Zamieszki w Egipcie: wojna może zakłócić transport ropy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 sierpnia 2013, 15:34
Egipt, widok na wybrzeże z lotu ptaka
Egipt, widok na wybrzeże z lotu ptaka/ShutterStock
Inwestorzy obawiają się, że zamieszki zakłócą funkcjonowanie Kanału Sueskiego – jednego z najważniejszych na świecie szlaków transportu ropy znad Zatoki Perskiej do Europy i USA.

Miniony tydzień w Egipcie należał do najbardziej krwawych od czasów arabskiej wiosny w 2011 r. Protesty nie ustępują, a demonstracje przenoszą się do kurortów.

>>> Czytaj też: Mursi nie zdołał uzdrowić sytuacji w Egipcie. Dlatego musiał odejść

W sobotę na placu Sakkala w popularnej wśród turystów Hurghadzie protestowało ok. 200 zwolenników obalonego prezydenta Muhammada Mursiego. Polskie MSZ – choć odradza wyjazd do Egiptu – utrzymuje, że w kurortach jest bezpiecznie, a Polakom nic nie grozi. Mimo to pierwsze biuro podróży – TUI Poland – już anulowało wszystkie wyloty do tego kraju, i to do końca października. W sumie anulowano wycieczki dla około 5 tys. osób. – Z tego powodu przychody biura na tym kierunku mogą się okazać mniejsze o ponad 12 mln zł, a zysk o ponad 200 tys. zł – wylicza Marek Andryszak, prezes TUI Poland.

Kiedy MSZ Rosji, Francji, Włoch i Niemiec stwierdziły, że także w kurortach jest niebezpiecznie, biura podróży w tych krajach całkowicie zawiesiły wysyłanie turystów nad Nil. Najbardziej radykalne są USA. Departament Stanu USA zachęca swoich obywateli do opuszczenia Egiptu.

Z niepokojem sytuacji przyglądają się też inwestorzy. W piątek cena ropy brent podrożała do 110 dol. za baryłkę i była najwyższa od czterech miesięcy. Zdaniem agencji Reuters to sygnał, że na rynkach surowcowych rosną obawy, iż może być zakłócone funkcjonowanie Kanału Sueskiego, łączącego Morze Czerwone ze Śródziemnym. Szlakiem tym transportowanych jest ok. 3 proc. światowych dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej.

Od ubiegłej środy w Egipcie zginęło 850 osób, ale obserwatorzy się obawiają, że to dopiero początek. Wojskowi, którzy de facto przejęli władzę po obaleniu Mursiego, rozpoczęli ofensywę przeciwko zwolennikom Bractwa Muzułmańskiego. Do aresztu trafiło 400 obrońców byłego prezydenta. Premier rządu tymczasowego Hazim el-Biblawi zaproponował delegalizację Bractwa. O radykalizacji postawy rządzących świadczy też to, że po środowej masakrze w Kairze ze stanowiska ustąpił wiceprezydent i noblista Muhammad el-Baradei, uznawany za reprezentanta liberalnej części społeczeństwa. W rozmowie z magazynem „Time” Michael Wahid Hanna, ekspert ds. polityki międzynarodowej z Century Foundation, przestrzega, że ostra konfrontacja władz z islamistami to droga do wojny domowej. – Nadchodzi spirala przemocy. Najprawdopodobniej przyjmie formę powstańczej taktyki, z zamachami samobójczymi i zabójstwami włącznie – przewiduje ekspert.

>>> Czytaj też: Egipt może stracić pomoc finansową od UE

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj