Władze stanu Hawaje zamierzają wydać w ciągu najbliższych trzech lat 100 tys. dol. na bilety lotnicze dla bezdomnych. Honolulu liczy, że dzięki temu pozbędzie się przynajmniej części z 17-tys. armii włóczęgów. Podobne rozwiązania są od dawna stosowane przez inne amerykańskie stany.

Powrót do domu

Bezdomność stanowi jeden z najbardziej dotkliwych problemów, z jakimi borykają się stanowe władze. Koncentracja włóczęgów jest tu kilkukrotnie wyższa niż w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Aż 1,2 proc. mieszkańców Hawajów to bezdomni (przy średniej krajowej rzędu 0,2 proc.). W większości nie są to Hawajczycy, lecz przyjezdni, skuszeni znanymi z pięknych plaż i ciepłego klimatu wyspami. Ich utrzymanie stanowi jednak istotne obciążenie. Co miesiąc stanowy budżet wydaje na jednego bezdomnego 700 dol.

>>> Czytaj również: Opieka zdrowotna w USA: Chcesz się leczyć? Zastaw dom

Program „Powrót do domu”, w ramach którego bezdomni będą wysyłani do miejsc, z których przybyli, to jeden z pomysłów Honolulu na zbilansowanie kosztów. Kwota, jaką władze stanu zamierzają wydać na każdego z nich, ma pokryć koszt biletu lotniczego na kontynent i niezbędnych środków higieny. A i tak będzie niższa niż wieloletnie wydatki na świadczenia dla bezdomnych na miejscu. Na bilet w jedną stronę może załapać się każdy, kto dobrowolnie zgodzi się na wyjazd.

Podobne rozwiązania od dawna stosowane są w pozostałych częściach USA. Od 2007 r. w Nowym Jorku funkcjonuje program „Reconnect” (połączenie na nowo), na który miasto wydaje 500 tys. dol. rocznie. W ciągu sześciu lat jego funkcjonowania miasto opuściło 500 włóczęgów. Na każdym Nowy Jork oszczędza 36 tys. dol. rocznie.

Śladami tej metropolii od niedawna podąża także Baton Rouge, stolica stanu Luizjana. Funkcjonujący od czerwca program szybko zmienił nazwę z „Clean Sweep” (wyczyścić) na bardziej poprawną politycznie „Hope” (nadzieja). Tutaj bezpłatny bilet dostają tylko ci bezdomni, którzy dowiodą, że mają dokąd jechać.

Oczyszczanie miast z niewygodnych mieszkańców było normą jeszcze w carskiej Rosji. Ówczesne prawo przewidywało karę czterech lat więzienia i zsyłki na Sybir za włóczęgostwo. Niewiele lepszy stosunek do bezdomnych miały także władze sowieckie. W czasie igrzysk w Moskwie w 1980 r. usunięto włóczęgów i prostytutki na 101 km za stolicę. W ten sposób z problemem wizerunkowym poradziły sobie władze Petersburga przed obchodami 300. rocznicy powstania miasta w 2003 r. Za Ural wysłano wtedy kilka wagonów z włóczęgami. Partie bomżów (to skrót od osoby bez określonego miejsca zamieszkania) trafiły m.in. do Nowosybirska. W tym roku podobną decyzję podjęły władze Kazania, który organizował w lipcu uniwersjadę. Tłumy włóczęgów trafiły np. do oddalonego o 200 km miasta Nabierieżnyje Czełny.

Niechciani Cyganie

Kontrowersyjne chwyty stosuje się także w Unii Europejskiej. W 2010 r. Francja z inicjatywy prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, mimo ostrych protestów obrońców praw człowieka, zapowiedziała likwidację obozów Romów i odesłanie ich do Rumunii oraz Bułgarii. Na powrót każdego dorosłego Cygana władze Francji przeznaczyły 300 euro.

>>> Czytaj także: Liczba bezdomnych we Francji wzrosła od 2001 roku o 50 proc.

Wysiłki Paryża nie przyniosły jednak oczekiwanych efektów. Ogromna część wydalonych Romów wróciła do Francji i założyła nowe obozowiska, gdzie panują jeszcze gorsze warunki sanitarne niż uprzednio. W efekcie liczba francuskich Romów praktycznie się nie zmieniła i wynosi prawie 15 tys.