Populacja Hiszpanii spadła w ubiegłym roku po raz pierwszy od przynajmniej czterech dekad, czego przyczyną jest gigantyczne bezrobocie, które dotyka jedną czwartą całej siły roboczej. To gwałtowny obrót koła fortuny dla kraju, który w czasie ekonomicznego boomu doświadczył dużego wzrostu zapotrzebowania na pracę. W ciągu pięciu lat poprzedzających 2007 rok w Hiszpanii powstała blisko połowa spośród wszystkich nowych miejsc pracy w strefie euro.

Dziś urodzony w Barcelonie architekt Jean-Pierre Monguard Estragues mówi, że w Marrakeszu jest mu zdecydowanie łatwiej niż w rodzimej Hiszpanii znaleźć klientów i zlecenia.

„Nie są to największe zarobki, jakie otrzymywałem w życiu, ale pozwalają utrzymać się i wysłać część pieniędzy do domu” – tłumaczy 40-letni architekt, któremu po utracie pracy lot do Maroka ufundowali znajomi. „Wiedza i doświadczenie są tu znacznie bardziej doceniane niż w Hiszpanii”.

>>> Czytaj też: W reakcji na bezrobocie rośnie liczba nowych przedsiębiorstw w Hiszpanii

Monguard opisuje migrację jako „ekonomiczną, intelektualną i kulturalną katastrofę”, która wypędza z kraju najlepiej wykształcone pokolenie. Zanim osiadł w Maroku, przeniósł się na Teneryfę, by otworzyć tam małą pracownię architektoniczną. Niestety biznes upadł z powodu cięć w budżetach jego klientów. To właśnie wtedy przyjaciel skontaktował się z nim w sprawie pracy w północnoafrykańskim kraju, gdzie aktualnie pracuje nad sześcioma projektami i myśli o założeniu własnej firmy.

Pokłosie bezrobocia

Podczas gdy Mariano Rajoy obwieszcza, że Hiszpania zaczyna wychodzić z kryzysu i najbardziej dotkliwego programu oszczędnościowego we współczesnej historii, musi stawić czoła z konsekwencjami recesji – bezrobociem sięgającym 26 proc. Obecnie niemal jedna trzecia wszystkich bezrobotnych w strefie euro to Hiszpanie.

Wraz z końcem boomu na rynku nieruchomości, który przyciągnął wielu zagranicznych pracowników, liczba przybywających do Hiszpanii spadła w ostatnich czterech latach o blisko połowę. W tym samym czasie liczba Hiszpanów przenoszących się do Maroka była w ubiegłym roku o 32 proc. wyższa niż w 2008 roku. Po krajach Ameryki Łacińskiej i Europie był to dla Hiszpanów najważniejszy kierunek migracyjny.

Władze Maroka zaapelowały do Europejczyków przybywających do ich kraju, by zwracali się o pozwolenia na pracę. Ministerstwo pracy szacuje, że ma je zaledwie jeden na dziesięciu obcokrajowców żyjących w Maroku, gdzie szara strefa stanowi około 40 proc. PKB.

>>> Czytaj też: Hiszpania przeżywa turystyczny boom

Ucieczka z tonącego statku

W 2012 roku Hiszpanię opuściło 477 tys. osób, co odpowiada jednej setnej populacji kraju. Hiszpanie to około 60 tys. z nich, co jest wielkością o 80 proc. większą niż w 2008 roku. Biorąc pod uwagę całkowite saldo migracji, czyli różnicę pomiędzy napływem a odpływem osób z kraju, Hiszpanię opuściło 162 tys. osób. 

W lipcu w Hiszpanii pracowało 1,6 mln obcokrajowców. Jeszcze w 2008 roku były to 2 miliony. Około jedna piąta wszystkich bezrobotnych osób w Hiszpanii to imigranci. Największymi grupami obcokrajowców w Hiszpanii są Marokańczycy oraz Rumuni i to głównie oni odpowiadali w 2012 roku za odpływ pracowników bez hiszpańskiego paszportu.

„Ludzie będą w dalszym ciągu wyjeżdżać, chyba że pojedyncze pozytywne sygnały z gospodarki przełożą się na wzrost liczby miejsc pracy” – tłumaczy Jose Antonio Herce z firmy consultingowej Analistas Financieros Internacionales. „Ta emigracja jest dramatyczna z ludzkiego punktu widzenia, ale z perspektywy historycznej nie jest pierwszym tego rodzaju procesem w Hiszpanii i ma raczej ‘zdrowy’ charakter”. 

W drugim kwartale 2013 roku bezrobocie w Hiszpanii spadło po raz pierwszy od dwóch lat. Jednocześnie czwarty kwartał z rzędu spadł zasób siły roboczej, ponieważ długotrwale bezrobotni tracą nadzieję na zdobycie zatrudnienia lub opuszczają kraj.

Jak wynika z raportu Hiszpańskiej Rady ds. Młodzieży, wielu młodych zniechęconych przez wysokie bezrobocie „znika” z zasobów siły roboczej, częściowo wyjeżdżając z kraju do pracy lub na studia.

>>> Czytaj też: Młodzi Hiszpanie muszą polegać na zarobkach rodziców