I to właśnie Afryka należy do liderów w usługach bankowych przez telefon, a nawet w telefonie. My – mimo deklaracji prezesów, że przyszłość należy do łączonej oferty komórkowo-bankowej – jesteśmy za tym kontynentem daleko w tyle.

Potwierdzeniem rozwoju bankowości mobilnej w Afryce jest opublikowany kilka dni temu raport Banku Światowego na temat transferów gotówki od emigrantów. W skali całego globu w ubiegłym roku przekroczyły one 400 mld dol. Mogłyby być większe, gdyby nie wysokie koszty przesyłania pieniędzy z kraju do kraju – szczególnie w Afryce. I tu właśnie włączają się komórki. „Eksplozja użytkowania telefonów komórkowych w Afryce pozwala mieć nadzieję na ograniczenie kosztów transferów” – pisze „Guardian”. Według cytowanego przez brytyjską gazetę Banku Światowego „tylko 20 proc. ze 130 operatorów mobilnej bankowości oferuje usługę międzynarodowych transferów”.

Tylko 20 proc.? Ze 130 firm? Tylko pozazdrościć takiej oferty. Jak wylicza „Ghana Business News”, jedna trzecia z 60 mln osób korzystających na całym świecie z bankowości mobilnej to... Kenijczycy. Jasne, że w Afryce rola mobilnej bankowości jest inna niż u nas, gdzie jest kolejnym kanałem dostępu do pieniędzy. Szacuje się, że na świecie trzy czwarte biednych ludzi to „nieubankowieni” (2,5 mld osób, z czego duża część przypada na Czarny Ląd), a komórka to często pierwsza okazja do zetknięcia się z usługami finansowymi.

Za przykład może służyć działający w Ghanie operator komórkowy Airtel, który współpracuje z siedmioma bankami i ma 900 tysięcy klientów korzystających z usługi Airtel Money (to blisko jedna trzecia wszystkich klientów). Jak to działa? Można opłacać rachunki, płacić komórką za zakupy, przelewać pieniądze, podejmować je z bankomatu bez użycia karty, ale można też wpłacać gotówkę na konto. I to – jak zwraca uwagę inny biznesowy serwis z Ghany – bez wizyty w banku. Wystarczy pójść do agenta Airtel Money, wpłacić mu pieniądze, po czym otrzymuje się SMS-em potwierdzenie transakcji.

O zaufaniu do mobilnej bankowości w takim wydaniu nie ma ani słowa. Nie mówi się też o kosztach. Wiadomo jednak, że przynajmniej w niektórych wypadkach – jak wspomniane transfery zagraniczne – komórkowe finanse okazują się na tyle konkurencyjne, że mogą obniżyć ceny na całym rynku.

Efekt jest taki, że do niedawna tylko dwa kraje afrykańskie nie pozwalały na oferowanie usług mobilnej bankowości: Etiopia i Zimbabwe. Kilka dni temu władze Etiopii zmieniły zdanie.