Dwumilionowa Słowenia w 2007 roku przyjęła euro. Ze względu na jej uzależnienie od eksportu mocno uderzył ją globalny kryzys finansowy i gospodarczy. Zadłużenie kraju wzrosło z 21,9 proc. PKB w 2008 r. do ponad 47 proc. PKB w roku ubiegłym. Powodem były niskie podatki dochodowe oraz wysokie wydatki z budżetu.

Według organizatorów na głównym placu Lublany zebrało się w sobotę 30 tys. ludzi. "Domagamy się, by rząd odrzucił tego neoliberalnego wirusa, który szerzy się po Europie. Reformy muszą być w zgodzie z potrzebami obywateli, a nie po linii oczekiwań tych w Brukseli" - zwrócił się do tłumu Duszan Semolić, przewodniczący największego związku zawodowego ZSSS.

W demonstracji licznie uczestniczyli studenci i emeryci, protestując przeciwko cięciom wydatków na szkolnictwo, podwyżkom podatków i obniżkom emerytur.

W tym roku centroprawicowy rząd Janeza Janszy obniżył mniej więcej o 3 proc. pensje w sektorze publicznym. W przyszłym roku planuje kolejną 5-procentową obniżkę, tak aby zredukować deficyt budżetowy do 3 proc. PKB w 2013 roku, z 4,2 proc. oczekiwanych w roku bieżącym.

Rząd planuje także podniesienie od stycznia wieku emerytalnego, wprowadzenie zmian umożliwiających bardziej elastyczne zatrudnianie i zwalnianie pracowników oraz zredukowanie zasiłków dla bezrobotnych.

Oczekuje się, że w tym roku słoweńska gospodarka skurczy się o 2 proc., a w przyszłym - o kolejne 1,4 proc. PKB.

Polecamy:

>>> Stało się. Mamy drugi kryzys w Europie

>>> Polski przemysł w tarapatach. Tak źle nie było od trzech lat