Osłabienie chińskiej gospodarki oraz operacje poluzowania ilościowego, czyli inaczej mówiąc prowadzenie luźnej polityki pieniężnej m.in. przez USA i Wielką Brytanię sprawiły, że nowym bohaterem rynków walutowych stał się dolar Hongkongu. Ta trochę zapomniana waluta broni się przed silną presją aprecjacyjną, co z kolei uderza w gospodarkę tej chińskiej enklawy.

Przed przejęciem Hongkongu – w tym roku minęło już 15 lat od tego momentu – Chińska Republika Ludowa zobowiązała się do prowadzenia polityki pod hasłem dwóch systemów gospodarczych w ramach jednego państwa. A dwa systemy gospodarcze oznaczają również dwie waluty. W dwa dni po zdjęciu flagi Wielkiej Brytanii w Hongkongu, Azję Południowo – Wschodnią uderzył kryzys walutowy. Rozpoczął się on w Tajlandii i bardzo szybko rozprzestrzenił na inne kraje regionu (w tym i Koreę Południową i właśnie Hongkong). Dolar Hongkongu jako jedna z niewielu walut wyszła z tego kryzysu obronną ręką.

>>> Zobacz też: Inwestycja w chińską kolej dużych prędkości nigdy się nie zwróci

Już w chwili wybuchu kryzysu, ChRL i Hongkong stanowiły w dużym stopniu jedność, więc trudno oceniać jedną część kraju bez wspomnienia o drugiej. W pierwszej fazie kryzysu usiłowano obciążyć winą za jego wybuch właśnie ChRL, a dokładniej decyzje władz chińskich o ujednoliceniu kursu renminbi (juana) w 1994, co de facto oznaczało jego silną dewaluację.

Wraz z narastaniem kryzysu rosły obawy dotyczące ewentualnej kolejnej dewaluacji renminbi, co mogłoby oznaczać spiralę dewaluacji w całym regionie i w efekcie pogrążenie się w długoletnim kryzysie gospodarczym. ChRL nie tylko nie zdewaluowała kursu swojej waluty, ale stała się oazą stabilności gospodarczej. Rozsądna, uwzględniająca interesy gospodarcze swoich sąsiadów, polityka Chin została szybko docenia a nagrodą było utorowanie ChRL drogi do WTO.

Juan zastąpił jena w roli wroga USA

W latach 2000 – 2002 kursem walutowym Chin najbardziej interesował się chyba Kongres USA, dla którego stosunkowo niski poziom juana był przyczyną wszelkiego zła. Zresztą waluta Chin świetnie wypełniła werbalną próżnię, jaka powstała po zaniechaniu ataków wymierzonych w walutę Japonii. To właśnie jen do początku lat dziewięćdziesiątych był dyżurnym chłopcem do bicia dla większości amerykańskich polityków.

Rynek zaczął się uważniej przyglądać juanowi dopiero w lipcu 2005 r., kiedy nastąpiła jego minimalna rewaluacja i równocześnie uruchomiono mechanizm pełzającej aprecjacji. Brak wymienialności w transakcjach kapitałowych bardzo jednak studził zainteresowanie juanem ze strony inwestorów zagranicznych. Dopiero w 2009 r. kiedy Chiny podjęły pierwsze kroki w kierunku znoszenia ograniczeń, nastąpił przełom. A kiedy rząd ChRL przestał kryć swoje ambicje w zakresie internacjonalizacji swojej waluty, juan stał się języczkiem u wagi już nie tylko analityków, ale także uczestników rynku. Największe centra finansowe wręcz biją się o to aby móc zapewnić sobie handel chińską walutą.

>>> Polecamy: Co czeka nowych władców Chin? - Analiza

Trudno w takich okolicznościach było dolarowi Hongkongu skupiać na sobie uwagę większości inwestorów. Waluta ta nie straciła jednak znaczenia, o czym świadczą ostatnie wydarzenia na rynkach walutowych. 

>>> Pełen tekst artykułu znajdziesz na: obserwatorfinansowy.pl