połączeniu z oczekiwaniem na dalsze wieści z Aten i w oczekiwaniu na jutrzejszą decyzję FOMC w sprawie formy wsparcia dla gospodarki (inwestorzy nie wyobrażają sobie, że Fed przyjmie bierną postawę) mogłoby nawet zaowocować zwyżką w Europie, gdyby nie agencja S&P, która wczoraj wieczorem obniżyła rating Włoch. Działania sanacyjne wydają się analitykom agencji nie wystarczające i za mało przekonujące (zwłaszcza postawa rządu), ale też trudno mówić o niespodziance. Tak jak przy obniżce ratingu dla USA, tak i teraz zmiany oceny wiarygodności Włoch już wcześniej dokonał rynek podbijając rentowność włoskich papierów skarbowych. Decyzja S&P czy oczekiwanie na analogiczny krok Moody's w przyszłym miesiącu są wobec rynku finansowego spóźnione i jako takie właściwie pozbawione większego znaczenia, poza być może chwilowym wpływem na nastroje.

Sesja w Europie może zacząć się od spadków, ale nie od Armaggedonu. Sądzę nawet, że jeśli inwestorzy przekonają się, że decyzja S&P w gruncie rzeczy nie wpływa znacząco na ceny akcji, mogliby nawet włączyć się do zakupów. Problem w tym, że równocześnie napływają dalsze niepokojące informacje dotyczące europejskich banków. Financial Times podał dziś, że Siemens przeniósł 500 mln EUR depozytów z jednego z francuskich banków do ECB, z kolei według Reutersa jeden z czołowych chińskich banków należących do skarbu zawiesił operacje forex i swap z częścią banków w Europie. W ostatecznym rozrachunku tego rodzaju informacje mogą zaważyć na nastrojach.

Przed sesją opublikowano indeks cen produkcji w Niemczech, gdzie inflacja producentów wyniosła 5,5 proc., wobec oczekiwanych 5,8 proc. i 5,8 proc. zanotowanych w lipcu. Więcej podobnych informacji, a szybko zacznie się mówić o obniżkach stóp w ECB. Niestety, są też i gorsze wieści - bilans handlu zagranicznego Szwajcarii wykazał nadwyżkę 810 mln CHF, wobec 2,81 mld w lipcu, zaś sam eksport spadł o 16,4 proc. (2,7 mld) do 13,9 mld CHF - oto skutki nagłej aprecjacji franka. Bez wątpienia tak silne wahnięcie znajdzie odzwierciedlenie w wynikach szwajcarskiej gospodarki w III kwartale.
Na GPW możemy spodziewać się głębszych niż w Europie spadków, co wynika nie tyle z większych obaw o losy Europy, ile z zachowania WIG20 na wczorajszym fixingu. Straty WIG20 udało się skokowo ograniczyć do 1,5 proc., podczas gdy indeksy w Europie (w tym DAX i CAC40) traciły po ok. 3 proc. Dziś na otwarciu ta różnica wynikająca wyłącznie ze skoku na fixingu w Warszawie, powinna zostać zniwelowana.

W ciągu dnia na nastroje inwestorów mogą wpłynąć informacje o odczycie indeksu ZEW (11:00) i o danych z amerykańskiego rynku budownictwa mieszkaniowego (14:30). Oczywiście liczą się przede wszystkim dalsze doniesienia z Grecji.