Ponad 8,6 proc. wynosi obecnie średnie oprocentowanie obligacji firm notowanych na Catalyst, rynku papierów dłużnych prowadzonym przez GPW. – Średnia rentowność obligacji korporacyjnych jest teraz trzy razy wyższa od przeciętnego oprocentowania lokat bankowych – wskazuje Emil Szweda z portalu Obligacje.pl monitorującego rynek Catalyst.

Z takim oprocentowaniem obligacje korporacyjne przebijają też papiery Skarbu Państwa. Oprocentowanie detalicznych obligacji rządowych w ofercie Ministerstwa Finansów wynosi obecnie od 3 do 4 proc. w skali roku.

Analitycy przyznają, że z obligacji korporacyjnych można uzyskać wysokie dochody, ale są one jednocześnie obarczone większym ryzykiem. Kilkuletnia historia rynku Catalyst pokazuje, że spółki, które mają problemy z obsługą swoich obligacji, to przede wszystkim najmniejsi emitenci, którzy z reguły płacą wysokie kupony.

– Odradzałbym inwestowanie w mało przejrzyste spółki, których sprawozdawczość finansowa jest niskiej jakości. Chodzi głównie o spółki niepubliczne i notowane na NewConnect, choć w tym ostatnim przypadku sytuacja ma ulec zmianie po 30 września, kiedy zaostrzone zostaną obowiązki informacyjne spółek notowanych na tym rynku. Do wybierania wysoko oprocentowanych obligacji zawsze trzeba podejść z dużą dawką ostrożności – wskazuje Tomasz Kuciński, analityk Noble Securities.

>>> Czytaj też: Obroty na rynku Catalyst spadły o 75 proc. w czerwcu

Jednak nawet notowanie spółki na głównym parkiecie giełdowym nie chroni obligatariuszy przed kłopotami z odzyskaniem pieniędzy. Przykładem może być Gant, który wczoraj poinformował o niespłaceniu kolejnej serii obligacji o wartości nominalnej 10 mln zł. Zaległości dewelopera z tytułu niewykupionych papierów wynoszą już 60 mln zł.

Kamil Artyszuk z DM BPS ostrzega też m.in. przed poszukiwaniem okazji do osiągnięcia nadzwyczajnych zysków wśród przecenionych papierów na Catalyst. – Jeśli cena obligacji mocno spada poniżej nominału, to zwykle rynek obawia się, że spółka nie wykupi terminowo obligacji. Oczywiście są wśród nich także obligacje zabezpieczone, w przypadku których szanse na odzyskanie wartości nominalnej obligacji są większe, ale jest to proces czasochłonny – tłumaczy analityk.

Eksperci zwracają uwagę, że niska płynność Catalyst ogranicza też możliwość wejścia na ten rynek. Inną opcją jest zakup obligacji bezpośrednio w ofertach od emitentów. W większości są to jednak emisje niepubliczne, z wysokim progiem minimalnej inwestycji, zwykle na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych.

– Spółki decydują się na takie rozwiązanie przede wszystkim ze względu na niższe koszty i czas przygotowania emisji – mówi Radosław Kotylak, dyrektor zarządzający DI Investors.

Kilka spółek zdecydowało się do tej pory na oferty publiczne obligacji, w przypadku których minimalny zapis wynosił z reguły 100 zł. Ostatnio dwie duże emisje obligacji detalicznych, warte w sumie 400 mln zł, przeprowadził PKN Orlen.

– Dla inwestora indywidualnego zaletami obligacji detalicznych są niski minimalny zapis oraz związana z tym relatywnie większa płynność takich papierów. Baza inwestorów jest bowiem w przypadku tych obligacji szersza – wskazuje Tomasz Kuciński.

>>> Czytaj też: GPW: wracamy do czasów częstych debiutów na warszawskim parkiecie?